ŚWIADOMIE I DOBROWOLNIE
Dodawanie kolejnych grzechów pogrąża nas w niewoli zła, podczas gdy skrucha i odwrócenie się od grzechu - nawet bez spowiedzi - znacząco zmieniają sytuację przed Bogiem. Miłosierny Ojciec wybiega synowi naprzeciw, zanim ten wyznał swój grzech.

FOT. CAM ADAMS/UNSPLASH.COM


Czasami zastanawiamy się nad tym, kiedy zaczyna się grzech i zło w naszym życiu. Jak to rozpoznać? Czy irytacja na kogoś bliskiego to już grzech? W którym momencie odpoczynek staje się lenistwem? Kiedy też grzech powszedni staje się grzechem ciężkim i powinniśmy iść do spowiedzi?

W naszej mentalności ścierają się dwie szkoły, które rozkładają się pokoleniowo. Starszym osobom często towarzyszy lęk przed Bogiem, którego obrażamy przez grzech. Bóg jest sprawiedliwy i łatwo się gniewa. Moralne przykazania wyznaczają obszar, w którym wolno się poruszać. Gdy człowiek go przekracza – grzeszy. Stąd biorą się pytania (zresztą nie tylko u starszych!) o dokładne granice. Pozwalają one ustalić, czy mamy grzech, czy też „jesteśmy czyści”. Czy coś wolno, czy czegoś nie wolno?

Druga szkoła, dominująca w młodszym pokoleniu, podkreśla, że człowiek sam wytycza granice dobra i zła. Odczytuje je w swoim sumieniu. W sobie. Tego rodzaju duchowość jest dziś w modzie. Media często przeciwstawiają osobistą dojrzałość autorytetowi, także Kościoła. Człowiek powinien decydować sam, we własnym sumieniu. I nierzadko także sam się z Bogiem jednać. Bez pośredników. Bo czy oni są lepsi?

Oba spojrzenia są błędne. Są połowiczne. I karykaturalne. Stara szkoła, w której Bóg staje się bezdusznym biurokratą i prawnikiem. I nowa, która naiwnie wierzy w osobistą dojrzałość każdego człowieka. Już starożytni Rzymianie mawiali: Nemo est iudex in causa sua. Nikt nie jest sędzią we własnej sprawie. Rzadko wyrok jest wówczas sprawiedliwy i bezstronny…

Człowiek jest w gruncie rzeczy istotą tępą moralnie. Mam nadzieję, że roześmiałeś się, Czytelniku. Rozejrzyjmy się dookoła. Popatrzmy na siebie. Potrzebujemy – niczym krzaczki pomidorów – patyka mądrości Kościoła, aby nasze sumienie nie wpadło w piasek bylejakości, ale pięło się do góry i trzymało się prosto. Człowiek jest słaby i potrzebuje pomocy. Sprawdzonych tradycji i receptur. Sięgnijmy więc po to, czego uczy w tej materii Kościół.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Michał Mrozek OP - ur. 1975, dominikanin, doktor teologii, wicedyrektor Instytutu Tomistycznego, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Bezcenna perła

Powrót do domu

ALBO, ALBO

Świętość pośród ludzkich spraw

ŚWIĘTY AUGUSTYN NIE WYSTARCZY


komentarze



Facebook