TRZEBA, BY KRÓLOWAŁ
Ez 34,11-12. 15-17 * Ps 23 * 1 Kor 15,20-26.28 * Mt 25,31-46

Bardzo nieporadny wydaje się nasz język, gdy próbujemy nim wyrazić cokolwiek z Bożej rzeczywistości. To prawda, jesteśmy na język skazani, nie mamy bardziej precyzyjnego środka komunikacji, jednak nawet precyzja języka jest zupełnie bezradna, gdy staje wobec tajemnicy Boga. Odnoszę bowiem wrażenie, że dzisiejsze święto, które nazwaliśmy świętem Jezusa Chrystusa Króla, jest w swym znaczeniu dość dalekie od tego, co potocznie zdarza nam się wyrażać słowem król.

Nazywając Jezusa królem, możemy się zatem zaplątać w bezliku skojarzeń, które nijak nie będą do Niego pasowały. On nie jest królem, który spełniałby funkcje reprezentacyjne, choć to akurat byłoby dla nas dość wygodne. Nie ma On żadnego politycznego projektu, by pozyskać naszą przychylność. Nie zależy Mu na zmianie geopolitycznego układu świata. W ogóle słowo „polityka” dziwnie do Niego nie przystaje. Troska o nasze spokojne i dostatnie życie również nie jest Jego pierwszorzędnym celem. Gdy zaś powiemy, że w chwili kuszenia na pustyni zrzekł się wszelkiej ziemskiej władzy, a więc również bezpośredniego wpływu na bieg wydarzeń naszego świata, ponadto gdy dodamy, że Jego tronem stało się koryto, z którego jadło bydło, oraz dwie skrzyżowane belki kojarzone z mordercami, gwałcicielami i złodziejami, to widzimy, że słowo król przypisane jest Mu naprawdę w dość osobliwym znaczeniu.

By zrozumieć zatem dzisiejsze słowa św. Pawła: „trzeba, aby królował”, musimy się oderwać od naszych wyobrażeń o świecie i dostrzec Boży pomysł na wszechświat. Ten Boży projekt to przejście przez dwie bramy. Pierwsza jest bramą stworzenia, poprzez którą rozlała się i dalej w każdym kolejnym poczęciu i narodzinach nie przestaje się rozlewać Boża miłość. Druga jest bramą wieczności, przez którą całe stworzenie powróci do Stwórcy, a Bóg będzie, cytując znów św. Pawła, „wszystkim we wszystkich”.

Miejsce Chrystusa i Jego królowania jest pomiędzy tymi bramami. Gdy Bóg stworzył Adama i smucił się jego odejściem, widział już swego Syna jako przewodnika dla wszystkich ludzi, przewodnika od bramy stworzenia do bramy wieczności. Przyjście Chrystusa stało się centrum Bożego działania, punktem kulminacyjnym Bożych interwencji. Jego promieniowanie przecina czas i historię, sięga od Adama do ostatniego z ludzi po to, by ich wszystkich odnaleźć, porwać, zagarnąć i oddać Bogu z powrotem w bramie wieczności, „gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu”, przez co dopełniony zostanie Boży pomysł na wszechświat.

Widzimy zatem, jak blado wypadają nasze skojarzenia dotyczące królów w porównaniu z królewską misją powierzoną Chrystusowi przez Ojca. 


Łukasz Wiśniewski OP - ur. 1984, dominikanin, studiuje teologię dogmatyczną na Uniwersytecie we Fryburgu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

DAĆ DOWÓD NADZIEI

STUDNIA

WINNICA

SPOTKANIE

UCZNIOWIE Z BOŻEGO DUCHA


komentarze



Facebook