NAKRYCI PAPKĄ

Podjąłem odważną, rzekłbym wręcz męską decyzję, by wraz z nadejściem nowego roku skupić się w moim żurnalistycznym znoju na sprawach, które naprawdę mnie interesują, i na rzeczach naprawdę najistotniejszych.

Do naszych rodzimych gazet i tygodników zaglądam coraz rzadziej, dzięki temu nie ulegam napadom bieżących ekscytacji tą czy inną wypowiedzią polityka PO lub PiS (zazwyczaj niemającą żadnego znaczenia). Poświęcam więcej czasu na czytanie długaśnych, suchych i pozbawionych emocji analiz o krajach leżących daleko od Niesiołowskiego i od Palikota, na beletrystykę, w której nie występują ani Tusk, ani Kaczyński, oraz na słuchanie jazzu, w którym pierwszoligowi artyści, podobnie jak w polskiej polityce, także improwizują, ale przynajmniej nie uderzają w fałszywe nuty.

Tak, wiem, jestem naiwnym pięknoduchem, w dodatku po części odpowiedzialnym za to, jak wygląda dzisiaj polityczny światek nad Wisłą. Czyż to nie my, dziennikarze, rozstawiamy posłów po dwóch stronach ringu, by potem z lubością relacjonować wymianę ciosów, zliczać podbródkowe, prawe sierpowe, nokdauny i ciosy poniżej pasa? Czyż to nam, pismakom, nie zależy właśnie na tym, by polała się krew, bo przecież rośnie wówczas oglądalność i klikalność?

Na początku roku przez polski internet przetoczyła się burzliwa dyskusja, wywołana tekstem Krzysztofa Stanowskiego, sportowego publicysty i szefa portalu weszlo.com. Stanowski zarzucił mediom en bloc, iż robią z niego idiotę. „Głupieję z każdym dniem. Wybaczcie mi, że będę uogólniał, ale celowo napiszę w imieniu szerokiej rzeszy osób – codziennie gł (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marek Magierowski - ur. 1971, publicysta tygodnika "Do rzeczy", absolwent hispanistyki na UAM, mieszka z żoną i dziećmi w podwarszawskim Ustanowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ULTRANIENAWIŚĆ

NIECH ŻYJE POLSKI PATRIARCHAT!

St. Nikolai 2010

KAMPANIA ANTYANTYSPOŁECZNA

Kto wytrwa do końca


komentarze



Facebook