FALE I POWIEWY

Jakiś czas temu, gdy przygotowywałem się do głoszenia rekolekcji – tym razem nie na śląskiej prowincji, ale we Wrocławiu – wpadł mi w oko pewien Pawłowy passus. Rekolekcje miały być o Kościele, więc przeglądałem eklezjologicznie nośne wątki Nowego Testamentu, wśród nich ten: „[Chodzi o to], abyśmy już nie byli dziećmi, którymi miotają fale i porusza każdy powiew nauki, na skutek oszustwa ze strony ludzi i przebiegłości w sprowadzaniu na manowce fałszu. Natomiast żyjąc prawdziwie w miłości, sprawmy, by wszystko rosło ku Temu, który jest Głową – ku Chrystusowi” (Ef 4,14–15).

Ponieważ wszystko czyta się zawsze w jakimś kontekście, natychmiast przypomniałem sobie reakcje mediów na doniesienia z rzymskiego synodu o rodzinie. Nie zamierzam komentować ani samego synodu, ani medialnej zawieruchy wokół niego. Zależy mi raczej na przyjrzeniu się wielości fal i powiewów nauki. Bo chyba w tym właśnie punkcie aktualność Pawłowej przestrogi dobitnie się ujawnia.

Informacje na temat tego, co się dzieje w przestrzeni kościelnej doktryny, docierają do katolików – w tym także do pasterzy i zawodowych teologów – nie w postaci lektury ściśle doktrynalnych dokumentów, ale za pośrednictwem mediów. Te zaś dzielą się z grubsza – na ile jestem w stanie ten mechanizm zrozumieć – na dwie grupy. Po pierwsze, mamy takie, które dostarczają ludowi rozrywki. Żyją z wpływów z reklam, a do treści mają stosunek ambiwalentny: nieważna jest idea, lecz możliwość przykucia uwagi określonego odbiorcy do strony (tekstu, obrazu, filmu), na której (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WIARA CZYNI CUDA?

PISANE Z BOBRAMI NA GŁOWIE

DRONOWA ZGROZA

KRÓTKA HISTORIA PEWNEGO ROZCZAROWANIA

ZA NIESKORO


komentarze



Facebook