ŻYCIE WARTE ŻYCIA
Życie alkoholika bez alkoholu jest koszmarem. Jest gorzej niż było. Bo wcześniej alkohol był lekarstwem, które przynosiło ulgę. Teraz nie ma już niczego.

FOT. TAYLOR DAVIDSON/UNSPLASH.COM


Zaczęło się niewinnie. To był ajerkoniak domowej roboty, przygotowany niewprawną ręką dwunastolatki z kogla-mogla i ukrytej poprzedniego wieczoru przed ojcem wódki, najprawdopodobniej podłej jakości, bo ojciec dobrych trunków nie pijał. Prawie pół kubka ajerkoniaku na cztery dziewczynki, raptem po łyku. Incydent, o którym zapewne trzy z nas nie pamiętają, bo nie muszą. Ja pamiętam. Miał dla mnie zbyt przygnębiający, choć odroczony, ciąg dalszy. Bardzo szybko, bo już dwa lata później przekonałam się, że alkohol ma niezwykłą moc, ale przede wszystkim, że można go pić jak oranżadę. Ja tak piłam – jakbym po długiej wyczerpującej wędrówce dostała w ręce bukłak z wodą. A może raczej – z życiodajnym płynem. Piłam do dna. Piłam, dopóki było co wypić. Musiałam zaspokoić to nienasycone pragnienie, potworne wewnętrzne ssanie, które każe sięgać po następnego drinka, a potem po kolejnego.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Mika Dunin - występująca pod pseudonimem polska pisarka i dziennikarka. Kulturoznawczyni, stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, od 2009 roku prowadzi blog o uzależnieniu od alkoholu: mikadunin.blogspot.com. Autorka książek "Alkoholiczka, Antyporadnik" oraz "Miłość i inne deliria". Laureatka nagrody "Pelikan". (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

JEŚLI KOGOŚ UGRYZIE DUŻY PIES

BEZ POWODU

JESTEM PRZEOREM BOGATEGO KLASZTORU

CZYTELNIA CZASOPISM

NARODZINY I ŚMIERĆ


komentarze



Facebook