Archwium > Numer 482 (10/2013) > Szukającym drogi > STRATEGIA: UDERZ W PASTERZA!

STRATEGIA: UDERZ W PASTERZA!

 

Najpierw przytoczę fragment pewnej wypowiedzi, a dopiero potem podam jej autora:

„Utarł się już zwyczaj udzielania hierarchii kościelnej publicznych admonicji, karcenia i ostrzeżeń. Prasa, jeśli pisze o sprawach hierarchii, duchowieństwa, Kościoła i religii katolickiej, to tylko w sposób obrażający. Katolicy polscy są świadkami, jak autorytety kościelne w Polsce są stale obrażane, chociaż w oczach katolików biskupi i kapłani mają swoją pozycję religijną, są autorytetami religijno-społecznymi, są pasterzami ich dusz, nauczycielami prawdy ewangelicznej i zasad moralnych. Najdrobniejsze przekroczenie przedstawiciela duchowieństwa wyrasta z pomocą uległej prasy do wymiarów wielkiego skandalu, o którym pisze się bezkarnie nawet wtedy, gdy śledztwo czy wyrok sądowy nie potwierdzają zarzutów”.

Czytając powyższy tekst, można odnieść wrażenie, że napisał go ktoś w ostatnich dniach, oburzony medialną nagonką na któregoś z polskich hierarchów. W rzeczywistości jest to wypowiedź sprzed ponad pół wieku i pochodzi z napisanego 15 kwietnia 1959 roku listu Episkopatu Polski do rządu PRL. List ten opublikował Peter Raina w swojej monografii Kardynał Wyszyński.

Okazuje się, że struktura działań mających na celu zniszczenie albo przynajmniej osłabienie Kościoła jest od wieków taka sama. Już w starożytności prześladowania Kościoła były kierowane przede wszystkim przeciwko biskupom oraz innym duchownym. Ludzie nieżyczliwi Kościołowi szybko bowiem zauważyli, że duchowieństwo stanowi poniekąd jego układ nerwowy, toteż uderzenie w biskupów oraz w bardziej aktywnych księży będzie osłabiać cały Kościół – zgodnie z przytoczonym w proroctwie Zachariasza przysłowiem: „Uderz w pasterza, a rozproszą się owce”.

Przypomnijmy, kim w Kościele jest biskup. Soborowy dekret o pasterskich zadaniach biskupów od razu we wstępie stwierdza, że: „biskupi, ustanowieni przez Ducha Świętego, zajmują miejsce Apostołów jako pasterze dusz, otrzymali też oni posłannictwo, by łącznie z Biskupem Rzymskim i pod jego zwierzchnictwem nadawać trwałość dziełu Chrystusa, wiecznego Pasterza. Chrystus bowiem dał Apostołom i ich następcom nakaz oraz władzę, by nauczali wszystkie narody, by uświęcali ludzi w prawdzie i żeby byli ich pasterzami. Biskupi zatem przez danego sobie Ducha Świętego stali się prawdziwymi i autentycznymi nauczycielami wiary, kapłanami i pasterzami”.

Trudno się dziwić, że nieżyczliwe zainteresowanie wrogów Kościoła wymierzone jest przede wszystkim w biskupów. A można w nich uderzyć na tysiąc różnych sposobów. Celem jest zawsze osłabienie ich autorytetu, oczekiwanie, że przynajmniej niektórzy wierni się od nich i od Kościoła odsuną, nadanie sygnału innym pasterzom, że ich może spotkać to samo. Uwięzienie biskupa lub wydanie na niego wyroku śmierci możliwe jest tylko w państwie otwarcie prześladującym Kościół. Gdzie indziej pozostaje jednak furtka, polegająca na obrzucaniu go błotem, pomówieniami, oszczerstwami, co jednak – nie zapominajmy – w państwie demokratycznym może się zakończyć ukaraniem oszczercy na drodze sądowej.

Stąd zwyczajnym sposobem dezawuowania upatrzonego biskupa jest – tak przynajmniej dzieje się w Polsce – naznaczenie go negatywną etykietą (bufona, ignoranta, człowieka autorytarnego i niezdolnego do dialogu, kogoś swoim bogactwem i stylem życia oddzielonego od zwyczajnych ludzi itp.). Najlepiej w tym wypadku sprawdza się rozdmuchanie jakiegoś trzeciorzędnego szczegółu, lekko szyderczy ton informacji, złośliwie wybrane fotografie itp. Wystarczy, że walec takiego nieżyczliwego zainteresowania mediów będzie się przetaczał po kimś choćby tylko przez tydzień, aby dla wielu ludzi taki biskup już na zawsze pozostał kimś mało wiarygodnym.

Dziennikarze kierujący się strategią uderz w pasterza chętnie stroją się w piórka przyjaciół Kościoła i nie szczędzą biskupom „dobrych” rad. Podobnie jak kiedyś przeciwstawiali „ciasnego” i „reakcyjnego” prymasa Wyszyńskiego dobremu papieżowi Janowi XXIII, tak dzisiaj różne złe rzeczy wypisują o polskich biskupach, których nie obchodzi przykład wspaniałego papieża Franciszka. Owi „przyjaciele” Kościoła – często apostaci od wiary, nieraz od kapłaństwa – lepiej od biskupów wiedzą, jak troszczyć się o dobro Kościoła. Wiedzą, że Kościół kiedyś na pewno porzuci swoją obecną naukę, toteż w imię własnego dobra powinien jak najszybciej zacząć dopuszczać do ślubu osoby rozwiedzione, skorygować swoją naukę na temat homoseksualizmu, uznać prawo niepłodnych małżonków do korzystania z procedury in vitro itp.

Dodajmy, że propaganda antykościelna szczególnie chętnie wykorzystuje różne rzeczywiste wady i winy duchowieństwa. Kiedy nieznany nam bliżej kapłan Bonifacy spowodował głośny skandal, św. Augustyn prosił wiernych, żeby nie ulegali z tego powodu nastrojom antyklerykalnym: „Kiedy tylko jakiś biskup, kapłan, zakonnik lub zakonnica dopuści się czegoś złego, natychmiast pojawiają się sądy, zarzuty, spory, że oni wszyscy są tacy, a tylko w przypadku niektórych wychodzi szydło z worka. A przecież ci sami ludzie, kiedy dowiadują się o cudzołóstwie jakiejś mężatki, nie zarzucają tego grzechu swym żonom ani nie oskarżają swych matek” (List 78, 6).

„Błogosławcie tych, którzy was prześladują”

„Niech nikt z was nie cierpi jako zabójca albo złodziej, albo złoczyńca, albo jako niepowołany nadzorca obcych dóbr! Jeżeli zaś cierpi jako chrześcijanin, niech się nie wstydzi, ale niech wychwala Boga w tym imieniu!”– upomina apostoł Piotr (1 P 4,15–16).

Sam Pan Jezus zapowiadał swoim uczniom, że będą z Jego powodu prześladowani (por. J 15,20). Jednak prześladowanie, nawet jeżeli dotyka nas z powodu naszej wiary w Chrystusa, samo z siebie nikogo nie nobilituje. Wiele zależy od tego, w jaki sposób je znosimy. Otóż wydaje się, że naukę Pisma Świętego na ten temat da się sprowadzić do czterech następujących zasad:

Wolno nam wskazywać na niesprawiedliwość doznawanych przykrości. Przypomnijmy, że kiedy Pan Jezus został spoliczkowany, odpowiedział z godnością: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?” (J 18,23).

Doznając takich lub innych utrapień ze względu na Chrystusa, starajmy się wierzyć w pomoc Bożą. „Nie lękaj się ich – zapewnia Bóg Jeremiasza, powołując go na swojego proroka – bo jestem z tobą, by cię chronić” (Jr 1,8). Szaweł, powalony pod Damaszkiem, nie zdążył się jeszcze podnieść z ziemi, kiedy usłyszał słowa: „Obronię cię przed ludem i przed poganami, do których cię posyłam” (Dz 26,17). Przywołajmy tu komentarz św. Jana Chryzostoma do słów Jezusa, że posyła On nas „jak owce między wilki” (Mt 10,16): „Jak długo pozostajemy owcami, zwyciężamy. Otoczeni niezliczoną gromadą wilków, jesteśmy mocniejsi. Gdy jednak stajemy się wilkami, przegrywamy, ponieważ jesteśmy pozbawieni pomocy Dobrego Pasterza. Wszak nie jest On pasterzem wilków, ale owiec; dlatego opuści ciebie i odejdzie, jeżeli będziesz liczył tylko na siebie i nie będziesz oczekiwał, aby On okazał swoją potęgę”.

Jeśli doznawane przykrości staramy się znosić cierpliwie i po Bożemu, błogosławmy Boga z ich powodu i radujmy się: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie” (Mt 5,11–12). Apostołowie, poddani biczowaniu, „odchodząc sprzed Sanhedrynu, cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla imienia Jezusa” (Dz 5,41). Dlaczego należy radować się z powodu cierpliwego znoszenia prześladowań, obrazowo wyjaśnił – w przeddzień swojej śmierci męczeńskiej około 108 roku – biskup Ignacy w liście do młodego biskupa Polikarpa, w przyszłości również męczennika: „Trwaj niezłomnie jak kowadło pod ciosami młota. Wielki to zawodnik, który jest bity, a zwycięża”.

Szczególnie poruszające jest żądanie Pana Jezusa, żeby modlić się za swoich prześladowców (por. Mt 5,44) – to bowiem upodabnia cierpiących dla Jego imienia do samego Ojca niebieskiego, którego słońce jednakowo świeci ludziom dobrym i złym. Nie sposób nie przypomnieć tu, że On sam modlił się za swoich morderców – i to w godzinie, kiedy Go zabijali (por. Łk 23,34). „Błogosławcie tych, którzy was prześladują! – wołał apostoł Paweł – Błogosławcie, a nie złorzeczcie!” (Rz 12,14).

Ten ostatni wątek św. Tomasz z Akwinu wydobywa w swoim dziele O doskonałości życia duchowego jako charakteryzujący powołanie biskupów w Kościele: „Kiedy bowiem przyjęli na siebie troskę o cały Kościół, w którym częstokroć znajdują się tacy, co ich nienawidzą, bluźnią im i prześladują, oni muszą nieprzyjaciołom i prześladowcom okazywać w zamian miłość i dobrodziejstwa. Przykład takiej postawy widzimy w apostołach, których następcami są biskupi: otoczeni przez prześladowców, troszczyli się o ich zbawienie. Tak im nakazał Pan: Oto Ja posyłam was jak owce pomiędzy wilki (Mt 10,16), aby wielokrotnie pogryzieni, nie tylko nie zostali połknięci, lecz żeby jeszcze ich nawrócili”.

Porównajmy tę wypowiedź z wyznaniem, które na wiadomość o śmierci Bieruta złożył w swoich Zapiskach więziennych prymas Wyszyński, internowany wówczas w Komańczy: „Tyle razy w ciągu swego więzienia modliłem się za Bolesława Bieruta. Może ta modlitwa nas związała tak, że przyszedł po pomoc. Oglądałem się za nim we śnie – i nie zapomnę o pomocy modlitwy. Może wszyscy o nim zapomną rychło, może się go wkrótce wyrzekną, jak dziś wyrzekają się Stalina – ale ja tego nie uczynię. Tego wymaga ode mnie moje chrześcijaństwo”.

 


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Polak katolik

Grzechy świętych

Wola Boża wczoraj i dziś

Niepozorny obrzęd wyrażający samą istotę Kościoła

"Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki"


komentarze



Facebook