TROCHĘ CIENIA
Syr 23,1-2.8-12 * Ps 147 * Ef 1,3-6.15-18 * J 1,1-18

Chrystus – niemowlę i Boży Syn w jednej osobie, zapowiadany i przeczuwany jako Boża Mądrość – postanowił zamieszkać wśród nas (J 1,14). Dosłownie: rozbił swój namiot między nami. I zaprasza, aby się schować w jego cieniu.

Nieco kłopotu może sprawić zrozumienie tych słów na początku stycznia, kiedy przestępując z nogi na nogę na przystanku autobusowym, zziębnięci liczymy choćby na promień słońca. Kto by w takich warunkach szukał cienia? Pamiętam jednak dobrze wycieczkę po pustyni w Jordanii – cały dzień w pełnym słońcu, temperatura 40 stopni Celsjusza w… cieniu. No właśnie tego upragnionego cienia brakowało. Dopiero po południu jeden z Beduinów zaprosił nas do swojego namiotu. Był to właściwie sam dach, bez ścian. Teoretycznie więc ciepłe powietrze miało wszelkie szanse mieszać się z tym – pod namiotem. A jednak była różnica.

Można zapytać: co to daje, że Bóg zamieszkał pośród nas? Czy zło już nie będzie się wkradało do naszego życia? Czy przestaniemy się denerwować, kłócić, sądzić jeden drugiego? Czy wczorajsze kłopoty nie będą nas już martwić? Nie. I wcale nie o to chodzi. Kiedy Bóg jest z nami, jest po prostu jakoś inaczej.

Inaczej, to znaczy jak? Może tak, że wprawdzie dziś nie wszystko nam wyszło, ale Bóg daje kolejny dzień. Może dziś znowu pokłóciłem się z kimś, na kim bardzo mi zależy, albo wręcz przeciwnie: z kimś, kogo wprost znieść nie mogę, a z kim muszę żyć. Koniec świata? Nie – bo Bóg jest hojny w swoim miłosierdziu: nie skąpi mi go i dodaje wiary w to, że i ja mogę nauczyć się przebaczać. Razem z Nim zacząć od nowa.

Jest jeszcze jeden szczególny moment, który przychodzi mi na myśl, gdy czytam dzisiejsze czytania. To czas Adoracji Najświętszego Sakramentu. Pamiętam go jako najważniejszy punkt dnia w czasie studiów w Krakowie. Każdy z nas był zabiegany: tysiąc spraw, tysiąc historii napotkanych ludzi, problemów, kłótni – również między nami. I na koniec dnia pół godziny, kiedy to wszystko mogę zostawić. Sprowadzić do właściwych rozmiarów. Oddać Bogu – i braciom. Choćbyśmy się nie wiem jak pożarli, teraz przed Najświętszym Sakramentem polecamy się Bogu nawzajem. I jeśli w swej głupocie nie podaliśmy sobie jeszcze ręki, to te pół godziny razem przed Bogiem zobowiązuje do tego. Dłużej nie można już zwlekać.

Stąd ostatnia myśl: Słowo nie zamieszkało u mnie. Ono zamieszkało między NAMI. 


Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ... SIOSTRZEŃSTWO?

TO, CO NAS WIĄŻE

PRZYMIERZE I BŁOGOSŁAWIEŃSTWO

JESTEŚCIE NIEWINNE

MIZANTROP OCALONY?


komentarze



Facebook