NIKT NIKOMU ŁASKI NIE ROBI
W Kościele nie ma innych pieniędzy niż pieniądze dane przez wiernych. Ludzie muszą to wiedzieć. Kiedy człowiek idzie do kina, nie dziwi się, że trzeba zapłacić za bilet.

FOT. MICHAŁ KOSC/AGENCJA WSCHOD/REPORTER


ANNA SOSNOWSKA: Przydałaby się księdzu nowa elewacja na plebanii.

KS. LESZEK SLIPEK: Owszem, ale najpierw trzeba wyremontować dach, który nam cieknie, a położenie papy kosztuje 30 tys. zł. Skąd wziąć taką sumę?

Pieniądze to w Kościele kłopotliwy temat?

Dlaczego miałby być kłopotliwy? W każdej normalnej rodzinie rozmawia się o finansach, bo trudno, żeby rodzina funkcjonowała bez finansów. Małżonkowie zastanawiają się nad tym, jakimi kwotami dysponują w danym miesiącu, ile pieniędzy wydadzą, na co im starczy, a na co nie.

W Kościele powinno być podobnie?

Kościół to rodzina rodzin, do której należymy, i jako ludzie dorośli, poważni, powinniśmy rozmawiać na temat źródeł dochodów i na temat wydatków. Wobec tego w naszej parafii wszyscy wiedzą, jaki jest podział pieniędzy – że część z nich idzie na potrzeby wspólnoty parafialnej, a część na osobiste potrzeby księży.

Ksiądz mówi o tym z ambony?

Oczywiście.

Raz do roku czy częściej?

Różnie, w zależności od okoliczności. Ale każdy ma wgląd w księgi finansowe parafii i może też na ten temat dyskutować z księżmi albo członkami rady parafialnej.

Nie obawiał się ksiądz takiej otwartości i przejrzystości?

Nie, dlaczego? Ludzie bardzo chętnie mówią o dochodach, natomiast nie chcą pytać o wydatki – nikt mnie na przykład nigdy nie zapytał, ile kosztują komunikanty, wino mszalne czy świece. Wiernym się wydaje, że ksiądz dostaje pieniądze od biskupa albo z Watykanu, więc na pewno je ma. A przecież jest odwrotnie – to ja muszę odprowadzić konkretne kwoty na diecezję i do Stolicy Apostolskiej.

Wgląd w księgi finansowe urealnia myślenie parafian?

Skoro już widzą, że parafia ma nie tylko dochody, ale i wydatki, to niech wezmą za to odpowiedzialność. Jeżeli ktoś przychodzi i pyta: A za ślub to ile? I od razu dopowiada: Co łaska? To ja mu mówię, że nikt nikomu łaski nie robi. Państwo nie robią łaski, że dają mi na buty, a ja łaski nie robię, że udzielam sakramentów i służę wspólnocie.

Jak ludzie reagują na taki komunikat?

Różnie, czasem dziwnie na mnie patrzą. Ale jeżeli chcecie mieć tutaj księdza, to on musi coś jeść, ubrać się i musi czasem kupić książkę, bo przecież oczekujecie od niego, żeby to był człowiek na poziomie. W Polsce od wieków istnieje taki zwyczaj, że pieniądze składane przy okazji celebracji Eucharystii, chrztu, ślubu i posługi związanej z pogrzebem (która nie jest sakramentem) są dobrowolnym darem na utrzymanie księży. W zależności od parafii, te kwoty są różne. Niektóre parafie mają tyle ślubów, ile dni w roku, ale zdarzają się i takie, które mają w roku trzy śluby, trzy pogrzeby i pięć chrztów.

Ksiądz jest proboszczem w parafii w centrum Warszawy, więc nie powinien mieć powodów do narzekania.

Do naszej parafii należy około 13 tys. ludzi, więc, mówiąc po świecku, pełnię funkcję prezesa w firmie skupiającej 13 tys. osób. I moja miesięczna pensja wynosi 2 tys. zł. Czasem to będzie 2,4 tys., innym razem 1,8 tys. Uważam, że jak na odpowiedzialność, która na mnie ciąży i na pracę duszpasterską, którą tu wkładam, nie jest to astronomiczna suma. A wikarzy mają jeszcze mniejszy dochód.

Co się w takim razie dzieje z pieniędzmi składanymi na tacę?

One – i inne celowe zbiórki – idąna potrzeby parafii.

A z kolędy? Nam, świeckim, wydaje się, że to żyła złota.

Dwadzieścia procent z tych ofiar trafia do księży, czyli jeżeli w czasie kolędy ktoś da 100 zł, to duszpasterze mają z tego 20 zł do podziału. W tej parafii mieszka nas pięciu, więc wypada po 4 zł na głowę. Nie jest to wielki dochód, choć oczywiście są to dla nas dodatkowe pieniądze.

Zostaje jeszcze 80 procent.

To też idzie na potrzeby parafii. Przecież ja muszę wypłacić pensje pracownikom, którym należy się coś więcej niż waluta „Bóg zapłać”, muszę uregulować podatek dochodowy i ZUS. Do tego dochodzą koszty utrzymania budynków, ich remontów czy modernizacji oraz podatki od nieruchomości. Jeszcze gaz, prąd, woda, telefon, wywóz śmieci, zakup środków czystości oraz materiałów do kancelarii i – co bardzo ważne – ubezpieczenia przed kradzieżą. Plus wydatki związane ze sprawowaniem liturgii – np. kwiaty, pranie bielizny kielichowej i szat liturgicznych, dekoracje świąteczne, naprawa i renowacja paramentów. Jak się zsumuje te wydatki, to okazuje się, że pieniędzy nie starcza.

Zdarza się tak księdzu?

Oczywiście. Naszymi parafianami są w dużej mierze osoby starsze, więc mamy ograniczone możliwości finansowe. Kiedy na przykład robimy coś dla młodzieży albo dzieci, nie stać mnie na wsparcie tych inicjatyw z pieniędzy parafialnych. Udaje nam się te dzieła zrealizować tylko dzięki ludziom dobrej woli pochodzącym spoza parafii, którzy przekazują na dany cel jakąś sumę. Jeszcze raz powtórzę: w Kościele nie ma innych pieniędzy niż pieniądze dane przez wiernych. Ludzie muszą to wiedzieć. Kiedy człowiek idzie do kina, nie dziwi się, że trzeba zapłacić za bilet. W końcu ktoś mu ten film puszcza, a na sali ma być ciepło i czysto.

No dobrze, ale Kościół to nie punkt usługowy.

Zgoda, tylko jeśli ktoś przychodzi na mszę, to też chce, żeby w kościele było ciepło i czysto, żeby przy ołtarzu stały kwiaty i żeby grał organista. Kto ma za to zapłacić? Jeżeli jesteś człowiekiem, który nie żyje w nędzy, a nie wspierasz materialnie swojej parafii, to zachowujesz się jak pasożyt – słuchasz gry na organach, ale na pensję dla organisty mają się złożyć inni, nie ty. Współodpowiedzialność finansowa za utrzymanie swojej wspólnoty i pracujących w niej księży spada na wszystkich. I tu nie chodzi tylko o pieniądze. Kiedy ktoś urządza nowy dom i kupuje do niego sto żarówek, to mu do głowy nie przyjdzie, żeby kupić pięć więcej i przynieść do kościoła. Niewiele by go to kosztowało, a byłby to konkretny dar. Ktoś inny może poświęcić swój czas i naprawić cieknącą rynnę. Każdy według swoich charyzmatów czy możliwości powinien czuć się odpowiedzialny za materialny wymiar parafii, powinien coś od siebie włożyć.

Na ile w świeckich jest zakorzeniona taka świadomość?

Marnie to wygląda.

Dlaczego?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Leszek Slipek - ur. 1953, doktor teologii duchowości, proboszcz stołecznej parafii pw. św. Andrzeja Apostoła, autor książek ? m.in. "Parafia, jakiej pragnę" i "Parafia w wielkim mieście", wcześniej był proboszczem parafii w Podkowie Leśnej oraz ojcem duchownym w warszawskim Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym. (wszystkie teksty tego autora)

Anna Sosnowska - ur. 1979, absolwentka studiów dziennikarsko-teologicznych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, współautorka książki "Zioło-lecznictwo, czyli wywary na przywary", wcześniej związana z kanałem religia.tv, gdzie prowadziła programy "Kulturoskop" oraz "Motywacja jest kobietą". Redaktor naczelna portalu Aleteia. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

FUKSIARZ

MIŁOŚĆ WSZYSTKO PRZETRZYMA

KOCHASZ JE?

NAWRÓCENI NA SLOW LIFE

KOBIETY, NIE ANIOŁY


komentarze



Facebook