Archwium > Numer 478 (06/2013) > Bioetyka > IN VITRO TO PROBLEM DOROSŁYCH

IN VITRO TO PROBLEM DOROSŁYCH
Problem in vitro jest moralnym problemem dorosłych, dzieci nie wybierają sposobu, w jaki pojawiają się na świecie, nie uczestniczą w związanych z tym sporach.

FOT. DAVID BUTOW / CORBIS


Nie tak dawno młoda kobieta, która jako pierwszy człowiek w Polsce (1987) została poczęta dzięki metodzie in vitro, komentując dokument O wezwaniach bioetycznych, przed którymi staje współczesny człowiek wydany przez Komisję Episkopatu Polski, stwierdziła w jednym z wywiadów, że gdyby abp Henryk Hoser był premierem, nigdy by się nie urodziła. Wskazywanie związku przyczynowego jest tu chyba zbyt uogólnione, zakłada bowiem, że życie powstaje dzięki metodzie in vitro, a ono nie jest przecież ludzkim pomysłem! W domyśle: gdyby abp Hoser był premierem, in vitro byłoby zabronione. Nie przeprowadzano by zatem – przynajmniej w sposób prawnie dopuszczony – łączenia gamet rodzicielskich w warunkach laboratoryjnych, czyli poza organizmem kobiety, a zatem nie miałby szansy urodzić się żaden człowiek, który przez nikłą część swojego prenatalnego życia przebywał poza organizmem matki. Jednak metoda in vitro – także ta prawnie dozwolona – wcale nie gwarantuje, że ktokolwiek się urodzi. Nie ma więc bezpośredniego związku między metodą in vitro a urodzeniem się człowieka, a tym samym abp Hoser, a dokładnie firmowane przez niego i Komisję Episkopatu Polski orzeczenia nie mają w odniesieniu do ludzkiego życia wykluczającej mocy, a prawne dopuszczenie metod wspomaganego rozrodu nie ma mocy stwórczej.

Tezy oczywiste i nieoczywiste

Od momentu powołania w 2008 roku przez premiera RP Zespołu do spraw Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Godności Istoty Ludzkiej obradującego z inicjatywy i pod przewodnictwem byłego już ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina toczy się w naszym kraju ożywiona debata na temat prawnej i moralnej dopuszczalności metod wspomaganego rozrodu. Zespół dawno już przestał obradować – problemy związane z in vitro stanowiły zresztą tylko część dyskutowanych w trakcie jego obrad kwestii. Ale niewątpliwie to inicjatywie Jarosława Gowina zawdzięczamy, że temat in vitro stał się tak popularny w przestrzeni społecznych dyskusji. Popularny to mało powiedziane – stał się niestety kolejną kartą przetargową w politycznych sporach. Temperatura debaty już to wznosi się, już to opada zależnie od tego, czy parlament wykazuje żywsze zainteresowanie problemem (niestety koniunkturalne) i czy w dyskusji nie pojawi się jakiś nowy, nieoczekiwany wątek. Jak długo bowiem można dyskutować na ten sam temat!

Wydany przez KEP dokument sprawił, że na krótki czas debata na nowo się ożywiła. Odnoszę wrażenie, że po kilku tygodniach znów ucichła i póki ktoś z prawej bądź z lewej strony sceny politycznej nie zabierze w dość oryginalny sposób głosu, będzie względnie spokojnie. I nie chodzi o to, że temat jest nieważny, wynika to raczej stąd, że media trudzą się, by nieustannie przykuć uwagę odbiorcy, a jeden i ten sam temat nie ma takiej mocy. Czy to znaczy, że w dyskusji o moralnej i prawnej dopuszczalności metod wspomaganej prokreacji powiedziano już wszystko, co było do powiedzenia?

Jeśli tak, to czy wydany przez KEP dokument ma jeszcze szansę coś wnieść do tej debaty? Nie zawiera on niczego nowego, przywołuje i streszcza wcześniejsze dokumenty, głównie Encyklikę Evangelium vitae Jana Pawła II. Autorzy O wezwaniach bioetycznych… zwracają ponadto uwagę na niepokojące zjawisko relatywizowania wartości ludzkiego życia. Uznają, że jego wyrazem jest już samo debatowanie o pojęciach godności osoby ludzkiej, zdrowia i człowieczeństwa. Adresatami dokumentu są głównie ludzie wierzący, dla których prawda o Bogu, który jest Dawcą Życia, nie podlega dyskusji. Filozofia jednak dyskutuje o pojęciach godności osoby ludzkiej i istocie człowieczeństwa, a w sposób szczególny czyni to antropologia filozoficzna. Czy oznacza to zawsze relatywizowanie? Niekoniecznie… Nie jesteśmy w stanie wartości ludzkiego życia udowodnić, bo dowody sensu stricto pojawiają się jedynie w naukach formalnych, pozostaje więc uzasadnianie. To, co przyjmowane w duchu wiary uznawane jest za oczywiste, niekoniecznie będzie takie dla człowieka odrzucającego religijny fundament moralności. Próba poszukiwania uniwersalnej płaszczyzny w rozważaniach na temat wartości życia nie może zatem uciekać od uzasadniania wyjątkowego charakteru ludzkiej egzystencji, które wcale nie musi być jego podważaniem.

Rewolucja genomu

Chociaż od wydania w 1948 roku Deklaracji Praw Człowieka nikt nie kwestionuje zapisu z artykułu 3 mówiącego o tym, że każdy człowiek ma prawo do życia i że nie wolno zmierzać wprost do odebrania życia drugiemu człowiekowi, to jednak odkrycia współczesnej biologii sprawiły, że dyskusyjne stało się samo człowieczeństwo i jego istota.

Dlaczego? Ponieważ tak jak rewolucja kopernikańska pozwoliła człowiekowi odkryć, że nie znajduje się w centrum wszechświata, tak rewolucja genomu uświadomiła mu, że jego biologiczna natura nie znajduje się w centrum przyrody ożywionej. Organizm człowieka nie jest wśród żyjących organizmów czymś nadzwyczajnym, czego najlepszym przykładem jest genetyczne podobieństwo człowieka do drożdży. Naukowcy odkryli jedynie trzysta ludzkich genów, których nie rozpoznali u myszy. Ten sam kod genetyczny służy do zapisu informacji genetycznej wszystkich żyjących organizmów.

Czytelnik zauważy, że piszę o organizmie człowieka, a nie wprost o człowieku, którego istnieniu przypisujemy wyjątkowy, czyli osobowy status. Biologia bada jednak organizmy żywe, w tym organizm człowieka, a nie zajmuje się dywagacjami na temat statusu osób. Embriologia opisuje zatem rozwój osobniczy człowieka, pokazując, że to rozwój typowy dla wszelkich innych ssaków. Teza o wyjątkowym charakterze ludzkiego życia nie może się więc opierać jedynie na danych biologicznych, a to sprawia, że teza o osobowym statusie ludzkiego zarodka nie jest tezą samooczywistą.

Tam zatem, gdzie teologia powołuje się od razu na Boga i Jego Stwórcze Dzieło, filozofia uzasadnia, dyskutuje i problematyzuje. Stara się pokazać, że nawet wtedy, gdy nie podziela się tez chrześcijańskiej wiary, można nadal utrzymywać, że życie każdej istoty ludzkiej powinno być chronione i szanowane tak długo, jak długo biologiczna natura – czasem bardzo okaleczona – pozwala jej żyć. Wykraczanie człowieka ponad naturę polega na tym, że nie tylko próbuje naprawiać jej defekty (co uznajemy za w pełni zrozumiałe i pożądane), lecz również wytyczać jakościowe standardy. Na to właśnie zwraca uwagę dokument KEP, kiedy zdecydowanie odrzuca jakiekolwiek formy selekcji, zarówno w ramach diagnostyki preimplantacyjnej, jak i prenatalnej.

Specyfika posiadania ludzkiej natury

Nie oburza nas to, że począwszy od króla Ćwieczka, człowiek dokonywał i nadal dokonuje selekcji roślin i zwierząt pod kątem cech uznawanych za korzystne. Przyjmujemy bowiem, że tak jedne, jak i drugie są po prostu swoją naturą. Rozumiem to w ten sposób, że organizmy te podlegają prawom przyrody oraz wykazują mechanizmy lub sposoby zachowania właściwe dla gatunku.

Zasadnicza zmiana, która pojawia się w wypadku człowieka, polega na tym, że jest on z natury, to znaczy ze swej istoty zdolny do działania wykraczającego poza czysto naturalne skłonności i impulsy. Człowiek nie tylko jest swoją naturą – człowiek naturę posiada. I jakkolwiek można oczywiście przypisać mu szereg gatunkowych cech, które opiszemy podobnie jak w wypadku każdego innego gatunku, to równocześnie otwiera się przed nim sfera działań, w których nie podlega mechanizmom natury, ale wykorzystuje naturalne możliwości realizowania celów, których nie da się ująć w żaden gatunek. Ludzie różnią się nie tylko zewnętrznie, różnią się przede wszystkim sposobem, w jaki realizują swoje człowieczeństwo. Gatunek, czyli właściwa im natura biologiczna, umożliwia wolne i rozumne działanie, ale tym działaniem nie steruje. Przykładowo: człowiek jest jedynym biologicznym gatunkiem, w którego wypadku współżycie nie ma na celu jedynie spłodzenia potomstwa.

Co z tego wynika? Dokładnie to, o czym pisze dokument KEP, kiedy podkreśla, że człowieka należy traktować w sposób podmiotowy. Nie można traktować wolnych istot (stawiających sobie w życiu cele i dokonujących wyborów) tak, jakby nie były wolne. Wprawdzie ludzkie zarodki niczego jeszcze nie wybierają i nie zgłaszają żadnych preferencji, ale ich natura jest dokładnie taka jak nasza – w przeciwnym razie nie miałyby szansy rozwinąć się w pełni dojrzałe organizmy, którym nikt już dzisiaj nie próbuje odbierać praw do życia.

Ludzie ani nie powstają, ani nie rodzą się jako zdolne do rozumnej i wolnej ekspresji organizmy, ponieważ ich natura potrzebuje czasu, żeby dojrzeć. Uznanie, że dopiero zdolność do rozumnej i wolnej ekspresji jest podstawą szacunku dla człowieka, nakazywałoby nam najpierw wyeliminować z grona ludzkich osób ludzi ciężko upośledzonych, bo oni nigdy tej ekspresji nie osiągną. Problem w tym jednak, że oni też mają ludzką, jakkolwiek ciężko upośledzoną naturę – nie zwierzęcą ani roślinną, tylko ludzką. Ludzie zdolni do rozumnej ekspresji zachowują się często w sposób, który za grosz nie budzi szacunku, i nie odmawiamy im przez to prawa do życia – dlaczego więc upośledzeni mieliby być gorsi? Upośledzeni nas nie krzywdzą, chociaż często mówi się dzisiaj, że wiodą „skrzywdzone życie”, ponieważ nikt nie podjął decyzji o jego przerwaniu wtedy, kiedy było to prawnie dozwolone. Tylko że oni nie mają innego życia!

Wskazujemy, że opieka nad ciężko upośledzonymi ludźmi to obciążenie dla ich rodzin, budżetu służby zdrowia, społeczności… Kiedy spojrzeć na historię minionego wieku, to z całą pewnością nie upośledzeni i niepełnosprawni doprowadzali do wojen, ludobójstwa, nienawiści, grabieży i innych zbrodni. Najczęściej robili to całkiem inteligentni ludzie…

Pośrednictwo w cudzie życia

Szacunek dla życia wyraża się najpierw w tym, że się życia nie niszczy. Wierzący będą podkreślać, że to Bóg jest Panem Życia. Nie zmienia to faktu, że ludzkie życie pojawia się za pośrednictwem ludzi, a nie w wyniku cudownej interwencji Boga. A że – jak zauważyliśmy wyżej – człowiek jest jedynym biologicznym gatunkiem, który nie współżyje jedynie w celu przekazania życia, ma czasem problem z wykluczeniem celu, któremu ze swej biologicznej natury takie działanie służy.

Ktoś, patrząc z zewnątrz, mógłby powiedzieć, że to nielogiczne (chociaż o takie zewnętrzne spojrzenie łatwiej już chyba dzisiaj kosmicie niż człowiekowi), ale tak właśnie jest. Człowiek nie jest naturą – człowiek naturę posiada i stąd jego zapędy, by stawiać naturze określone żądania. Problem w tym, że natury nie posiada się, podobnie jak ma się samochód, dom czy nietrafiony prezent. Tego ostatniego można się spokojnie pozbyć, samochód można zmienić, podobnie jak wystrój domu.

Biologiczna natura gatunku jest podstawą istnienia indywidualnej osoby, nie można żyć, wyzbywając się jej. Jest ona czymś, co zastaliśmy, to nie nasza idea, nie nasz pomysł, nie nasze dzieło… Nie mamy nad nią w sensie pozytywnym władzy, bo nie jest naszym tworem. Jedyny rodzaj władzy człowieka nad ludzkim życiem polega na tym, że może je zniszczyć. Ludzie czasem chcą mieć dzieci, a czasem nie chcą. W tym samym czasie, w którym jedni domagają się refinansowania aborcji, drudzy walczą o dofinansowanie metod wspomaganego rozrodu; podczas gdy jedni są w stanie wiele znieść, byle tylko pozbyć się życia, drudzy nie ustają w wysiłkach, by dać życiu początek. Zadziwiająca ludzka nie-boska komedia. Daruję sobie komentarz, licząc na to, że czytelnik sam wyciągnie wnioski.

Nawiązując do wstępu tego tekstu, chcę natomiast wrócić raz jeszcze do „ludzkiej roli” w powoływaniu nowego życia. Człowiek – bez względu na to, czy życie ludzkie poczyna się w organizmie matki czy też w warunkach laboratoryjnych – jest zawsze w jego powstaniu jedynie pośrednikiem. Niezależnie od tego, czy gamety miały szczęście spotkać się w sposób naturalny w organizmie matki, czy też spotkały się za pomocą laboratoryjnej swatki, od momentu ich połączenia rozpoczyna się proces życia ludzkiego organizmu, cudowny proces, który sprawia, że nabieramy kształtów i ostatecznie rodzimy się jako nowi przedstawiciele gatunku roszczącego sobie prawo do władania tą planetą, co – jak pokazuje postępująca degradacja środowiska naturalnego – niekoniecznie wychodzi nam na dobre.

Nazywając ten proces cudownym, nie mam na myśli cudownej, czyli nadprzyrodzonej interwencji Stwórcy. Taką nadprzyrodzoną interwencją jest obdarowanie człowieka duszą, czego niewierzący przyjmować nie muszą i czego się empirycznie nijak stwierdzić nie da. Myślę o kunszcie natury: o porządku złożonych procesów, o genetycznym dziedzictwie, o celowości zachodzących zmian. Kunszt natury ujawnia się nawet w naturalnej selekcji zarodków – samoistnemu poronieniu ulegają te, które nie są zdolne do dalszego życia (tylko człowiek niszczy te, które są do życia zdolne). Nie wymyśliliśmy tych procesów, nie jesteśmy ich autorami, ale to im właśnie zawdzięczamy nasze istnienie.

Teologia naucza, że Bóg działa w świecie poprzez prawa natury. Niektórzy powiadają, że gdyby Stwórca zdecydowanie nie życzył sobie, by ludzie poczynali się przez pośrednictwo metod in vitro, to po prostu nie dochodziłoby do poczęcia nowego życia w ten sposób. Jednak Bóg nie zawiesza praw natury tylko dlatego, że ludzie niefrasobliwie wykorzystują je w swoim działaniu. Każde poczęte i urodzone ludzkie życie jest więc ostatecznie, czyli poprzez pośrednictwo prawa natury, dziełem Stwórcy.

Żaden człowiek nie jest produktem drugiego człowieka (bo nie jest naszym dziełem), chociaż problem metod wspomaganego rozrodu tkwi między innymi w tym, że proces kojarzenia gamet jest przeprowadzany przez człowieka w warunkach laboratoryjnych, nabierając tym samym charakteru właściwego ludzkiej wytwórczości czy produkcji. Niebezpieczeństwo takiego sposobu pośredniczenia w powoływaniu nowego życia tkwi w tym, że po pierwsze, daje człowiekowi złudne przekonanie o panowaniu nad naturą, po wtóre zaś sprawia, że poczęte w laboratoryjnych warunkach ludzkie życie jest od niego totalnie zależne, w sposób, który nie pojawia się w żadnym innym obszarze ludzkiego działania.

Jeśli takiej totalnej zależności towarzyszy przekonanie, że to jedynie zarodek, że daleko mu do stania się człowiekiem, wówczas selekcjonowanie zarodków czy zamrażanie ich na czas krótszy lub ad Kalendas Graecas nie stanowi problemu. A stanowi! I zapytać można wprost: człowieku, co właściwie robisz drugiemu człowiekowi? Może to ważniejsze od całej złożonej argumentacji, której tutaj celowo nie powtarzam. Bo problem in vitro jest moralnym problemem dorosłych, dzieci nie wybierają sposobu, w jaki pojawiły się na świecie, nie uczestniczą w sporach dorosłych. Zostawmy w tych sporach dzieci…


Barbara Chyrowicz SSpS - prof. nauk humanistycznych, dr hab. filozofii, etyk, kierownik Katedry Etyki Szczegółowej KUL, należy do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego. Jest między innymi autorką książek "O sytuacjach bez wyjścia w etyce" (2008) i "Bioetyka. Anatomia sporu" (2015) oraz współautorką podręcznika "Etyka zawodu psychologa" (2017). Mieszka w Lublinie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WIARA I DANINA

GRANICE SZCZĘSNE I NIESZCZĘSNE

Życie chciane i niechciane

ZBYWALNE I NIEZBYWALNE

REQUIEM DLA KOZŁA


komentarze



Facebook