DOBRY NIEMIEC
Jaki jest sens zajmować się kimś, kto został zamordowany przez swoich siedemdziesiąt lat temu? Bo chrześcijaństwo niemieckiego pastora może i powinno być inspiracją dla tożsamości uczniów Jezusa Chrystusa.

FOT. DIETRICH BONHOEFFER/PHOTO AUGUST 1935/EAST NEWS


9 kwietnia 1945 roku. Do końca wojny brakuje niespełna miesiąca. Wiadomo, że III Rzesza się nie ostoi. Nad obozem koncentracyjnym we Flossenbürgu wzeszło słońce. Między 6 a 7 rano dokonano tam egzekucji pięciu Niemców. Powieszono Wilhelma Canarisa, Hansa Ostera, Karla Sacka, Ludwiga Gehrego oraz Dietricha Bonhoeffera. Próbuję sobie wyobrazić tego ostatniego. Nagi, klęczący, modlący się do Boga. Za chwilę zostanie powieszony jako zdrajca ojczyzny. Zdrajca Führera. Zdrajca upadającej Rzeszy, z którą nigdy się nie identyfikował. Lekarz obozowy obecny przy tej egzekucji, a skazany później za zbrodnie hitlerowskie, zezna, że nigdy wcześniej w swojej kilkudziesięcioletniej praktyce lekarskiej nie był świadkiem śmierci człowieka tak oddanego Bogu.

Kim był zatem Dietrich Bonhoeffer?

W momencie męczeńskiej śmierci miał zaledwie 39 lat. Urodził się 4 lutego 1906 roku we Wrocławiu. Jego ojciec Karl należał do najwybitniejszych niemieckich psychiatrów (to jemu między innymi zlecono przeprowadzenie ekspertyzy dotyczącej poczytalności van der Lubbego, podpalacza Reichstagu z 1933 roku), w rodzinie zaś jego matki Pauli von Hase (powiązanej z dworem cesarskim) nie brakowało artystów, teologów i pastorów. Ojciec Pauli przeszedł do historii jako kapelan Wilhelma II, z której to funkcji zrezygnował po tym, jak skrytykował cesarza za określenie proletariatu mianem sfory psów.

Ci, którzy znali rodziców Dietricha Bonhoeffera, powiadają, że podczas kilkudziesięciu lat małżeństwa udałoby się uzbierać niecały miesiąc, kiedy tych dwoje spędziło czas bez siebie. Razem również wysłuchali nabożeństwa, które 17 lipca 1945 roku było transmitowane przez BBC z londyńskiego kościoła Holy Trinity. Nabożeństwa, któremu przewodniczył anglikański biskup George Bell (to jemu Bonhoeffer dedykował ostatnie swoje słowa1), a które było modlitwą za zamordowanego trzy miesiące wcześniej niemieckiego teologa i pastora. Zdaje się, że to wtedy Karl i Paula nabrali pewności, że ich syn nie żyje. Wcześniej nie mieli o nim żadnych wiadomości. Wieść o tym nabożeństwie musiała zbulwersować wielu mieszkańców Wielkiej Brytanii. Dopiero co zakończyła się wojna. Wiele angielskich rodzin opłakiwało stratę swoich bliskich, a w jednym z londyńskich kościołów celebruje się nabożeństwo żałobne dla upamiętnienia Niemca. Jeden z paradoksów historii Dietricha Bonhoeffera.

Jaki jest sens zajmować się Niemcem, który został zamordowany przez swoich siedemdziesiąt lat temu? Któremu ci sami Niemcy przez wiele lat odmawiali prawa do godności i czci, podtrzymując legalność wyroku doraźnego sądu wojennego, który skazał Dietricha Bonhoeffera na śmierć za zdradę? Jaki jest sens zajmować się luteraninem, którego Kościół luterański w Niemczech przez długie lata nie chciał uznać za męczennika, bo miał go „tylko” za ofiarę politycznego spisku przeciw Adolfowi Hitlerowi?

Czytanie pism Bonhoeffera nie powinno być archeologią. Zajmowanie się jego biografią nie może być tylko pisaniem laurek. To raczej wysiłek odkrycia w jego historii, w jego decyzjach świateł dla naszych wyborów. Innymi słowy, jestem przekonany, że chrześcijaństwo niemieckiego pastora może i powinno być inspiracją dla tożsamości uczniów Jezusa Chrystusa.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Adam P. Błyszcz CR - ur. 1968, zmartwychwstaniec, studiował teologię na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie i polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jest proboszczem parafii Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

MILCZĄCA OBECNOŚĆ

DOBRY WUJEK OD LAPTOPA

WSTYD I SKANDAL

KIEDY UMARŁ CHRYSTUS?

SAMOTNOŚĆ BOGA


komentarze



Facebook