PO CO NAM ODPUSTY?
Nauka o odpustach przypomina, by spowiedzi nie traktować jak magii, która w cudowny sposób rozwiązuje wszystkie życiowe problemy, lecz jak sakrament, który gładząc grzechy, wprowadza na drogę nawrócenia i pokuty.

FOT. BETTMANN / CORBIS


Kiedy dominikanin zabiera się do pisania o odpustach, każdemu, komu nieobca jest historia Kościoła, powinno się zapalić pomarańczowe światło. Przecież to właśnie nie do końca poprawna interpretacja odpustów oraz nadużycia z nimi związane doprowadziły ostatecznie do wystąpienia Marcina Lutra.

Po co nam zatem odpusty? Czy nie jest to zbędny balast lub temat tabu, którym ze względu na ekumeniczną polityczną poprawność lepiej się nie zajmować? Zanim dotrzemy do końcowego stwierdzenia „tak” lub „nie”, warto włożyć odrobinę wysiłku w próbę zrozumienia, kiedy i w jakim kontekście zrodziły się odpusty oraz jak prawidłowo powinno się do nich podchodzić. Bez tego, niestety, wciąż będziemy ryzykować poruszanie się niekoniecznie we właściwym kierunku, i przyznawanie racji przede wszystkim emocjonalnej sile argumentów.

Odpuszczenie

Co o odpustach przeczytać można w Kodeksie Prawa Kanonicznego? Kanon im poświęcony znajduje się w części dotyczącej sakramentu pokuty. To przez pryzmat tego sakramentu musimy patrzeć na instytucję odpustów. Odpust nie jest bowiem świętem parafii, podczas którego proboszcz mniej lub bardziej skutecznie namawia, by przyjść do kościoła, a sklepikarze z radością zacierają ręce w nadziei na duży utarg. Nie jest też formą promocji, na którą załapać się mogą zmarli czy bardziej zaradni kościelnie. Czym zatem jest?

„Odpust jest to darowanie wobec Boga kary doczesnej za grzechy odpuszczone już co do winy. Otrzymuje je wierny, odpowiednio przygotowany i po wypełnieniu pewnych określonych warunków, przez działanie Kościoła, który jako sługa odkupienia autorytatywnie rozporządza i dysponuje skarbcem zadośćuczynień Chrystusa i świętych” (kan. 992).

Żeby zrozumieć przytoczoną definicję, musimy odpowiedzieć na trzy pytania: po pierwsze, co oznacza „kara doczesna za grzechy”, po drugie, w jakim sensie Bóg może odpuścić grzechy, pozostawiając jednocześnie jakąś karę, i wreszcie: co to jest „skarbiec zadośćuczynień Chrystusa i świętych”.

Słowo „odpust”, po łacinie indulgentia, zostało zapożyczone z języka świeckiego. W starożytności indulgentia oznaczała „odpuszczenie”, „absolucję” w odniesieniu do wyzwolenia ze stanu niewolników. Odpust w znaczeniu teologicznym pojawia się dopiero w XII wieku. Wyraża zatem praktykę Kościoła (consuetudo ecclesiastica) w konkretnym momencie jego rozwoju. Ma to daleko idące konsekwencje: odpusty – w odróżnieniu od siedmiu sakramentów – nie pochodzą z ustanowienia Bożego. Na próżno ich także szukać w Piśmie Świętym. Skąd zatem się wzięły?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jurczak OP - ur. 1980, dominikanin, dyrektor Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego w Krakowie, członek Międzynarodowej Komisji Liturgicznej Zakonu Kaznodziejskiego i promotor liturgii w Polskiej Prowincji Dominikanów oraz Komisji ds. Liturgii i Duszpasterstwa Liturgicznego Archidiecezji Krakowskiej, wykładowca w Papieskim Instytucie Liturgicznym "Anselmianum" oraz na Papieskim Uniwersytecie "Angelicum" w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

SŁOWO

ŻABKĄ CZY KRAULEM?

PRZEPROWADZKA

DECYZJA

Przewodnik po Trójcy


komentarze



Facebook