Archwium > Numer 480 (08/2013) > Reportaż > CZY PAN MNIE SŁYSZY?

CZY PAN MNIE SŁYSZY?
Stanisława Ryster zakłada nogę na nogę i zadaje pytanie. Jest teraz jak Sfinks ? jeśli nie odpowiesz, już po tobie. Kilkanaście lat walki o telewizyjny finał "Wielkiej Gry" pójdzie na marne. Żeby ich nie zmarnować, nie wolno ci zrobić jednego. Nie wolno spojrzeć na zegar.

FOT. ADAM JAGIELAK / EAST NEWS


Udepczmy sobie najpierw grunt pod tę niezwykłą opowieść o cierpliwości i fuksie. Tym gruntem będą fakty. Rozmawiamy o teleturnieju telewizyjnym „Wielka Gra”, który powstał w… Zaraz, zaraz, właściwie kiedy? Mnie bowiem wydaje się, że był zawsze. Odkąd sięgam pamięcią, odkąd zasiadałem – jeszcze po turecku, w rajstopkach, jeszcze z mlecznymi zębami – przed telewizorem, w którym był szeroki wybór dwóch kanałów, odkąd radziecki lampowy rubin zastąpił telewizor czarno-biały – „Wielka Gra” była zawsze.

I zawsze chciałem ją wygrać.

Kiedy się jest dzieckiem, to w głowie piętrzy się tysiąc takich niedorzecznych marzeń. Być strażakiem, kosmonautą, podróżnikiem wędrującym po odległych lądach, nieustraszonym łowcą groźnych zwierząt, Jankiem Kosem w udającej czołg piaskownicy, bohaterskim pułkownikiem Dowgirdem podczas zabawy w „Czarne chmury” za osiedlowymi garażami. Wygrać „Wielką Grę” – marzenie jak każde inne. Tak samo nierealne.

Najważniejszy dzień życia

„Wielka Gra” była w programie telewizyjnym od zawsze, a konkretnie od 1962 roku, kiedy to Telewizja Polska kupiła (hm, czy aby na pewno kupiła?) licencję amerykańskiego teleturnieju „The $64,000 Question”, niezwykle popularnego w uwielbiających tego typu quizowe programy Stanach Zjednoczonych. Plan słusznie zakładał, że widzowie będą chcieli oglądać i podziwiać zupełnie zwyczajnych ludzi, dajmy na to taksówkarzy, sklepikarzy, policjantów, hydraulików, hodowców drobiu czy dziennikarzy sportowych, którzy znają się na j (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Radosław Nawrot - ur. 1973, studiował prawo na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dziennikarz, autor wielu książek o tematyce sportowej. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

RAZ JESZCZE TELEFON DO PRZYJACIELA

ŁOWCA MOTYLI

Barwy honoru

DO SERCA PRZYTUL PSA

GULASZ, LECZO I BŰVÖS KOCKA


komentarze



Facebook