Archwium > Numer 501 (05/2015) > Trudne karty Kościoła > PO CO NAM GRZESZNI PAPIEŻE?

PO CO NAM GRZESZNI PAPIEŻE?
Nasza wiara nie jest oparta na Franciszku, Benedykcie XVI czy Janie Pawle II. Nie jest nawet oparta na Świętym Piotrze!

Jeremy Irons jako papież Aleksander VI w serialu Rodzina Borgiów FOT. MATERIAŁY PROMOCYJNE CBS EUROPA


Czy wielu było papieży, których Kościół powinien dziś się wstydzić?

Spośród ponad 260 papieży, takich, którzy popełniali naprawdę poważne grzechy, można wymienić kilkunastu. Jednak nawet przy ich ocenie trzeba brać pod uwagę epoki, w których żyli. Przypomnę na przykład, że X wiek przedstawiany jest w historii Kościoła zazwyczaj jako sławetne saeculum obscurum – za sprawą grzesznych papieży całą epokę nazwano czasem ciemności. Równocześnie to właśnie wtedy intensywnie rozwijało się życie zakonne; to wtedy zaczęła się reforma Kościoła. Spokojne studium pokazuje, że ten obraz ma wiele subtelności: Sergiusz III miał być na przykład kochankiem Teodory Starszej, żony konsula Tusculum Teofilakta. Ale to właśnie za jego pontyfikatu powstało Cluny, jedno z najważniejszych i najbardziej wpływowych opactw w dziejach.

Większość negatywnych opinii o ówczesnych papieżach znamy z dzieła pisarza z dworu ottońskiego Liutpranda z Cremony. Powstawały one w konkretnym celu: chodziło o negatywne przedstawienie wszystkich dotychczasowych papieży po to, aby pokazać, że ich następcy, wspierani, a wręcz kreowani przez Ottona I, są wybitni, a sam cesarz jest człowiekiem, który uratował Kościół od zła.

Jak więc można obiektywnie oceniać dawnych papieży?

Zawsze powinno się rozdzielić urząd i misję od osoby papieża. Te pierwsze są trwałe, dane przez Chrystusa oraz realizowane przez wszystkich następców Świętego Piotra. Są niczym rama obrazu – stała i niezmienna. Natomiast co do samego obrazu, trzeba mieć nadzieję, że będzie piękny, uczący i cieszący oko. Niestety, zdarza się, że jest to kicz. I w historii Kościoła było trochę tego kiczu.

Papieże są ludźmi. A ponieważ dysponują wolną wolą, popełniają czyny, które można ocenić jako niezgodne z moralnością. Jeśli papież popełni cudzołóstwo, rama papiestwa go nie uświęca – popełnił grzech. Jeżeli w nim trwał, mówimy o notorycznym grzeszniku. Równocześnie jest to wciąż papież – następca Świętego Piotra i zastępca Chrystusa na ziemi.

Papieże postrzegani są jednak jako ci, którzy powinni dawać przykład. Co się działo, gdy prowadzili się niemoralnie? Czy podnosiły się głosy krytykujące na przykład dogmat o nieomylności papieży?

Począwszy od XIX wieku, przyzwyczailiśmy się do wybitnych, świątobliwych papieży. Takich, na których wizerunku nie ma prawie żadnej skazy, a jeśli już jakaś się pojawia – od razu podnosi się chór wyznawców papieża, uważających, że mają do czynienia z atakiem na obiekt kultu, nie zaś na zwykłego człowieka. To spaczyło nasze spojrzenie na papiestwo. We wcześniejszych epokach wyglądało to bowiem inaczej. Papież mógł być grzeszny, ludzie aż tak bardzo się tym nie gorszyli.

Dlaczego?

Było dla nich oczywiste, że papież – jako osoba – jest zwykłym chrześcijaninem, odpowiedzialnym za własne zbawienie. Rozwinięta była wtedy koncepcja Kościoła jako ciała. Jego głową jest Chrystus, który ma ramiona, członki. Wszyscy tworzymy jedno ciało. Owszem, ręka ma swoje zadanie, ale nie jest wcale gorsza od palca u nogi. Papież – to człowiek.

Trzeba tu jednak dodać, że od XIII wieku papieże zaczęli akcentować swoją wyjątkowość, a nawet wyższość w stosunku do wiernych. Innocenty III mówił, że jest mniejszy niż Bóg, lecz większy niż człowiek. Powoli zaczął tworzyć się w Kościele swego rodzaju superduchowny.

Dlaczego papieże zaczęli się wynosić ponad innych?

Mówimy tu o długim procesie rozwoju teologii prymatu papieskiego w Kościele w stosunku do pozostałych patriarchów: Konstantynopola, Antiochii, Jerozolimy i Aleksandrii. Pierwszy etap to pontyfikat Grzegorza I Wielkiego (590–604), który sytuuje się pośród tych patriarchów, choć jako pierwszy z nich. Mikołaj I Wielki (858–867) wychodzi już z tej wspólnoty. Później mamy Grzegorza VII (1073–1085), który już wprost mówi o tym, że papież posiada plenitudo potestatis: może ściągać z tronów władców świeckich, zmieniać, unieważniać ich dekrety – jest pierwszy. Za Innocentego III (1198–1216) papież jest wręcz citra Deum sed ultra hominem– niżej niż Bóg, lecz wyżej niż człowiek. Apogeum teologii prymatu papieskiego stanowi pontyfikat Bonifacego VIII (1294–1303), który ogłasza bullę Unam sanctam, a w niej pisze, że wierność papieżowi rzymskiemu jest niezbędna do zbawienia.

Reakcją na teologię papieską jest środowisko Marsyliusza z Padwy i franciszkańskich spirytuałów, czyli zwolenników radykalnego ubóstwaPo raz pierwszy pojawiają się antypapistyczne traktaty, które mówią, że papież jest tylko jednym z urzędników i w każdej chwili może być zdjęty z urzędu.

Dziś, gdy Kościół – często zresztą słusznie – bywa krytykowany za swoją historię, papieże, którzy sprzedawali swój urząd, mordowali czy prowadzili się niemoralnie, są wskazywani jako przykład tego, że Kościół źle działał. Jak odpowiedzieć na pytanie, dlaczego papież może grzeszyć?

Ponieważ w naszej religii jest on prawdziwym człowiekiem. Nawet jeśli niektórzy papieże – niepotrzebnie – stawiali się wyżej. I tak żaden nie jest gorszy od Świętego Piotra, który trzykrotnie wyparł się Jezusa. A jednak to jemu, grzesznemu człowiekowi, Chrystus powierzył Kościół.

O tym, że te dwa elementy nie są do końca sprzeczne, świadczy też to, że nasz Bóg, Jezus Chrystus, nie był tylko Bogiem, lecz Bogiem człowiekiem. I nie był tylko człowiekiem, lecz także Bogiem. Dążymy właśnie do tego, żeby nasze człowieczeństwo podnosić coraz wyżej, pozostając równocześnie w pełni człowiekiem. Papież grzeszący ma wzbudzać w nas taki sam smutek i potrzebę zareagowania jak każdy, kto popełnia grzech.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Gałuszka OP - ur. 1978, dominikanin, dr hab. historii, dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wicedyrektor Instytutu Historii oraz kierownik Katedry Historii Starożytnej i Średniowiecznej UPJPII, sekretarz Międzynarodowej Komisji Studiów nad Chrześcijaństwem Polskiej Akademii Umiejętności, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów, autor kilku książek, m.in. Inkwizytor też człowiek i Badania nad Biblią w XIII wieku, oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Marcin Żyła - ur. 1979, dziennikarz, stały współpracownik "Tygodnika Powszechnego", publikował również w "Znaku" i "Dzienniku Polskim". Zajmuje się m.in. tematyką wielokulturowości i historii Bałkanów oraz Europy Środkowej. Mieszka w Krakowie. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

CHRZEŚCIJAŃSKI DŻIHAD?

DONOS NA DOMINIKANINA

NIENAWIŚĆ DO GROBOWEJ DESKI

ZABIĆ BISKUPA

PRZEKLĘTA TRÓJCA


komentarze



Facebook