Archwium > Numer 480 (08/2013) > Szukającym drogi > MÓWIĆ BĘDĄ KŁAMLIWIE WSZYSTKO ZŁE O WAS

MÓWIĆ BĘDĄ KŁAMLIWIE WSZYSTKO ZŁE O WAS

Sprzeciw zgłaszany przez Kościół pod adresem techniki zapłodnienia in vitro spotyka się nieraz z następującym komentarzem: „Wcześniej czy później Kościół swoje zastrzeżenia wobec in vitro odwoła. Tak jak wycofał się z potępienia nauki Kopernika, tak jak nie zakazuje już sekcji zwłok ani nie walczy ze szczepionkami, tak jak nie sprzeciwia się już uśmierzaniu bólów porodowych”.

Żelazna logika tego argumentu okazuje się blagą, jeśli sobie uświadomić, że we wszystkich czterech odwołaniach więcej jest antychrześcijańskiego mitu niż prawdy historycznej. Zresztą oceńmy sami.

Kościół wobec dzieła Kopernika

Główne założenia swojej teorii Kopernik przedstawił na wiele lat przed drukiem O obrotach ciał niebieskich (1543) w opublikowanej w roku 1512 broszurze Niewielki komentarz Mikołaja Kopernika na temat jego hipotez dotyczących ruchu ciał niebieskich. Toteż teoria ta budziła ogromne zainteresowanie na długo przed rokiem 1543 i wielu ludzi Kościoła nalegało, aby genialny astronom nie ociągał się z wydaniem dawno zapowiedzianego dzieła. Ostatecznie przekonał go do tego biskup warmiński Tiedemann Giese. Zapotrzebowanie na porządną astronomię brało się m.in. stąd, że w tamtych czasach żywo dyskutowano na temat potrzeby reformy kalendarza, którą w końcu przeprowadził papież Grzegorz XIII w 1582 roku.

Dlaczego Kopernikowi nie śpieszyło się z wydaniem swojego opus vitae? On sam wymawiał się tym, że dzieło jest wciąż jeszcze niedopracowane. Jednak główny (jak się wydaje) tego powód wyjawił w liście dedykującym dzieło papieżowi. Mianowicie „Kopernik obawiał się tego, że jego dzieło zostanie źle zrozumiane i wyśmiane. W owych czasach astronomia, pośród wszystkich innych nauk naturalnych, była nauką najbardziej studiowaną. Stąd też każda osoba wykształcona, filozof, teolog, medyk czy też astrolog uważała się za eksperta w sprawach dotyczących sfer niebieskich. Kopernik obawiał się, że owa liczna rzesza »znawców« przedmiotu… »zmusiłaby go gwizdami do opuszczenia sceny«, jak pisze astronom w liście do papieża Pawła III”1.

W związku z procesem Galileusza w 1616 roku, a więc 73 lata po wydrukowaniu, dzieło Kopernika zostało wpisane na indeks ksiąg zakazanych. Chociaż było to wydarzenie godne pożałowania, nadinterpretacją jest twierdzenie, jakoby zostało ono potępione przez Kościół. Na indeks wpisywano wówczas trzy kategorie książek. Najłagodniejszą sankcją było „zawieszenie do czasu wprowadzenia poprawek” (suspensum donec corrigatur). Książki drugiej kategorii traktowano jako zakazane (prohibita), wreszcie najsurowszą sankcję otrzymywały książki potępione (damnata). Otóż dzieło Kopernika otrzymało sankcję pierwszą, najłagodniejszą. Dekret wpisujący na indeks domagał się, żeby teoria heliocentryczna zaprezentowana była w książce jako hipoteza, a nie jako przedstawienie stanu faktycznego2. Krótko mówiąc, choć to sprawa dla katolika ogromnie przykra, nie ma wątpliwości co do tego, że dzieło Kopernika nie było nigdy książką zakazaną ani potępioną.

Mit, jakoby Stolica Apostolska zakazywała sekcji zwłok

Mit ten kompetentnie i ze skrupulatną dbałością o faktografię zdemaskowała amerykańska wykładowczyni historii nauki na Uniwersytecie Harvarda Katharine Park3. Wprowadził go do naszej współczesnej świadomości – dopiero w roku 1896 – Andrew Dickson White, autor tendencyjnej monografii Historia wojen nauki z teologią. Według tego mitu Kościół średniowieczny okazywał nieustępliwą wrogość badaniom anatomicznym, do których potrzebna była sekcja zwłok. Szczytowym wyrazem tej postawy rzekomo była wydana w 1299 roku bulla papieża Bonifacego VIII, stanowczo zakazująca takich badań. Nieliczni śmiałkowie, którzy odważyli się łamać ten zakaz i jednak po kryjomu prowadzili badania anatomiczne – m.in. Leonardo da Vinci oraz autor wydanego w roku 1543 dzieła pt. O budowie ciała ludzkiego, Andreas Vesalius – wiele ryzykowali.

Prawda jest taka, że bulla Bonifacego VIII w ogóle nie dotyczyła sekcji zwłok, ale piętnowała barbarzyński zwyczaj, który pojawił się w okresie wojen krzyżowych, gotowania zwłok w celu oddzielenia ciała od kości, ażeby je przewieźć w celu pochowania ich w rodzinnych stronach zmarłego. „W rzeczywistości – pisze Katharine Park – sekcje zwłok zarówno zalecano, jak wykonywano na wielu późnośredniowiecznych uniwersytetach”. Owszem, anatomowie mieli kłopoty z uzyskaniem zwłok potrzebnych do badań. Zazwyczaj wykorzystywali do tego ciała straconych przestępców. Zdarzało się jednak, że wykradali świeżo pogrzebane ciała z grobów, a to, oczywiście, narażało ich na konflikt z prawem zarówno świeckim, jak kościelnym.

Nie znamy jednak ani jednego przypadku – twierdzi K. Park – żeby jakiś anatom został ukarany za wykonywanie sekcji. Vesalius miał kłopoty z prawem z innego powodu, mianowicie oskarżono go o to, że zaczął wykonywać sekcję ciała kobiety, która, jak się okazało, nie umarła. Natomiast Leonardo da Vinci mógł sekcję zwłok dokonywać tylko potajemnie, bo był artystą i nie miał wymaganych do tego uprawnień medycznych.

Mit, jakoby „Kościół zaciekle walczył ze szczepionkami”

Historia szczepień ochronnych zaczęła się w Europie późno, dopiero w 1796 roku, kiedy to angielski lekarz Edward Jenner zaczął za pomocą wydzieliny z chorych na krowią ospę zwierząt uodparniać ludzi na ospę prawdziwą. Począwszy od tamtego czasu aż po dzień dzisiejszy Stolica Apostolska (ani zresztą żaden katolicki biskup) ani razu nie wypowiadała się krytycznie na temat szczepień ochronnych. Mimo to raz po raz słyszy się fałszywy zarzut, że „Kościół zaciekle walczył ze szczepionkami”.

Owszem, sama idea wszczepiania ludziom substancji ze zwierząt budziła początkowo zastrzeżenia, także wśród lekarzy. Obawiano się, że ludzie szczepieni przeciwko ospie, a zwłaszcza dzieci, mogą ulec infekcji odzwierzęcej. Kiedy zaś szczepionkę zaczęto uzyskiwać od ludzi, którzy zaszczepieni byli wcześniej, lękano się przenoszenia w ten sposób innych niż ospa chorób zakaźnych. W krajach anglosaskich szczególnie wielki opór wzbudziło wprowadzenie przymusu szczepień, połączonego z groźbą kary więzienia lub grzywny dla rodziców, którzy zaniedbali zaszczepienia swoich dzieci4.

Trudno się dziwić, że w tej atmosferze formułowano również jakieś zarzuty religijne. Zapewne formułowali je katolicy, w tym katoliccy księża. Ponieważ jednak ruchy antyszczepieniowe ogarnęły głównie kraje anglosaskie, jest czymś zrozumiałym, że religijne zastrzeżenia wobec szczepień pochodziły przede wszystkim od protestantów. Mimo to właśnie katolicy – zwłaszcza katoliccy księża i w ogóle Kościół katolicki – są dziś oskarżani o dogmatyczne niezrozumienie dobrodziejstwa szczepień ochronnych. Bardzo możliwe, że jeżeli z czasem świadkowie Jehowy zrezygnują ze swojego sprzeciwu wobec transfuzji krwi, wkrótce potem właśnie Kościół katolicki będzie oskarżany o to, że przez wieki zaciekle sprzeciwiał się tego rodzaju terapii.

Mit, jakoby Kościół sprzeciwiał się uśmierzaniu bólów porodowych

Przysłowie powiada, że kto chce psa uderzyć, ten zawsze jakiś kij znajdzie. Jednak zarzucanie Kościołowi, że „zaciekle walczył” ze środkami przeciwbólowymi, a zwłaszcza z uśmierzaniem bólów porodowych, porównać można chyba tylko z szukaniem kija na bezdrzewnej pustyni.

Ale przypomnijmy fakty. Pierwsze odnotowane przez historię znieczulenie podczas porodu zastosował w Edynburgu w roku 1846 wybitny szkocki położnik James Young Simpson. Już w roku następnym opublikował on broszurę Odpowiedź na zarzuty natury religijnej wysuwane przeciwko stosowaniu środków znieczulających w położnictwie i w chirurgii.

R.B. Schoepflin, autor tekstu demaskującego mit, jakoby Kościół potępiał uśmierzanie bólów porodowych5, twierdzi, że „broszura była skierowana głównie do środowiska medycznego (...) i została napisana po to, by uprzedzić zastrzeżenia, które w rzeczywistości się nie pojawiły, natomiast późniejsi komentatorzy błędnie interpretowali jej opublikowanie jako dowód na nieistniejącą opozycję”.

Schoepflin przytacza wypowiedź samego J.Y. Simpsona, że w Edynburgu „kilku z grona duchownych przez pewien czas przyłączało się do głosów sprzeciwiających się nowej praktyce, ale w połowie 1848 roku nie spotykała się ona już z żadnymi zarzutami, ponieważ zarówno te o charakterze religijnym, jak i inne przestano formułować”. W połowie 1848 roku! – zatem w półtora roku po pierwszym zastosowaniu znieczulenia. Nawet jeśli Simpson oceniał sytuację z nadmiernym optymizmem, to jego optymizm musiał mieć przecież jakieś podstawy w rzeczywistości.

Tak czy inaczej, nie ma żadnych wydanych przez Kościół katolicki ani przez jakiś inny Kościół chrześcijański oficjalnych dokumentów, sprzeciwiających się rozwojowi anestezjologii. Mimo to raz po raz ktoś twierdzi fałszywie, jakoby Kościół był przeciwny uśmierzaniu bólu, a zwłaszcza bólów porodowych.

Przy okazji warto może tu odnotować piękny tekst papieża Piusa XII z 24 lutego 1957 roku, zawierający odpowiedź na pytanie, czy wolno stosować środki przeciwbólowe w sytuacji, kiedy pośrednio mogą one przyczynić się do przyspieszenia śmierci pacjenta. Papież – przypomniawszy, że nie wolno używać środków przeciwbólowych wbrew wyraźnej woli człowieka cierpiącego, podobnie jak czymś bezwzględnie niegodziwym jest celowe jego uśmiercenie – odpowiada, że nie narusza porządku moralnego korzystanie z środków uśmierzających ból również w sytuacji, kiedy można się spodziewać ich niekorzystnego wpływu na zdrowie6.

A jednak „zacofany” Kościół miał rację!

Wielu ludzi widzi w sprzeciwie Kościoła wobec starań o dziecko metodą zapłodnienia in vitro przejaw zacofania i nienadążania za postępem. Dokładnie tak samo oskarżano Kościół o ciasny konserwatyzm i obskurantyzm, kiedy stanowczo sprzeciwiał się ustawom na rzecz eugenicznej sterylizacji (m.in. w encyklice Casti connubii papieża Piusa XI).

Przypomnijmy: Począwszy od roku 1907, kolejne stany USA wprowadzają ustawy ograniczające możliwość zawarcia małżeństwa przez „jednostki małowartościowe” oraz dopuszczające przymusową sterylizację osób, które „nie powinny mieć dzieci”. W Europie przykład dała Szwecja, której parlament (jednogłośnie!) już w 1915 roku wprowadził „zakaz małżeństwa dla obłąkanych, epileptyków i cierpiących na choroby weneryczne” oraz zalecenie sterylizowania takich osób. W ślad za nią poszło wiele innych krajów. Ta nieludzka moda była w oczach ówczesnych środowisk oświeconych wymogiem postępu przejawem rzetelnej troski o zdrowe społeczeństwo.

Spróbujmy sobie wyobrazić, jak bezbrzeżnie zacofany musiał się wydawać tym środowiskom Kościół katolicki, który stanowczo się sprzeciwiał tym „oczywiście słusznym” wysiłkom na rzecz zdrowia społecznego. Kiedy w 1997 roku Szwedzi podjęli próbę ujawnienia bezmiaru krzywd, jakie wyrządzono pod osłoną tych ustaw, światowa opinia doznała szoku. Natomiast my, katolicy, mogliśmy być dumni, że Stolica Apostolska oraz wielu katolickich biskupów wielokrotnie protestowało przeciw tym niegodziwym ustawom.

 Owszem, przez całe lata Kościół musiał znosić szyderstwa i potępienia z powodu swojej niezgody na przyjmowane przez ówczesny „cywilizowany” świat rozwiązania eugeniczne. Ale warto było! „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości” (Mt 5,10).

1 T. Sierotowicz, Mikołaj Kopernik, Kraków 2001, s. 36.

2 Por. E. Piszcz, Kościół wobec systemu kopernikańskiego – sprawa umieszczenia dzieła „De revolutionibus” na indeksie, Studia Pelplińskie 1973, numer specjalny, s. 4959. Por. ponadto: T. Pawluk, Na marginesie klauzuli kościelnego urzędu cenzorskiego dotyczącej dzieła Mikołaja Kopernika, Studia Warmińskie 9/1972, s. 231–259; tenże, Niektóre aspekty negatywnego ustosunkowania się kościelnego urzędu cenzorskiego do dzieła Mikołaja Kopernika, Prawo Kanoniczne 16/1973, nr 3–4, s. 7–26.

3 Por. K. Park, Mit 5: O tym, że średniowieczny Kościół zakazywał sekcji zwłok, w: Wyrok na Galileusza i inne mity o nauce i religii, red. R.L. Numbers, Warszawa 2010, s. 67–75.

4 W internecie znajduje się ciekawy artykuł pt. Niezwykłe przygody ruchów antyszczepionkowych na początku.

5 Por. R.B. Schoepflin, Mit 14: O tym, że Kościół potępiał znieczulenie podczas porodu z przyczyn biblijnych, w: Wyrok na Galileusza, s. 171–180. Autor pełni obowiązki dziekana Wydziału Nauk Przyrodniczych i Społecznych na Uniwersytecie w Los Angeles.

6 Szerzej na ten temat piszę w tekście pt. Uśmierzanie bólu a eutanazja, w: J. Salij, Pytania nieobojętne, Poznań 1998, wyd. 5, s. 276–280.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Nasze Oświecenie

Nie zapominajmy o tym, co zależy od nas!

"Przeprośmy Boga za nasze grzechy"

Nie jesteśmy właścicielami naszej wiary

"W CÓŻ WIĘC MAMY WIERZYĆ?"


komentarze



Facebook