POD WŁADZĄ KSIĄŻEK

Czytanie stało się współcześnie nie lada wyzwaniem. Tytuł goni tytuł, od bestsellerów uginają się półki, a czasu jakby coraz mniej. Mimo to, wbrew cenom i na przekór zegarom, to właśnie książka stanowi najcenniejszy podarunek. Książka unieważnia działanie czasu, przenosimy się bowiem gdzieś indziej. A jaki jest najlepszy czas na czytanie? Właśnie ten.

Wspominam o tym wszystkim, ponieważ chciałbym zaproponować szybki spacer po ważnych tytułach mijającego roku. Przeczytać zeszły rok – zuchwałe zadanie. Ale takich właśnie ludzi potrzebują książki.

Dla pasjonatów historii

„Niech będzie Misza Romanow, on jest czysty i niewinny. Smuta go nie zepsuła. Cesarstwo zacznie się od czystej karty” – takimi słowami władzę w Rosji na ponad trzysta lat objął ród Romanowów. Misza na tronie łatwo stracił swoją czystość i niewinność, ale książka Andrzeja Andrusiewicza Romanowowie. Imperium i familia (Wydawnictwo Literackie) jest pasjonującą lekturą. Ponad 600 stron, przez które przewija się plejada postaci wychodzących z mroku legendarnych początków, bawiących się w „żandarma Europy”, aż do zniknięcia w ciemnościach jekaterynburskiej piwnicy. Książka jest imponująca i choć stanowi owoc wieloletniej erudycyjnej pracy, nie sposób uciec od stwierdzenia, że mimo wszystko Rosji nie sposób pojąć rozumem, mało tego – Rosja jest stanem duszy. W sposób literacki najlepiej przedstawił to oczywiście Dostojewski, Andrusiewicz spojrzał na to z punktu widzenia historyka. Dzieje Rosji i Romanowów to w dużej mierze dzieje jednego organizmu, w którym mistyka łączy się z mistyfikacją, a osobowość jednostki idzie w parze z potęgą narodu. Romanowowie Andrusiewicza to przepyszny tort, z którego śmiało można wykrawać co smaczniejsze kawałki, a zaręczam, że starczy ich na długo. Rosja Romanowów jawi się jako kraj pełen paradoksów. Caryca Katarzyna II, nazwana przez Woltera (który był zresztą na jej utrzymaniu) oświeceniową Semiramidą Północy, była równie silnie oddana religijności, co zanurzona w mętnej wodzie ludowych wierzeń. Im więcej było swobód obywatelskich za Aleksandra II, tym więcej było zamachów na życie władcy, im cięższy zaś absolutyzm Mikołaja I, tym większy rozwój kulturalny kraju. Książka potężna i pięknie wydana – jak na potężną dynastię przystało – którą się czyta jednym tchem.

Niemal tradycją są już pojawiające się w okolicach sierpnia książki dotyczące Powstania Warszawskiego. Wielość tytułów oraz wysoki poziom większości z nich doprawdy onieśmiela. Prym wiodą przede wszystkim wydania albumowe oraz wsparte uznanymi nazwiskami. Niejako na przekór tej tendencji warto zwrócić uwagę na książkę Łukasza Mieszkowskiego Tajemnicza rana. Mit czołgu-pułapki w Powstaniu Warszawskim (W.A.B.). Książka niewielka objętościowo i tematycznie, koncentrująca się bowiem na jednym fakcie, ale sięgająca daleko poza swoje ramy. Tragedia z 13 sierpnia 1944 roku, która blednie w obliczu innych wydarzeń Powstania, stawia pytania o to, w jaki sposób pamięta się wydarzenia oraz jak się o nich pisze. Tamtego feralnego dnia doszło do wybuchu niemieckiego pojazdu bojowego (czołgu? goliata?), w wyniku którego śmierć poniosło kilkaset osób. Historia Powstania przez lata różnie opisywała to zdarzenie: raz podawano, że był to czołg zdobyczny z zamontowaną w nim bombą zegarową, innym razem, że to błąd ludzki spowodował wybuch. Niemiecki pojazd bojowy w walkach powstańczych był mechanicznym koniem trojańskim czy naszym wielkim niespełnionym marzeniem o własnym biało-czerwonym czołgu? Szukając odpowiedzi na te pytania, Mieszkowski porusza się między ludzkim zmyśleniem a uporczywą rekonstrukcją.

Inną idącą pod prąd książką są Dezerterzy Charlesa Glassa (Rebis). Uciekinierów z armii traktujemy najczęściej z pogardą i odnosimy się do nich z wyniosłym milczeniem. Glass pisze radykalnie nową historię, w której pokazuje, jak łatwo słowo tchórzostwo zamieniło się w stres bojowy. Armia nowozelandzka jako pierwsza zatrudniła psychologa, dzięki któremu na front wracało 30–40 procent dezerterów. Wobec takich liczb nie można było przejść obojętnie. Z czasem wypracowano sposób na podniesienie morale: Jeden dzień snu, jeden dzień mycia się, jeden dzień wolny. Żołnierze po zregenerowaniu sił chętniej wracali w szeregi armii. Glass niezwykle ciekawie opisuje dzielnych żołnierzy z pierwszej linii frontu, wielokrotnie odznaczonych za odwagę, którzy podjęli decyzję o dezercji. Powody były różne: niezgoda na bezsensowną śmierć, nieudolne dowództwo lub demoralizacja w armii (opis gangów i czarnorynkowego handlu bronią czy papierosami daje do myślenia). Glass pisze, że rany od kul bolą tak samo jak rany psychiczne.

Dla erudytów małe co nieco

Raz po raz zaskakiwani jesteśmy książkami wydawanymi po śmierci autorów. W biurku Leszka Kołakowskiego jest chyba wiele tajemnych szuflad. Po opublikowanym po śmierci filozofa eseju Herezja (2010) czytelnik otrzymuje kolejną książkę niespodziankę. Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny (Znak) to rękopis w języku francuskim – ostatecznie nieukończony i nieprzeznaczony do druku. Można czerpać z tego eseju bez końca. Sam jestem zaskoczony, jak wiele we mnie pozostało treści. Napisany jak zwykle u Kołakowskiego w świetnym literackim stylu, z niesłabnącą dociekliwością pytań i z tym czymś nieuchwytnym, co mają tylko najlepsi nauczyciele: wskażą kierunek, podprowadzą trochę, abyś dalej mógł iść sam. Czytam i wracam do tej książki raz po raz. Jest w niej jakiś żar, jakiś płomień, który nie gaśnie. „Jezus jest ośmieszany, ale wiemy, że ma rację”, pisze Kołakowski.

Innym ciekawym esejem są Osobliwe skutki małżeństwa Ewy Kiedio (Więź). Książki o duchowości małżeństwa są na ogół tak pobożne, że aż zniechęcają małżonków do rozmów o Bogu. Albo tak wygórowane, że pragną przeanielić dwoje ludzi z krwi i kości. Albo też tak infantylne, że człowiek czuje, iż z tym małżeństwem to jakaś straszna lipa. Książka Ewy Kiedio jest inna. Autorka proponuje esej napisany językiem śmiałym i odważnym, wolnym od kościelnej nowomowy, zanurzonym zarówno w świecie popkultury, jak i w szeroko rozumianej twórczości, od malarstwa poczynając (Jerzy Nowosielski, Ventzislav Piriankov), przez literaturę osadzoną w konkrecie (Fiodor Dostojewski, Tomasz Budzyński), aż po rozważania Jana Pawła II i myślicieli „srebrnego wieku” rosyjskiego prawosławia. Tu tekst Kabaretu Starszych Panów sąsiaduje z wypowiedziami ojców Kościoła – jest chwila oddechu, jest chwila zadumy. Bardzo odpowiadają mi te proporcje, jest bowiem i po Bożemu, i po ludzku. Mało tego: jest nowocześnie i erudycyjnie i trzeba się mocno powstrzymywać, aby tej niewielkiej książki nie połknąć w jeden wieczór.

Polska stawia pytania

Uwielbiam takie książki jak Polscy terroryści Wojciecha Lady (Znak). Walka z caratem jest w niej dobrze przedstawiona, zaś historyczno-sensacyjne ujęcie tematu sprawia, że rzecz dzieje się niejako na oczach czytelnika. Krwawa Środa (15 sierpnia 1906) przyniosła serię zamachów na carskich funkcjonariuszy, a ich liczba szacowana jest na ponad siedemdziesiąt zgonów. W ogólnym zaś rachunku w wyniku zamachów terrorystycznych zginęło więcej Rosjan niż podczas powstania styczniowego w 1863 roku – te liczby musiały dawać do myślenia ówczesnym Polakom. Oprócz przedstawiania sensacyjnych wręcz wydarzeń (np. akcja „czterech premierów”) autor fantastycznie rozkłada akcenty swojej narracji. Nie zapomina bowiem o kosztach psychicznych, jakie ponosili zamachowcy (choroby psychiczne, obsesja bycia śledzonym, rozmawianie ze zmarłymi), a także stawia ważne pytania. Czy polskich bojówkarzy z początku wieku można współcześnie nazwać terrorystami? I nie mniej ważne: Czy doświadczenie zbrojnego oporu pierwszych lat minionego stulecia mogło stanowić swoisty spadek dla późniejszych działań Armii Krajowej?

Tam, gdzie nas nie ma

Od kilku lat mamy coraz lepsze reportaże, zarówno rodzimych, jak i zagranicznych pisarzy. Nie czuję się na siłach, aby w jakikolwiek sensowny sposób omówić tak wielkie dzieło, jakim jest Antologia 100/XX(Czarne) w układzie Mariusza Szczygła. Dwa tomy hołdu złożonego polskiej szkole reportażu. Napiszę krótko i w jedyny sensowny sposób: tolle lege, brać i czytać. Ale jeśli z powodzi naprawdę wielu dobrych reportaży miałbym wskazać jeden, to wyróżniłbym ten: Colin Thubron Góra w Tybecie. Pielgrzymka na święty szczyt (Czarne). Dlaczego? Nie jest to w ścisłym tego słowa znaczeniu reportaż, raczej dziennik podróży lub reportaż podróży mistycznej, a że czegoś takiego nie ma… Autor wyrusza na pielgrzymi szlak wiodący z Nepalu poprzez wyżyny Tybetu, aż do tajemniczych jezior góry Kajlas, aby dokonać swoistego pożegnania ze zmarłą matką. Góra w Tybecie jest zapisem zderzenia starości z młodością, studium odchodzenia spotykającego na swej drodze witalność, ale też Zachodu ze swym letnim chrześcijaństwem stającego naprzeciw wikłającego się w niezliczone synkretyzmy religijne Tybetu. Żadnych odpowiedzi. Raczej same sprzeczności. Thubron napisał współczesną wersję ars moriendi, podręcznika dobrej śmierci.

A najlepsze jest może na końcu…

Ta wyrywkowa lista nie jest oczywiście kompletna. No bo co zrobić z trzecim tomem monumentalnej Historii ciała: Różne spojrzenia. Wiek XX (Słowo/Obraz Terytoria)? Albo z drugim tomem We władzy wisielca. Ciemne moce, mroczne liturgie (Słowo/Obraz Terytoria) Zbigniewa Mikołejki? Przeczytać. Nie zawiedzie również Johan Theorin, którego Duch na wyspie (Czarne) godnie wieńczy olandzki cykl. Kryminał metafizyczny, w którym snujące się duchy zmarłych odgrywają tak samo ważną rolę jak żywi, to naprawdę mocna lektura. A Zygmunt Miłoszewski i jego Gniew(W.A.B.)? Przeczytać. A Jacek Dehnel Matka Makryna (W.A.B.)? Przeczytać, przeczytać. A Księgi Jakubowe (Wydawnictwo Literackie) Olgi Tokarczuk? Przeczytać, kupić, podarować. A Prorocy (Esprit) Abrahama Heschela? Zniknąć pomiędzy kartkami…

Tak można długo. Tolle lege, jest w czym wybierać.


Marcin Cielecki - ur. 1979, poeta i eseista. Autor zbioru esejów "Miasto wewnętrzne" oraz książek poetyckich "Ostatnie Królestwo" i "Czas przycinania winnic". Mieszka w Olsztynie z żoną i dwoma synami. Strzela z łuku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PRAWOSŁAWNE SERCE ZACHODU

"Kalendarz ekumeniczny 2008"

WIĘCEJ CISZY

Patrzeć będę w księżyc, widzieć będę słońce

Żadnych okoliczności łagodzących


komentarze



Facebook