STOS W MIEŚCIE KWIATÓW
Gorliwość w nawracaniu innych łatwo się przeradza w terror. Savonarola popełnił błąd, uważając, że wie najlepiej, co dla wszystkich będzie dobre. Potraktował ludzi jak dzieci.

FOT. MARCO/FLICKR.COM/PEOPLE/SCATTO_FELINO


 Maciej Müller: „Jego wpływ na sztukę był równie krótki, jak niszczycielski. [Jako władca Florencji] wskrzesił średniowieczny obyczaj stosów próżności, na których palono przedmioty zbytku (kosztowne suknie damskie, kości, karty do gry itp.)”. Tyle i niewiele więcej dowiemy się o Girolamie (Hieronimie) Savonaroli z najnowszego podręcznika historii nowożytnej PWN. Kim on właściwie był: fanatykiem, prorokiem, tyranem?

Tomasz Gałuszka OP: Podkreślanie w kontekście życia Savonaroli stosów próżności i kwestii politycznych wiązało się z późną, XVIII-wieczną interpretacją jego działalności. Powstawały wtedy pierwsze quasi-naukowe encyklopedie i słowniki biograficzne; badacze francuscy przedstawili Savonarolę przede wszystkim jako polityka. Duchowość, teologia, kontekst, ówczesna mentalność – to wszystko zeszło na dalszy plan. A bez tego tła w ogóle nie zrozumiemy, co się zdarzyło we Florencji w ostatniej dekadzie XV wieku. W związku z tym i tak się cieszę, że w panoramicznych ujęciach historii nowożytnej w ogóle wspomina się o Savonaroli – choćby to było ujęcie tak niepełne, jak przed chwilą zacytowane.

Bo też trudno pominąć kogoś, kto odcisnął takie piętno na epoce…

To prawda: nieprzypadkowo nazwisko Savonaroli znalazło się na słynnym pomniku Lutra w Wormacji, obok Jana Husa i kilku innych kontrowersyjnych reformatorów Kościoła. Savonarola fascynuje. Jego postać pozostawia ślad w głowie i duszy historyka, który się nim zajmuje. Nawet ta krótka informacja z podręcznika sygnalizuje, że mamy do czynienia z kimś niezwykłym, wobec kogo nie można przejść obojętnie.

Zawojował też popkulturę. W komiksach czy serialu na temat Borgiów Savonarolę przedstawia się jako swoiste przeciwieństwo zbrodniczego papieża Aleksandra VI.

Scenarzyści, świadomie czy nie, postępują właściwie, bo te dwie postaci rzeczywiście stanowiły przeciwieństwo. Savonarola był wzorcem, do którego Aleksander VI Borgia nie sięgał – pod względem świętości, pobożności, wiedzy biblijnej i teologicznej. Zakonnik z Florencji był dla papieża wielkim wyrzutem sumienia, Aleksander miał do niego słabość, nienawidził go i kochał jednocześnie. Trzeba na tych dwóch spojrzeć jak na Heroda i Jana Chrzciciela. Herod lubił słuchać Jana, mimo że mówił on rzeczy prawdziwe i straszne, wytykając królowi jego grzechy. Ostatecznie jednak nie powstrzymało to Heroda przed doprowadzeniem do śmierci proroka.

Jak doszło do tego, że władze Florencji i przedstawiciele papieża posłali brata Hieronima na stos?

Jeśli chcemy zrozumieć, dlaczego doszło do tragicznego w skutkach konfliktu Savonaroli z Aleksandrem, musimy się cofnąć do początków działalności publicznej dominikanina. Był to człowiek o wybitnym intelekcie, oczytany, znający życie. Wychowywał się w Ferrarze, na dworze tamtejszego władcy z rodu d’Este (jego dziadek był tam nadwornym lekarzem).

Studiował filozofię i medycynę, doskonale rozumiał Platona, rozczytywał się też w innych mistrzach starożytnych. Był pobożny i raczej unikał poważnych grzechów, a na pewno nie grzeszył urodą: był niewysoki, chudy, łysawy, z garbatym nosem. Być może dlatego, że nie cieszył się powodzeniem u kobiet, mógł się spokojnie oddać pracy intelektualnej.

W końcu miało miejsce wydarzenie, które porównałbym z tym, co spotkało Szawła w drodze do Damaszku: pod wpływem kazania pewnego augustianina Savonarola porzucił dotychczasowe życie. Dostrzegł marność świata i bezsensowność pogoni za wiedzą, która służyłaby tylko podbudowaniu własnej pychy. Wkrótce potem wstąpił do dominikanów, miał wtedy 22–23 lata. Wybrał klasztor w Bolonii.

Dlaczego wybrał dominikanów, skoro porwało go kazanie augustianina?

Ze względu na zamiłowanie do mądrości, do racjonalności, ale też do pewnej prostoty, która wyraża się w filozofii św. Tomasza z Akwinu. Savonarola był zachwycony Tomaszem i naciskiem, jaki kładł on na prawdę i jej kontemplację. Ale to nie wszystko: do dominikanów przyciągnęła go trwająca wówczas wielka reforma zakonu, polegająca na powrocie do życia według pierwotnej reguły. Mnożyły się konwenty pragnące żyć w zgodzie z prawdziwym charyzmatem – ubogo, z dużym naciskiem na studium i modlitwę. Do jednego z nich wstąpił Savonarola. Szybko został zauważony przez braci: wiadomo było, że nie przyjmuje habitu, by coś dla siebie zdobyć, bo wszystko już miał i świadomie z tego zrezygnował. Chciał rzeczywiście służyć Bogu.

Już po kilku latach został dominikańskim profesorem, a na początku lat 80. XV wieku wykładał teologię w studium generalnym w Bolonii i w szkole konwentualnej we Florencji.

W 1490 roku Savonarola przybywa po raz kolejny i – jak pokaże historia – na stałe do Florencji, zwanej „miastem kwiatów”. To był taki XV-wieczny Nowy Jork, centrum świata…

Przybył do zreformowanej wspólnoty liczącej 50 braci. Był to przepiękny klasztor, z wielką biblioteką zdobioną freskami Fra Angelica. Patrząc na to piękno, Savonarola stwierdził: Ten konwent rozkwitnie jeszcze bardziej. I miał rację: osiem lat później klasztor ten liczył ponad 100 braci.

Czy jako człowiek światowy Savonarola nie miał problemu z przyjęciem zakonnego ubóstwa?

Najwyraźniej nie, skoro w każdym z klasztorów, w których mieszkał, jego cela wyglądała podobnie: niewielkie biurko, a na nim czarny krzyż z białą postacią Chrystusa. W ten krzyż wpatrywał się godzinami. Podobno spał tylko cztery godziny na dobę, a resztę czasu spędzał na studium, modlitwie, głoszeniu kazań i rozmowach z ludźmi. Jego teologia nie powstawała w oderwaniu od życia: przecież on świetnie znał życie.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Gałuszka OP - ur. 1978, dominikanin, dr hab. historii, dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wicedyrektor Instytutu Historii oraz kierownik Katedry Historii Starożytnej i Średniowiecznej UPJPII, sekretarz Międzynarodowej Komisji Studiów nad Chrześcijaństwem Polskiej Akademii Umiejętności, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów, autor kilku książek, m.in. Inkwizytor też człowiek i Badania nad Biblią w XIII wieku, oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

BÓG NIE JEST KROWĄ

ENTLICZEK, PENTLICZEK

NIENAWIŚĆ DO GROBOWEJ DESKI

PO CO NAM GRZESZNI PAPIEŻE?

KIM NIE BYŁ ŚWIĘTY DOMINIK


komentarze



Facebook