JAWA I SEN
Iz 7,10-14 * Ps 24 * Rz 1,1-7 * Mt 1,18-24

Zastanawiam się, co takiego Pan Bóg miałby mi do powiedzenia we śnie. I czy ja przypadkiem nie traktuję tej Ewangelii o śnie Józefa jak bajki? Doświadczenie ulotności tego, co mi się przyśniło, powoduje, że podejrzliwie patrzę na te dwa rozbudowane zdania składające się z trzydziestu siedmiu słów wypowiedzi anioła zapamiętanej przez Józefa. On to wszystko tak dokładnie potrafił powtórzyć? Mogę przeoczyć to, co najważniejsze, trzymając się uparcie litery. A najważniejsze jest to, że Bóg odezwał się do Józefa. I odzywa się także do mnie.

Józef podjął decyzję, to punkt przełomowy tej historii. Wykonał ruch, na który Bóg mógł zareagować. Im dłużej zwlekam z podjęciem decyzji, tym dłużej mogę czekać na upragnioną Bożą reakcję. Ryzykowne? I to jeszcze jak! Adekwatne jednak do rzeczywistości. Mówimy tu przecież o dialogu dwóch wolności. Mojej i Boga. On nie naciska, pozwala mi toczyć wewnętrzną walkę i cierpliwie znosi moje długotrwałe rozterki. Czeka tak długo, aż wreszcie zdecyduję. Wtedy zabiera głos. Ile w tym szacunku dla mojej karłowatej nieraz samodzielności. Józef słyszy słowa: „Nie bój się”. To jest odpowiedź Boga na jego wątpliwości spowodowane nieoczekiwanym biegiem wydarzeń. To pierwsze słowo Boga, który reaguje na to, co się dzieje w naszym życiu.

Józef słyszy jeszcze polecenie, by nadać imię. To znaczy trochę więcej niż tylko zarejestrowanie czyjejś tożsamości i obecności wśród żyjących. To jest nadawanie sensu i znaczenia. Historia małżeństwa Maryi i Józefa, w którą tak jednoznacznie wkracza Bóg, potrzebuje wytłumaczenia, czegoś, co pomoże zrozumieć ten zaskakujący scenariusz. Moja historia też tego potrzebuje. Historia każdego z nas domaga się takiego „imienia”. Bóg jednak każe poczekać. Przyjdzie czas narodzin i wtedy będzie czas nadawania imienia. Teraz jest czas dojrzewania i oczekiwania.

To wszystko się Józefowi przyśniło. Sen jest czasem mojej uległości, nie mam wpływu na jego treść. I tyle właśnie może mi powiedzieć Bóg, ile ja pozwolę sobie milczeć i nie kontrolować tak kurczowo wszystkiego.


Wojciech Dudzik OP - ur. 1981, dominikanin. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Dobre kazanie

Drodzy czytelnicy

PRÓBA TŁUMU

KAPITULACJA

ODBUDOWA


komentarze



Facebook