Archwium > Numer 496 (12/2014) > Kocha, lubi, szanuje > PRZECIEŻ NIC SIĘ NIE STAŁO

PRZECIEŻ NIC SIĘ NIE STAŁO
Gdybyśmy uczucia dziecka traktowali z należytą powagą, byłoby nam łatwiej współpracować z dziećmi, znaleźć sposób, by to, co mówimy, trafiało do nich i odnosiło skutek.

FOT. KIDSTOCK/BLEND IMAGES/CORBIS


 Czwarte przykazanie jest zarazem pierwszym, które nie dotyczy bezpośrednio Stwórcy. Chcę wierzyć, że jest to wyraz docenienia niewdzięcznej roli rodzica. Jako ci „pierwsi po Panu Bogu” życzylibyśmy sobie jednak większego poważania ze strony naszych dzieci. O ileż prostsze byłoby życie, gdyby szacunek i wdzięczność względem rodziców były wrodzone, oczywiste i nieodzowne.

Tymczasem dzieci bywają niewierne i niewdzięczne. Nie doceniają naszych wysiłków, protestują, gdy dbamy o ich zdrowy odpoczynek (i egzekwujemy zakończenie zabawy, wyłączenie komputera, powrót z imprezy o rozsądnej porze), dietę (dziecko wolałoby frytki i czekoladę) czy stan zdrowia (nie chce założyć czapki, bo to przecież obciach). Małe oczekują poświęcenia im czasu i uwagi w ilościach urągających zdrowemu rozsądkowi. Starsze oczekują przywilejów i swobód, sprytnie migając się od obowiązków i powinności. Niezależnie od wieku narzekają, że inni mają więcej i lepiej, że Wojtkowi mama pozwala, a Gosi tato kupuje.

Owszem, czasem powiedzą „proszę”. Czasem powiedzą „dziękuję”. Czasem powiedzą „jesteś najlepszym tatą na świecie”. Ale zwykle nam tego nie mówią.

Gdy więc słyszymy o należnych dzieciom prawach, gdy w mediach atakują nas odmieniany przez wszystkie przypadki Janusz Korczak pospołu z wszechobecnym rzecznikiem praw dziecka – raczej niewiele w nas entuzjazmu. Temat szacunku dla dziecka i jego praw traktujemy nieufnie, z niewypowiedzianym wprost zastrzeżeniem, że owszem, dziecku należy się jakiś (jakiś!) szacunek, ale może jednak niech ono najpierw: będzie cicho, będzie grzeczne, będzie posłuszne, będzie wdzięczne za to, co otrzymuje itd. No i nie zapominajmy, że prawa prawami, ale dziecko ma też jednak (przede wszystkim!) obowiązki!

Flejtuch, mazgaj i gapa

Jeszcze jako studentka prowadziłam w szkołach zajęcia o prawach dziecka. Gdy nauczyciele przedstawiali mnie uczniom, mówili: „Przyszła dziś do was pani, która opowie wam o waszych prawach…”. A następnie niemal zawsze dodawali: …i obowiązkach, mimo że jako żywo w przedłożonym im zawczasu scenariuszu zajęć słowo „obowiązki” nie padało. Nie miałam wówczas odwagi tego otwarcie skorygować, ale w charakterze komentarza wyobraziłam sobie satyryczną scenkę. Dorosły mówił w niej młodzieży kilka ogólników o prawach dziecka – krótko, mało konkretnie i szeptem – nerwowo popatrując przy tym na mapę Europy. A ściślej: na Skandynawię, jawiącą mu się jako kraina smoków, w której wystarczy dziecko mocniej szarpnąć za rękaw i już niewdzięczny małolat powiadamia odpowiednie służby, a te, bez możliwości obrony z naszej strony, aresztują nas we własnym domu, małolatowi zaś dopasowują nowych rodziców, odpowiednio uległych i bezkrytycznych wobec galopującej pajdokracji.

Ciszej więc, ciszej o tych prawach dziecka i o tym szacunku! A przynajmniej – nie przy dzieciach! Są już wystarczająco rozwydrzone. Edukować je na temat ich praw to jakby je przeciwko nam dozbrajać. Czy i bez tego nie jest trudno z nimi wytrzymać?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Anna Dembińska - psycholog, mężatka, mama czworga dzieci. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PÓJDĘ SOBIE I BĘDZIECIE ŻAŁOWAĆ

DOBRZE, ŻE JESTEM

POWIEDZ DZIECKU: PRZEPRASZAM

MATKA PSYCHOLOG W ŚWIECIE YOUTUBERÓW

HERKULES I ATLAS


komentarze



Facebook