Archwium > Numer 502 (06/2015) > Kiedy się modlisz > PRZYZNAĆ SIĘ DO BRAKU

PRZYZNAĆ SIĘ DO BRAKU
Błogosławienie to modlitwa pokornego, który przyjął błogosławieństwo samego Boga, a nie przekleństwo grzechu także w nim obecnego. To modlitwa uniżonego, który dał się wyciągnąć z dołu grzechu.

FOT. RAJMUND RAJCHEL


Często, kiedy myślimy o modlitwie, w centrum stawiamy siebie, własną osobę, która się modli – podejmuje wysiłek, by zacząć się modlić. Ten zaimek zwrotny, używany w języku polskim, gdy mówimy o naszej modlitwie, jest jednak mylący. Tym bardziej że niestety dość często, parafrazując Ludwiga Wittgensteina, granice mojego języka, chcąc nie chcąc, stają się granicami mojego świata, także świata mojej pobożności. Czy aby na pewno zatem chrześcijanin może uznać, że to on się modli, że to on jest autorem modlitwy? Wsłuchując się w to, co wypowiedział do nas Jezus, nie tylko słowami, ale całym swoim życiem, a także przez usta apostołów, nie wolno nam zredukować modlitwy do własnej pobożnej aktywności, w której proste stwierdzenie ja się modlę, mogłoby wyrażać naturę chrześcijańskiej modlitwy.

Nie tyle ja się modlę, co we mnie modli się Duch Święty, który został dany całemu Kościołowi w dniu jego narodzin (Pięćdziesiątnica), a także w dniu moich narodzin do wiary (chrzest). To we mnie, pośrodku mojego życia, tam gdzie jestem prawdziwie sobą – w biblijnie pojmowanym sercu i w sercu samego Kościoła – odmawia się najpiękniejsza modlitwa, której nie można wyrazić słowami (por. Rz 8,26). To „wołanie bez słów” samego Ducha Świętego jest początkiem modlitwy Kościoła, jest także początkiem mojej modlitwy. Modlić się, oznacza przyłączyć się do tej duchowej – par excellence – liturgii, która trwa w nas od chwili Pięćdziesiątnicy. Zacząć się modlić to podjąć decyzję, w konkretnym czasie, który jest mierzalny zegarkiem (chronos), by zanurzyć się w modlitwę, która już odbywa się w nas, sprawiając, że ludzki czas, ludzka aktywność, otwiera się na czas działania samego Boga: kairos – czas łaski, której dawcą jest zawsze Duch Święty.

Dlatego każda modlitwa, którą nieraz się nudzimy, którą przesypiamy, analizujemy, przepuszczamy przez system ocen i wartościowań, zachowując się, jakby była naszym prywatnym poletkiem lub poligonem, jest darem Ducha Świętego. My mamy się do niej pokornie przyłączyć, zatrzymać się, dać sobie prawo do modlitwy: czyli miejsca, czasu i sposobu, by jak najlepiej usłyszeć to żarliwe „wołanie bez słów” samego Ducha, który w naszym realnym życiu modli się już teraz.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Michał Adamski OP - ur. 1977, dominikanin, przeor klasztoru św. Jacka w Warszawie. Autor książek "Przejść pustynię, czyli od rozpaczy do nadziei" (2006) oraz "Miłość, która się spóźnia" (W drodze, 2012). (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZWYCIĘSTWO O SMAKU PORAŻKI

Bóg podaje rękę

WRÓCIĆ DO SIEBIE

Miłość, która zejdzie na samo dno

Najpiękniejsze pojednanie


komentarze



Facebook