UZASADNIENIA

Moja kopalniana kariera ograniczyła się wprawdzie do krótkiego, bo miesięcznego zaledwie zatrudnienia w charakterze elektryka, jednak muszę przyznać, że był to okres, który mocno rozjaśnił mi rozumienie różnych zjawisk składających się na nieznośny urok realnego socjalizmu. A i dziś, po latach, parę epizodów zachowało co najmniej anegdotyczną użyteczność. Jedna z takich sytuacji przyszła mi ostatnio na myśl, więc ją opowiem.

Ze względu na gigantyczne nadzatrudnienie na powierzchni, roboty nie mieliśmy ani wiele, ani ciężkiej. Wyjątek stanowiły dni, kiedy trzeba było przewijać kable – z wielkich, drewnianych bębnów na wózki z mniejszymi bębnami, które mogły zmieścić się w szoli (kopalniana winda) i zjechać w dół. Robiło się to ręcznie – najpierw od bramy toczyło się kilkutonowy bęben do hali, potem suwnicą podnosiło się go i ustawiało na koziołkach. I następowało przewijanie – część ekipy kręciła wielkim bębnem, a część małym, tym na wózku. Wszystko ręcznie – bez żadnych korb, przekładni, zabezpieczeń. Na stażu było nas kilku młodych, głupich techników. W przerwie w kręceniu wymyśliliśmy, jak można by tę robotę usprawnić, montując przy bębnie na wózku małą przekładnię i korbę – dzięki temu robotę czterech ludzi mógłby bezpieczniej i mniejszym nakładem sił wykonać jeden człowiek. Poszliśmy z pomysłem do szefa. Spojrzał na nas z politowaniem, po którym zaraz poznaliśmy odmowę. Ale jeden z nas nieopatrznie zapytał „Dlaczego nie?”. Nie wiem, czy w spojrzeniu majstra było więcej politowania, czy znudzenia, w każdym razie wyjaśnienie ost (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

EKLEZJOLOGIA, GŁUPCZE!

WYŚWIĘĆMY, TYLKO CO DALEJ

PO PTOKACH

PO SZKODZIE?

I HAVE A DREAM


komentarze



Facebook