CZY TY JESTEŚ TYM?
Iz 49,1-6 * Ps 139 * Dz 13,22-26 * Łk 1,57-66.80

Nie z byle kim mamy dziś do czynienia. Sam Jezus powiedział, że między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela (Mt 11,11). Kiedy anioł Gabriel zapowiadał jego narodziny, mówił, że będzie pełen Ducha Świętego już w łonie swojej mamy, Elżbiety. Powiedział też o nim, że pójdzie przed Panem w duchu i z mocą Eliasza (Łk 1,17). A przecież Eliasz to prorok jak ogień, a jego słowo płonęło jak pochodnia (Syr 48,1).

Gdy spotykamy go wiele lat później na pustyni Judy, chylimy czoło. Głosi chrzest nawrócenia. Odziany w sierść z wielbłąda żywi się szarańczą i miodem (Mt 3,4). Prawdziwy sługa Pański, mówiący z pełną podziwu odwagą rzeczy radykalne i trudne. Sława i popularność na wyciągnięcie ręki: Jerozolima, cała Judea i mieszkańcy okolic Jordanu u jego stóp. Zasłuchani, wyznający grzechy, proszący o chrzest. On jednak konsekwentnie powtarza, że za nim idzie silniejszy, a jego chrzest będzie chrztem Ducha Świętego i ognia (Mt 3,11).

Gdy wreszcie nad Jordan przychodzi sam Mesjasz, udziela Mu chrztu. Swoim uczniom wskazuje Baranka Bożego. Mówi, żeby za Nim poszli, po czym usuwa się w cień z pełnymi pokory słowami: „Trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3,30). Prawdziwy wzór proroka i głosiciela Ewangelii!

A jednak to nie wszystko. Spotykamy go raz jeszcze. Uwięziony przez Heroda doświadcza pokusy zwątpienia. Nie jest już tym samym człowiekiem. Miotany wątpliwościami wysyła do Jezusa swoich przyjaciół. „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść?” – pyta (Mt 11,3).

Na szczęście wytrwał do końca. Pozbawiony dawnej pewności co do tego, kim jest Jezus, oddał za Niego życie. Wielki prorok, ofiara kaprysu mieszkańców dworu króla.

Piszę to wszystko z myślą o tych, którzy idą dziś śladami Jana, by przygotować drogę Jezusowi. Myślę o moich braciach kaznodziejach i wszystkich kapłanach. O chwilach naszej pewności, mocy słowa i radosnego uniesienia, mieszających się z pełnymi lęku wątpliwościami i pytaniami. Myślę o sercu każdego kapłana, które:

Najpierw zielone malutkie tyle się wciąż spodziewa potem miłuje i krwawi wreszcie samotnie dojrzewa i olbrzymieje cichutkie i Boga innym otwiera aż znowu – w sobie malutkie we mszy dziękczynnej umiera (Jan Twardowski, O sercu kapłana)

Proszę dziś Boga o jedno: byśmy tak jak Jan Chrzciciel wytrwali do końca.


Mariusz Tabaczek OP - ur. 1980, dominikanin, doktorant GTU Berkeley. Mieszka w Oakland (USA). (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

DONOSICIELE

GDZIE WSZYSTKO SIĘ ZACZYNA

UCIECZKA

Zesłania Ducha

Zobaczyć Łaskę


komentarze



Facebook