Archwium > Numer 486 (02/2014) > Wstępniak > Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,

bez względu na nasze wyobrażenia o tym, co czeka nas po śmierci, nie ma wątpliwości, że wszystko, co zdołaliśmy zgromadzić za życia, w chwili odejścia nie będzie nam już potrzebne. Myślimy oczywiście o potencjalnych dziedzicach, bo to przecież im zostawimy zebrany z takim trudem dorobek, z nadzieją, że go nie zmarnują.

Ale o ile łatwiej przychodzi nam myśleć o przedmiotach, dziedzictwie intelektualnym czy stanie konta bankowego, o tyle trudniejsza jest myśl o rozstaniu się z częścią naszego ciała. Może dlatego, kiedy słyszymy o ofiarowaniu komuś własnej nerki, wątroby czy serca, budzi się w nas opór i wątpliwości, czy nie jest tak, że niebezpiecznie zaczynamy manipulować chwilą śmierci albo, co gorsza, przyspieszamy ją.

Pytań jest więcej, na przykład o to, czy każdy ma obowiązek zdecydować o losie swoich organów. Czy odmowa to brak odwagi i dowód na wrodzony egoizm? Odpowiedzi wcale nie są oczywiste. Jak pokazują nasi autorzy, dyskusja o sensie transplantacji jest ostatecznie pytaniem nie tyle o własność, ile o wolę, która miałaby przekraczać naszą cielesną egzystencję. Bo kiedy nas już nie będzie, nasza wcześniejsza decyzja może komuś uratować życie. Jak mówi profesor Zbigniew Włodarczyk z bydgoskiej kliniki transplantologii, oddanie komuś cząstki swego ciała to największy dar, jaki człowiek może ofiarować i otrzymać. Powinniśmy więc to bardzo starannie przemyśleć. Nie po to, żeby odgórnie dekretować jakieś zachowania, ale po to, by zrozumieć, że pomoc drugiemu człowiekowi to nie przypadek, ale nasza świadoma decyzja.

Czy nie o świecie takich relacji i zachowań marzymy? Podobnie rzecz się ma, kiedy mówimy o księżach i Kościele, sportretowanych chociażby w ikonie kultury masowej ojcu Mateuszu z Sandomierza. Nie oczekujemy wcale, że będzie superbohaterem, potrzebujemy raczej człowieka współczującego, mającego czas dla nieoczekiwanych gości, gotowego do pomocy, nieskłonnego do potępień, potrafiącego znaleźć wspólny język zarówno z dzieckiem, jak i z profesorem. Czy to wszystko tylko marzenia?


Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Przestrzeń rany

Drodzy Czytelnicy,

Po nas choćby potop

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,


komentarze



Facebook