WIARYGODNY

Kilka tygodni temu uczestniczyłem w wielce pobożnej imprezie formacyjnej. Organizatorzy obdarowali mnie słuszną liczbą pamiątkowych gadżetów. Wśród nich była też koszulka z napisem „WIARYGODNY”. Wiem, darowanemu T-shirtowi w napis się nie zagląda. Ale zajrzałem. Mea culpa. I przez część powrotnej drogi na śląską prowincję napis ten wiercił mi dziurę w mózgu.

Najpierw przyszła świadomość, że albo nie mam na tyle rozgrzanego samozadowolenia, żeby z taką autodeklaracją publicznie paradować, albo też nie pozwoli mi na to wyćwiczony odruch krytycznego myślenia – czasem, na szczęście, działający także w odniesieniu do siebie. Jako dziecię ponowoczesności chętnie dopisałbym na końcu znak zapytania, zamieniając deklarację w rachunek (albo wyrzut) sumienia.

Daruję Państwu następujące w tym miejscu technologiczne rozważania, jak – nie rujnując koszulki – takiej zmiany dokonać. Po nich bowiem pojawił się wątek o bardziej teologicznym charakterze. Koszulkodawcy słusznie bowiem zdiagnozowali jeden z głównych problemów, z którymi współcześnie musi się mierzyć zarówno polski Kościół instytucjonalny, jak i każdy chrześcijanin indywidualnie. Nie dość bowiem, że z automatycznym domniemywaniem wiarygodności u bliźnich mamy pewne problemy już od czasów wpadki Adama, to jeszcze ostatnie wieki uczyniły z wątpienia punkt wyjścia i fundament poznania. I trudno nam oddalić myśl o tym, jak paskudnymi krętaczami potrafimy być – zarówno indywidualnie, jak i wtedy, gdy odpowiedzialność jednostki rozmywa się w złożonych strukturach społecznych, korporacyjnych, po (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

KRÓL JEST NAGI

MANIFESTOWAĆ CZY GŁOSIĆ?

MAŁA ZACHĘTA DO BYCIA BOROKIEM

FALE I POWIEWY

FUSBALORZE


komentarze



Facebook