Archwium > Numer 506 (10/2015) > Pytania w drodze > CZY POWINNIŚMY POMAGAĆ TYLKO CHRZEŚCIJANOM?

CZY POWINNIŚMY POMAGAĆ TYLKO CHRZEŚCIJANOM?

Z oburzeniem przysłuchuję się wypowiedziom niektórych ludzi Kościoła o tym, że powinniśmy pomagać tylko chrześcijanom. Jestem pewna, że te poglądy są absolutnie niedopuszczalne i tak naprawdę są zdradą chrześcijaństwa. Czy mamy prawo dzielić ludzi na lepszych i gorszych, bardziej i mniej godnych pomocy?

Kościół uczy, że powinniśmy nieść pomoc każdemu człowiekowi będącemu w potrzebie, bez względu na miejsce, z którego pochodzi, wyznawaną religię, kolor skóry, wykształcenie itp. Wyłączanie kogokolwiek – nawet ludzi nam nieprzyjaznych – z grona tych, którym powinniśmy udzielić wsparcia w trudnych sytuacjach, jest z całą pewnością sprzeczne z podstawowymi zasadami miłości chrześcijańskiej. Dlatego Kościół stanowczo broni przyrodzonej godności każdego człowieka i nie pozwala dzielić ludzi na godnych i godniejszych. Jeśli zatem ktoś twierdzi, że chrześcijanie powinni pomagać tylko chrześcijanom, to mówi w swoim imieniu, nie zaś w imieniu Kościoła. Tę skrajną opinię pozostawmy na boku i nie traćmy na nią czasu. Przeformułujmy raczej pytanie w taki sposób, by przyniosło nam więcej pożytku. Proponuję zapytać, czy jako chrześcijanie mamy szczególne powinności wobec innych chrześcijan; czy jest zgodne z zasadami miłości chrześcijańskiej uprzywilejowane potraktowanie pomocy naszym braciom w wierze?

Muszę zaznaczyć, że tak postawione pytanie kieruje nas do odpowiedzi ogólnych, które nie mogą dać precyzyjnego wskazania, co dokładnie robić w konkretnej i najczęściej bardzo skomplikowanej sytuacji. Chodzi raczej o rozpoznanie takiego kierunku postępowania, które byłoby zakorzenione w chrześcijańskiej cnocie miłości – caritas.

A zatem, czy w dziełach miłości i miłosierdzia mamy jakieś szczególne obowiązki wobec tych, którzy dzielą z nami wiarę?

Miłosierny Samarytanin i nauka św. Pawła

Benedykt XVI w encyklice Deus caritas est napisał:

Kościół jest rodziną Bożą w świecie. W tej rodzinie nie powinno być nikogo, kto cierpiałby z powodu braku tego, co konieczne. Jednocześnie jednak caritas-agape wykracza poza granice Kościoła; przypowieść o dobrym Samarytaninie pozostaje kryterium miary, nakłada powszechność miłości, która kieruje się ku potrzebującemu spotkanemu «przypadkiem» (Łk 10,31), kimkolwiek jest. Obok tego uniwersalnego przykazania miłości istnieje również konieczność specyficznie kościelna – mianowicie, by w Kościele jako rodzinie żaden z jej członków nie cierpiał, gdy jest w potrzebie. Taki jest sens słów Listu do Galatów: «A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, a zwłaszcza naszym braciom w wierze» (Ga 6,10)1.

Zwróćmy uwagę, że papież mówi w tym tekście o dwóch porządkach. Do pierwszego należy zachowanie miłosiernego Samarytanina. Nie zastanawia się on nad tym, kim jest pobity człowiek. Pomaga, ponieważ dostrzega w nim innego człowieka znajdującego się w potrzebie, widzi w nim bliźniego. Spontanicznie chce zaradzić napotkanej biedzie, ponieważ ten, którego znalazł w ciężkim położeniu, jest po prostu człowiekiem.

Drugi porządek zbudowany jest na fundamencie wspólnie wyznawanej wiary. W tym porządku chodzi o pomoc, której źródłem jest wzajemna braterska miłość chrześcijan, o której św. Paweł wspomina wielokrotnie. Spośród licznych tekstów zacytuję tylko jeden:

Nie jest rzeczą konieczną, abyśmy wam pisali o miłości braterskiej, albowiem Bóg was samych naucza, byście się wzajemnie miłowali. Czynicie to przecież w stosunku do wszystkich braci w całej Macedonii (1 Tes 4,9–10).

Warto zaznaczyć, że u św. Pawła spotykamy obydwa porządki, ogólnoludzki i kościelny:

A Pan niech pomnoży was liczebnie i niech spotęguje miłość waszą nawzajem do siebie i do wszystkich, jaką i my mamy dla was (1 Tes 3,12).

Baczcie, aby nikt nie odpłacał złem za zło, lecz zawsze usiłujcie czynić dobrze sobie nawzajem i wszystkim (1 Tes 5,15).

Oto inny znaczący tekst:

Nikomu złem za zło nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wszystkim ludziom. Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi. Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]. Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta, Ja wymierzę zapłatę – mówi Pan – ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód – nakarm go. Jeżeli pragnie – napój go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz nad jego głową. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj (Rz 12,17–21). Por. także Rz 13,8 i Tt 3,2.

Św. Paweł nie ma więc wątpliwości, że bez względu na to, kim jest człowiek, który znajduje się w potrzebie, chrześcijanin ma obowiązek mu pomóc. Dodaje jednak we fragmencie, który cytuje Benedykt XVI, że czynić dobro należy „zwłaszcza naszym braciom w wierze” (Ga 6,10). Ma więc panować tu jakiś ład, jakieś prawo pierwszeństwa. Jak to rozumieć, by nie stracić z oczu również charakterystycznego dla miłosiernego Samarytanina uniwersalizmu miłości?

Ordo caritatis

Co powiedzielibyśmy o matce, która zaniedbuje swoje dzieci, ale wyżywa się w pracy charytatywnej? Co powiedzielibyśmy o ojcu, który, mając chorego syna, nie dba o jego leczenie, ale za to niezwykle gorliwie pomaga wszystkim chorym sąsiadom? Co powiedzielibyśmy o dzieciach, które nie wspomagają swoich ubogich rodziców, ale są znane z hojności dla swoich przyjaciół? Myślę, że wszyscy się zgodzimy, że z miłością tych ludzi jest coś nie w porządku, że nie wypełniają oni jakichś ważnych obowiązków. Polskie określenie „nie w porządku” dokładnie oddaje to, o co w tych przypadkach chodzi. Został bowiem zachwiany porządek miłości, czyli ordo amoris albo ordo caritatis. Takie przypadki się zdarzały już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, dlatego też św. Paweł musi interweniować w ostrych słowach:

Jeżeli zaś ktoś nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, [ten] wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego (1 Tm 5,8).

„Dbać o swoich”, czyli tych, którzy są blisko. Łatwo dostrzec, że we wszystkich nieuporządkowanych sytuacjach przedstawionych powyżej, źródłem nieporządku było większe skupienie na tych, którzy są daleko, niż na tych, którzy są blisko. Słowo „blisko” powinniśmy jednak rozumieć szeroko i nie myśleć tylko o bliskości rodzinnej. Może to być bliskość wspólnej krwi, bliskość narodowa, religijna itp. Wielcy chrześcijańscy myśliciele, a więc na przykład św. Augustyn2 i św. Tomasz z Akwinu3, chociaż ich nauka na ten temat była pełna niuansów, zgadzali się, że powinienem zadbać w pierwszym rzędzie o tych, którzy w jakiś sposób są mi bliscy albo przez więzy krwi, albo przez przynależność do jednej wspólnoty narodowej, albo przez podzielaną z nimi wiarę4.

Bliskość nie może być jednak jedynym wyznacznikiem tego, komu powinienem pomóc w pierwszym rzędzie. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: Mój brat choruje na grypę, a ja jadę zawieźć mu leki. Po drodze spotykam przypadkiem człowieka, którego życie jest zagrożone i który wymaga natychmiastowej pomocy, zawiezienia do szpitala itp. Stan mojego brata nie jest tak ciężki, na leki może on trochę poczekać. Jest oczywiste, że nie zastanawialibyśmy się ani minuty, co zrobić w takiej sytuacji. Pierwszeństwo miałby poważnie chory człowiek. Ten przykład jasno wskazuje, że do bliskości musimy dołączyć jeszcze kryterium rozmiaru biedy. Niekiedy bowiem trzeba zrezygnować z pierwszeństwa pomocy bliskim, gdy rozmiar biedy, w której się znaleźli inni, jest bez porównania większy od tej, która dotknęła rodzinę lub przyjaciół. Jak pisze św. Tomasz:

Mówiąc najprościej, bardziej należy każdemu świadczyć dobrodziejstwa w stosunku do tego, dzięki czemu jest nam bliższy. To jednak może się zmieniać zależnie od miejsca, czasu i warunków. W pewnych bowiem wypadkach bardziej należy pomóc obcemu, znajdującemu się w wielkiej potrzebie, niż własnemu ojcu, nie będącemu w tak wielkiej potrzebie5.

Teraz o trzecim, bardzo ważnym kryterium. Chodzi o ocenę własnych możliwości. Chrześcijaństwo nie jest utopią, która sugerowałaby nam, że nasze zdolności do niesienia pomocy są nieskończone i niewyczerpane. Zawsze powinniśmy pomagać rozumnie, to znaczy roztropnie, aby przez brak rozwagi nie spowodować utraty jakichś innych dóbr, koniecznych do prowadzenia godnego życia przez nas i naszych najbliższych. Co powiedzielibyśmy o ojcu, który oddałby cały swój majątek na jałmużnę, pogrążając w biedzie swoją żonę i dzieci? Nie powinniśmy się bać zastosowania tego kryterium. Niektórzy sądzą, że podkreślanie wagi trzeźwej oceny własnych możliwości w niesieniu pomocy jest wprowadzaniem do naszej wiary jakiegoś obcego elementu, skażeniem jej przesadnym „racjonalizmem”. Nie sądzę, żeby tak było. Oczywiście, powinniśmy się strzec zbytniej bojaźliwości w tej ocenie, ale pomijanie zupełnie tego kryterium byłoby krótkowzroczne.

Podsumujmy. Wybierając, komu nasza pomoc należy się w pierwszym rzędzie, musimy wziąć pod uwagę: bliskość, rozmiar biedy i nasze aktualne możliwości. Spróbujmy teraz odnieść te ogólne uwagi do kwestii, która nas przede wszystkim interesuje.

Braterstwo zobowiązuje

Chrześcijanie, na mocy chrztu i wiary, są naszymi braćmi. Bliskość z nimi, nawet jeśli tego nie dostrzegamy, jest rzeczywista i głęboka. Nie powinniśmy więc mieć wątpliwości, że im właśnie należy pomóc w pierwszym rzędzie. Danie im pierwszeństwa nie tylko nie jest zdradą naszej wiary, ale wręcz obowiązkiem z niej wynikającym! Tego się domaga od nas chrześcijańska miłość. Z drugiej strony, powinniśmy zawsze pamiętać o pozostałych dwóch kryteriach. Jeśli ktoś, kto nie jest chrześcijaninem, znajduje się w większej biedzie niż oni, jeśli grozi mu niebezpieczeństwo bez porównania poważniejsze, to z tej prostej przyczyny, że jest człowiekiem, bez wahania powinniśmy mu przyjść z pomocą i odłożyć na później pomoc tym, z którymi łączy nas ściślejsza duchowa wspólnota.

W naszych wyborach powinno nam zawsze pomagać także trzecie kryterium. Jeśli nie mogę pomóc wszystkim, a przecież tak bywa w ogromnej większości przypadków, to jak postąpić zgodnie z chrześcijańską caritas? Jeśli mam do wyboru udzielenie pomocy dwóm osobom – chrześcijaninowi i niechrześcijaninowi – znajdującym się mniej więcej w tak samo trudnym położeniu, to nie zrobię niczego zdrożnego, co więcej, zrobię coś właściwego, jeśli w pierwszym rzędzie pomogę temu, z którym łączą mnie więzy braterstwa wiary. Jeżeli jednak rozeznałem, że mogę pomóc wszystkim, ale decyduję się pomóc tylko chrześcijaninowi, to popełniam poważny grzech przeciwko miłości bliźniego. Widać więc jasno, że w tego rodzaju trudnych, a czasami dramatycznych wyborach, doniosłą rolę odgrywa nasza roztropność, trafna ocena sytuacji, wyczucie chwili.

Na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Na początku tego tekstu, opierając się na Piśmie Świętym i fragmencie encykliki Benedykta XVI, wyróżniłem dwa porządki, a mianowicie porządek wspólnoty ludzkiej i porządek chrześcijańskiej wspólnoty braterskiej. Oczywiście, ten drugi porządek nie zaistniałby, gdyby nie było pierwszego, ale nie powinno nas to prowadzić do osłabiania realności tego drugiego. Braterstwo chrześcijańskie jest czymś rzeczywistym, mocnym i głęboko zakorzenionym w naszych duszach. Zasada, by pomagać w pierwszym rzędzie braciom, choć obwarowana tak wieloma zastrzeżeniami, opiera się właśnie na tej realności. Widzimy dzisiaj coraz mocniejsze tendencje do tego, by osłabiać rangę chrześcijańskiego braterstwa i sprowadzać je do jeszcze jednego wymiaru powszechnego humanizmu. Kościół uczy, że nie jest tak, iż chrześcijanin niczym nie różni się od niechrześcijanina. Rzecz jasna, wspólnota chrześcijańska z definicji otwarta jest na powszechność, ale żeby mogła kontynuować swoją misję skierowaną do wszystkich ludzi, musi najpierw istnieć jako coś prawdziwie uchwytnego, odrębnego, mającego swoją tożsamość i zauważalne granice.

 

1  Benedykt XVI, Deus caristas est, nr 25b.

2  Św. Augustyn, De doctrina christiana, XXVIII, 29.

3  Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, q. 26, a. 7.

4  Por. tamże, II-II, q. 31, a. 3, corp.

5  Tamże. 


Mateusz Przanowski OP - ur. 1974, dominikanin, doktor teologii UKSW, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów w Krakowie, założyciel Dominikańskiego Studium Filozofii i Teologii, dyrektor Instytutu Tomistycznego. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

CZYM JEST PYCHA?

DOSKONAŁOŚĆ

Święta Matka Kościół

Darmo otrzymaliście

KŁOPOTY Z "OJCZE NASZ"


komentarze



Facebook