PRZEŁAMAĆ OBOJĘTNOŚĆ
Jeśli wierni podczas mszy przyjmują rolę niewiele różniącą się od mebli znajdujących się w świątyni, to taki właśnie jest Kościół, który tworzą - drewniany.

FOT. KRZYSZTOF NOWAK / DOMINIKANIE.PL


 Liturgia to przede wszystkim sakramenty, ze szczególnym uwzględnieniem mszy świętej, brewiarz i obchód Triduum Paschalnego. Są to sprawy, które powinny absorbować przede wszystkim księży i ewentualnie wąską grupę ich współpracowników – organistów, ministrantów, kleryków i siostry zakonne, zakrystianów, kościelnych. Skąd pomysł, by liturgią interesować szerokie grono wiernych? Przecież na co dzień od wiernych nie zależy to, czy i w jaki sposób odprawiane są msze święte oraz jak i komu udziela się sakramentów. Liturgia godzin, a więc brewiarz, to forma modlitwy, której oddają się przede wszystkim duchowni, a dla wiernych często jest po prostu niezrozumiała lub zbyt trudna czy wymagająca.

Liturgia nie jest sprawą wiernych

Często można, co prawda, usłyszeć, że liturgia to dzieło wspólne, że brewiarz jest modlitwą ludu Bożego, a osobista formacja duchowa powinna się karmić rytualną modlitwą wspólnoty. Jednak z samego mówienia wynika mało, a często zgoła nic. Oto prosty przykład pokazujący, jak bardzo taki sposób nazywania jest nieadekwatny. Większość osób obecnych na nabożeństwie stanowią katolicy, których nie znamy. Trudno się zgodzić – mimo że tak mówią księża na początku mszy – że się spotykamy. Nie zamieniamy ze sobą ani jednego zdania, nie wiemy, jak się nazywają osoby stojące wokół nas, czym się zajmują. Czy takie zebranie można nazwać spotkaniem? Tak, o ile w ten sposób można określić zebranie się osób przed okienkiem pocztowym. Interesanci na poczcie, podobnie jak wierni w świątyni, postępują według określonej procedury, zajmują się tym samym, każdy indywidualnie dba o to, co przyszedł załatwić. W zasadzie nie ma znaczenia, czy jest ich mało, czy wielu, czy coś ich łączy, czy nie. Co więcej, mają wspólny cel: sumę celów indywidualnych. Im szybciej dany petent osiągnie swój cel, tym lepiej dla pozostałych interesantów. Stąd kibicują sobie nawzajem, a tych, którzy opóźniają wartkie tempo pracy pani w okienku, wspólnie darzą brakiem życzliwości. Może powyższa analogia jest szyta zbyt grubymi nićmi, ale czy o zgromadzeniu anonimowych osób, z których większość nie przystępuje do komunii, można mówić, że spotkały się one na uczcie?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Grabowski OP - ur. 1978, dominikanin, prezes Wydawnictwa W drodze, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Aby moja radość w was była

POŻYCZKOWY INTERES

Słowa ostateczne

Tomasz nie wątpi, tylko nie dowierza

Oto wzór!


komentarze



Facebook