Archwium > Numer 497 (01/2015) > Nie uciekaj przed lękiem > RELACJA OJCOWSKIEJ MIŁOŚCI

RELACJA OJCOWSKIEJ MIŁOŚCI
Zawierzenie Bogu nie ma oczywiście prowadzić do obojętności, ale do stawiania czoła trudnym sytuacjom bez przerażenia.

FOT. WAITING FOR THE WORLD/FLICKR.COM


ANNA SOSNOWSKA: Czy dobry chrześcijanin powinien bać się Boga?

KS. PROF. KRZYSZTOF BARDSKI: Bojaźń Boża była jedną z podstawowych cnót w pobożności starożytnych Izraelitów, choć czytamy o niej jedynie w księgach mądrościowych. To ona jest początkiem mądrości (por. Syr 1,14), kluczem do dobrego życia. Natomiast w nauczaniu Jezusa to pojęcie właściwie całkowicie znika – Jezus podpowiada nam inną perspektywę relacji z Bogiem.

Co dla Izraelity kryło się pod określeniem bojaźni Bożej?

Bojaźń Boża, czyli jirat Adonai, nie oznacza, że mam uciekać przed Bogiem, ukrywać się przed Nim. To raczej coś, na co w języku łacińskim mówi się timor reverentialis, czyli lęk związany z czcią, którą otaczamy jakąś osobę. U podstaw tak rozumianej bojaźni Bożej leżały relacje społeczne – w ten sposób poddani odnosili się do króla czy przywódcy, ponieważ mieli świadomość, że od niego zależy ich los. Jeżeli oni będą darzyli władcę szacunkiem, on będzie wobec nich przychylny. W starożytnym Izraelu relacja z Bogiem na wielu płaszczyznach przypominała relację względem panującego – na przykład pojęcie przymierza z Bogiem także zostało zaczerpnięte z języka stosunków społecznych. Coś podobnego stało się w przypadku bojaźni Bożej.

W Starym Testamencie widać również taki tok myślenia: Boga trzeba się bać, ponieważ On karze ludzi Mu nieposłusznych.

To prawda. W księgach mądrościowych panuje często takie przekonanie, że dobrych spotyka dobro, a złych zło. Jednak Księga Koheleta, a zwłaszcza Księga Hioba z tym polemizują. Poza tym autorzy ksiąg mądrościowych – szczególnie to widać u Syracydesa i w Księdze Mądrości – starają się pogłębić rozumienie bojaźni Bożej i pokazać, że jest ona czymś więcej niż tylko lękiem przed Władcą stworzenia.

Czym w takim razie?

Szacunkiem wobec Boga, liczeniem się z Bogiem. Dlatego jako tłumacz Biblii, pokusiłbym się o to, żeby jirat Adonai oddać inaczej niż bojaźń Boża. Zamiast „Błogosławiony, kto się boi Pana” (Ps 128,1) napisałbym może: „Szczęśliwy, kto liczy się z Bogiem”.

Wspomniał ksiądz na początku naszej rozmowy, że Jezus akcentuje zupełnie inne rzeczy niż bojaźń Bożą, ale jednak temat lęku, strachu przed Bogiem gdzieniegdzie się pojawia.

W Dziejach Apostolskich znajdziemy określenie phobumenoi ton Theon, czyli bojący się Boga, w bardzo ciekawym kontekście, odbiegającym od dawnej tradycji hebrajskiej, a obecnym w czasach grecko-rzymskich. Tymi bojącymi się Boga zostali nazwani helleniści bądź Grecy, którzy sympatyzowali z tradycją i religią Żydów. Oni byli najlepszymi potencjalnymi adresatami przesłania Ewangelii.

Dlaczego?

Bo z jednej strony nie mogli zostać w pełni Izraelitami, ponieważ pod względem etnicznym nie należeli do Narodu Wybranego, ale z drugiej fascynował ich izraelski monoteizmem, który był czymś specyficznym w świecie politeizmu grecko-rzymskiego.

Nowością ewangeliczną są słowa św. Jana: „Doskonała miłość usuwa lęk” (1 J 4,19). Jezus pokazuje, że właściwa relacja z Bogiem to nie bojaźń, ale miłość, agape. Wiąże się to z pewną zmianą optyki patrzenia na Boga – w Chrystusie staje się On bliski człowiekowi. Koncepcję lęku przed Bogiem, nawet w znaczeniu respektu czy szacunku, zastępuje relacja ojcowskiej miłości. Przecież Chrystus proponuje nam, żebyśmy do Boga zwracali się: Ojcze.

Czy w takim razie można powiedzieć, że jeśli ktoś odczuwa strach przed Bogiem, jest jeszcze w Starym Testamencie?

To zależy, o jaki strach chodzi. Jeżeli człowiek zwraca się do Boga z bojaźnią i pietyzmem albo wypełnia religijne obowiązki tylko ze względu na to, że obawia się jakiejś kary z Jego strony, to rzeczywiście można wysnuć taki wniosek. Natomiast Jezus pokazuje, że Bóg nie delektuje się karaniem człowieka, tylko go kocha i zaprasza do wspólnoty ze sobą. Taka jest optyka Jezusa.

W Ewangeliach synoptycznych pojawia się historia, w której pełno jest strachu, chociaż wszystko dzieje się z udziałem Jezusa. To opis burzy na jeziorze (por. np. Mk 4,35–41).

Ta scena jest bardzo interesująca pod względem budowy: z jednej strony mamy sytuację pełną dynamizmu – uczniowie płyną na drugą stronę jeziora, gdy nagle zrywa się burza, ale z tym kontrastuje spokój Jezusa, który mimo burzy śpi. Możemy się zdziwić: Jak to – szalejący żywioł, a Jezus się tym nie przejmuje? Podpowiada nam to, że warto na tę scenę spojrzeć trochę głębiej.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. prof. Krzysztof Bardski - ur. 1962, teolog biblista, redaktor i tłumacz Biblii Ekumenicznej i Biblii Paulistów, autor licznych artykułów o tematyce biblijnej, zajmuje się filologią biblijną i lekturą alegoryczną Pisma Świętego - w tradycji patrystycznej i talmudycznej. W ostatnich latach ukazały się jego książki: "Słowo oczyma gołębicy" (2007), "W kręgu symboli biblijnych" (2010), "Lektyka Salomona" (2011). Wykłada na UKSW i na PWTW. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Anna Sosnowska - ur. 1979, absolwentka studiów dziennikarsko-teologicznych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, współautorka książki "Zioło-lecznictwo, czyli wywary na przywary", wcześniej związana z kanałem religia.tv, gdzie prowadziła programy "Kulturoskop" oraz "Motywacja jest kobietą". Redaktor naczelna portalu Aleteia. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

NA POCZĄTKU BÓG...

U NICH W GŁOWACH

To nie są nasze twarze

COŚ WSTYDLIWEGO

KIEDYŚ CIĘ ZNAJDĘ


komentarze



Facebook