BÓG NA WOLNYM RYNKU
W Piśmie Świętym nie ma fragmentu o tym, że bogaty nie wejdzie do królestwa niebieskiego. Jest tylko powiedziane, że będzie mu trudno. Dlatego na osobach, które zarabiają duże pieniądze, spoczywa wielka odpowiedzialność.

FOT. DAVID C PHILLIPS/GARDEN PHOTO WORLD/CORBIS


PIOTR ŚWIĄTKOWSKI: Zaczęło się od teatru.

TOMASZ SZTREKER: Wbrew obiegowej opinii z teatru można żyć. Graliśmy w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki przy ulicy Elektoralnej w Warszawie. Mieliśmy w repertuarze Nowe szaty króla i Kajtusia czarodzieja. Na Kajtusiu zawsze był komplet. Po sto, sto dwadzieścia dzieci. Byłem producentem i udało mi się stworzyć naprawdę świetny zawodowy zespół. Byłem w nim jedynym amatorem, za to pełnym zapału i chyba dzięki temu zyskałem przychylność reżysera.

Zarobił pan i co dalej?

Zainwestowałem w siebie. Wcześniej, w czasie studiów w Szkole Głównej Handlowej, poleciałem do San Diego. Skończyłem kurs ekonomii i zarządzania. Byłem też w Rzymie, w szkole językowej. Teorii się nauczyłem, ale chciałem zdobyć doświadczenie. Zupełnie inaczej wygląda zdobywanie praktyki w Polsce niż za granicą.

Inaczej, czyli jak?

Tam jest mniej stresująco, bo są mniejsze podatki oraz niskie koszty pracy i utrzymania. Przynajmniej w Stanach Zjednoczonych. Na północy Włoch ludzie się ścigają jak u nas, ale na południe od Rzymu jest spokojniej. Liczy się wiara. Nie jestem dobry w wyścigu szczurów, zdecydowanie wolę rozwój może trochę wolniejszy, ale bardziej stabilny i oparty na wartościach. Na studia magisterskie poszedłem na Akademię Teatralną, na kierunek zarządzanie instytucjami kultury. Po drodze były psychologia i teologia, ale nie skończyłem ich. Długo szukałem swojego miejsca. Rodzicom nie zawsze się to podobało. Teatr dał mi możliwość finansowania wielu kursów, między innymi rocznej szkoły coachów. Do tego szkolenia z zarządzania, ekonomii, prawa. Zjeździłem Polskę wzdłuż i wszerz. Teraz widzę, jak bardzo było mi to potrzebne, bo prawie całą zdobytą wiedzę wykorzystuję, pomagając różnym firmom.

Pamięta pan pierwszego klienta?

Przyznam szczerze, że nie, chociaż od początku nie narzekałem na ich brak. Skłamałbym, gdybym powiedział, że to była droga usłana różami. Prowadzenie biznesu to niestety ciężka praca, którą ja zaczynałem od Stołecznego Forum Przedsiębiorców. Były to spotkania właścicieli firm w dzielnicach Warszawy. Zaangażowałem się bardzo w tworzenie tego projektu i był to dla mnie poligon doświadczalny. Przychodziło wielu biznesmenów, którzy opowiadali o sobie. Ja też opowiadałem o sobie. Typowy networking.

Czyli nawiązywanie kontaktów biznesowych.

Poznałem mnóstwo ludzi, do których mogłem później zadzwonić lub napisać maila. Najpierw zapraszałem na bezpłatne kilkugodzinne szkolenia. W Warszawie można wynająć sale szkoleniowe na godziny i tak też robiłem. Założyłem, że nie będę szkolił pracowników korporacji i urzędów. Pomagałem małym i średnim firmom. Szkolenia były tanie, od kilkudziesięciu złotych, więc każdego było na nie stać. To wszystko zaowocowało rozwinięciem przeze mnie drugiej nogi biznesu – konsultingowej, i wszystko pewnie by tak szło, gdyby nie Święty Mikołaj i jego współpraca z moim tatą. Dostałem pod choinkę książkę Chrisa Lowneya Heroiczne przywództwo.

Tego bankowca?

Byłego jezuity, który przed ślubami rozeznał powołanie i poszedł pracować do banku. Przez 17 lat był dyrektorem zarządzającym jednego z największych banków świata JP Morgan. Tworzył systemy zarządzania tego banku na trzech kontynentach. Tata powiedział: Zobacz, jak to robią najlepsi. Książka mnie zaciekawiła, ale jej od razu nie przeczytałem. Co jezuici mają wspólnego z biznesem? Wróciłem do niej dopiero po jakimś czasie i zdębiałem. Lowney porównywał jezuitów do korporacji, a jezuitę do osoby prowadzącej jednoosobową działalność gospodarczą. Dziś słowo korporacja kojarzy się z wyzyskiem, ale corporatio z łaciny to połączone części. To tak naprawdę połączenie różnorodności w jedność i nadanie temu odpowiedniego kierunku. Genialna książka! Rok po jej otrzymaniu tata powiedział mi, żebym napisał maila do Lowneya i zaprosił go do Polski. Powiedziałem: Co ty, ojciec! Mam napisać do jednego z największych bankierów świata? Tata powtarzał kilka razy: Napisz i w końcu napisałem, że zainteresowała mnie jego książka, wtrąciłem kilka słów o tym, jak się żyje w Polsce i jakie mamy problemy.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Sztreker - ur. 1986, ukończył międzynarodowe stosunki gospodarcze na SGH i zarządzanie instytucjami kultury na Akademii Teatralnej w Warszawie. Jest trenerem biznesowym, zajmuje się konsultingiem. Razem ze swoim ojcem Wojciechem Sztrekerem stworzył "Wiarę w biznesie" - cykliczne spotkania przedsiębiorców kierujących się wartościami chrześcijańskimi. W czerwcu organizuje w Warszawie II Ogólnopolskie Forum Chrześcijańskie "Drogi do sukcesu: jedność". (wszystkie teksty tego autora)

Piotr Świątkowski - ur. 1980, autor słuchowisk i audycji historycznych w Radiu Poznań, w 2017 roku w Domu Wydawniczym Rebis opublikował książkę reporterską "Polakom i psom wstęp wzbroniony. Niemiecka okupacja Kraju Warty". Razem z Jarosławem Burchardtem napisał książkę o agencie CIA z Leszna "Szpieg, który wiedział za mało. Tajemnice kontrwywiadu PRL". Jest żonaty, ma dwoje dzieci, mieszka w Skórzewie pod Poznaniem. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

RUSKA ZABIERZE CI MĘŻA

TERAZ TRZEBA ŻYĆ NIE TYLKO ZA SIEBIE

CZY MOGĘ PRZESŁAĆ OFERTĘ?

JAK KSIĄDZ RYSIO URATOWAŁ WIEJSKĄ SZKOŁĘ

PORTFEL NAWRACA SIĘ OSTATNI


komentarze



Facebook