POZWÓL SIĘ KOCHAĆ
Jeśli najbardziej autentyczny będę w milczeniu, to trzeba milczeć, jeśli potrzebuję tylko bycia przed Nim, to wystarczy tak trwać. Niech nam się nie wydaje, że modlitwa jest tylko wtedy, kiedy mówimy coś do Pana Boga. Modlitwa to spotkanie.

FOT. KARL FREDRICKSON/UNSPLASH


Katarzyna Kolska: Często jesteśmy z siebie niezadowoleni…

Krzysztof Wons SDS: Bo w momencie narodzin potrafiliśmy najwięcej, a potem zaczęliśmy to gubić. Byliśmy nadzy, nic nie mieliśmy, ale pozwalaliśmy się kochać. A to jest najwięcej. To jest istotą modlitwy – pozwolić się kochać.

Trochę za proste się to wydaje.

Bo jesteśmy przekonani, że na modlitwie musimy coś zrobić.

A nie musimy?

Taka jest nasza modlitwa, jaki jest nasz obraz Boga. Jeśli rozumiemy modlitwę jako pobożnościową praktykę i męczącą powinność, to faktycznie mamy coś do zrobienia. Ale modlitwa to jest spotkanie, relacja. Jestem przekonany, że w sercu Boga nie ma nic piękniejszego i radośniejszego niż to, kiedy stajemy przed Nim i pozwalamy się kochać. Bo jeśli potrafimy przyjmować miłość, to potrafimy ją także dawać.

Wysoko ksiądz ustawia poprzeczkę.

Dlatego tak ważne jest to, co się dzieje od początku życia między nami a tymi, którzy nas wychowują, bo od tego, jaka jest relacja ludzka, zależy nasza relacja z Panem Bogiem. Rodzic przekazuje to, co jest istotą życia – miłość. Jestem stworzony, by – tu wchodzimy w teologię, ale powiedzmy to bardzo prosto – dzielić z Bogiem Jego życie. On nas zaprosił do swojego życia, które dzielą Ojciec i Syn w Duchu Świętym. On, w tajemnicy dla nas całkowicie nie do ogarnięcia, postanowił podzielić się z nami tą miłością.

Nie wszyscy doświadczyli w dzieciństwie miłości i bliskości.

Wiem, dlatego nie chcę popadać w determinizm, bo oczywiście nie ma prostego przełożenia. Znam wielu ludzi, którzy mieli trudne, poranione relacje ze swoimi bliskimi, a mimo to stworzyli piękną więź z Bogiem. Ale nie bez cierpienia i trudu. Wszystko się rozgrywa w relacjach. One są fundamentem naszego życia. Nasze życie rodzi się z relacji, buduje i opiera na nich. Poza relacjami wszystko staje się wirtualne. Jest wtedy atrapą życia. Dlatego życie duchowe rozumiem przede wszystkim jako doświadczenie relacji – z Bogiem i z drugim człowiekiem, bo to są naczynia połączone, a także relacji z sobą samym, bo to też jest bardzo ważny wymiar.

A gdzie się podziała ta miłość, z którą przyszliśmy na świat?

Tracimy ją, bo za dużo kombinujemy. I dlatego tak trudno nam przyjąć miłość. Dla mnie osobiście droga powrotu do modlitwy to odkrycie Boga na nowo, takiego, jaki jest. Chodzi o to, by odkryć Jego oblicze miłości – tego Boga, który mnie przyjął, który nosił mnie w sercu i dał mi kilkadziesiąt lat na tej ziemi, abym później mógł do Niego wrócić. A im bardziej odkrywam Boga, tym bardziej się z Nim spotykam. Dlaczego wielu ludzi mówi, że wierzy, ale mało się modli? Bo mają zafałszowany obraz Boga i w takiego Boga trudno wierzyć. Znany polski reżyser powiedział mi kiedyś: Proszę ojca, w moim życiu wszystko się zmieniło, odkąd spotkałem żywego Boga – moje wybory, mój dom, moja rodzina.

W relacji z bliskimi pozwalamy sobie na słabość, na pokazanie tej gorszej strony naszego życia. Przed Bogiem prężymy się jak na musztrze i chcemy być doskonali, bo tylko wtedy, tak nam się wydaje, możemy się do Niego zwracać.

A dlaczego niby przed Bogiem mamy być tacy doskonali?

Bo czytamy w Piśmie Świętym: „Świętymi bądźcie!”.

To jest nasz opis świętości, a nie na tym ona polega. Stajemy przed Bogiem tacy, bo chcemy zarobić na Jego miłość. I myślimy, że jeśli będziemy inni, to nie będziemy godni tej miłości. Tak rozumiemy świętość: On jest wielki i doskonały, a my mali i grzeszni. Wielu ludzi właśnie dlatego w ogóle nie otwiera Pisma Świętego, bo wydaje im się ono zbyt święte. A ich życie – tak sobie myślą – jest zbyt marne.

Z takiego myślenia rodzą się właśnie problemy z modlitwą. Więc żeby do niej wrócić, trzeba na nowo odkryć Boga. A im bardziej Go odkrywam, tym bardziej się z Nim spotykam.

Dla większości z nas modlitwa jest jednak czynnością, którą mamy wykonać: uklękniemy, zmówimy pacierz, poadorujemy Najświętszy Sakrament, pójdziemy na mszę.

I niech tak pozostanie. Ale jeśli zabraknie w tych czynnościach relacji, to wszystko stanie się puste, nasze praktyki też. Wielu ludzi mówi: Jestem wierzący niepraktykujący. A ja bym postawił problem jeszcze inaczej:

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Krzysztof Wons SDS - ur. 1959, salwatorianin, studiował teologię duchowości na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, dyrektor Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie, wykładowca, rekolekcjonista, kierownik duchowy. Jest redaktorem naczelnym "Zeszytów Formacji Duchowej". (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

ROBIENIE NICZEGO

Lekcja nieodrobiona

GDZIE JEST RAJ?

Z JEDNEGO GARNKA

Patrząc na Was, odpoczywam


komentarze



Facebook