Archwium > Numer 509 (01/2016) > Oblicza islamu > TERRORYSTOM CHODZI O ROZGŁOS

TERRORYSTOM CHODZI O ROZGŁOS
Gdybyśmy wiedzieli o tym, ilu różnym atakom terrorystycznym zapobieżono, to może czulibyśmy się bardziej komfortowo niż w sytuacji, gdy dowiadujemy się post factum, że czemuś nie zapobiegliśmy.

Mika Dunin: Islam zajmuje ostatnio dużo miejsca w debacie publicznej, ale dyskurs utrzymywany jest głównie w nurcie poetyki grozy. Dlaczego?

prof. Janusz Danecki: Mnie to też zaskakuje, że oto nagle islam stał się symbolem wszystkiego, co złe, co oczywiście jest zupełnie niezgodne z prawdą, ale trochę zgodne z tym, co się teraz dzieje. Czyli z zamachami dokonywanymi przez muzułmanów i często usprawiedliwianymi przez nich właśnie islamem. To powoduje, że zaczynamy się po prostu bać.

Kiedy – jako społeczeństwo – zaczęliśmy w ogóle zwracać uwagę na islam i muzułmanów? Po ataku na World Trade Center w 2001 roku?

W ostatnich latach był to rzeczywiście 11 września, ale pamiętam wcześniejsze fale przejmowania się światem muzułmańskim: 1967 – wojna sześciodniowa, 1972 – olimpiada w Monachium, kiedy zrozpaczeni Palestyńczycy zaatakowali izraelskich sportowców. To, co działo się na Bliskim Wschodzie z naszym udziałem, zawsze później wywoływało różne niepokojące ruchy. Ale dopiero na początku XXI wieku te ruchy przeniosły się na teren Zachodu. Wcześniej wszystko działo się „tam”. Tylko wtedy jeszcze nie było to motywowane religijnie, nie było „czynnika islamu”.

Opierając się na informacjach przekazywanych przez media, widzimy przede wszystkim niebezpieczeństwo – fundamentalistów, którzy chcą niszczyć i zabijać. W Polsce raczej nie mamy okazji zobaczyć terrorysty, więc przekładamy ten strach na muzułmanów w ogóle. A jacy są muzułmanie?

Dla mnie są tacy, jak wszyscy inni ludzie. Mają swoje zalety i wady. Są wśród nich zwyczajni, spokojni obywatele, ale są też przestępcy, jak w każdym środowisku.

Przeciętni muzułmanie to również ludzie często bardzo pokrzywdzeni przez los. Zauważmy, gdzie toczą się wojny. W Europie? No, nie! W ostatnich latach wojna na Wschodzie była niemal wszędzie: w Libii, Algierii, Iranie, Syrii; w Egipcie zawsze jest stan napięcia, stamtąd też pochodzi ideologia skrajnego fundamentalizmu.

To jaki naprawdę jest islam? Nie można chyba mówić o jednorodnym systemie religijnym…

Najważniejsze zobaczymy, porównując islam, dajmy na to, z chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo mówi: „Bogu, co boskie, cesarzowi, co cesarskie”. W islamie nie ma rozdziału na sferę sacrum i profanum. Religia i państwo są ściśle powiązane. Nawet jeśli niektóre państwa, na przykład Turcja, formalnie je rozdzielają, to religia i jej nakazy tkwią jednak w społeczeństwach muzułmańskich i większość z nich podkreśla prawną rolę islamu.

Jak to jest pokazywane na Zachodzie? Powtarzamy ciągle, że prawo koraniczne karze cudzołożników śmiercią, ale w Koranie nie ma czegoś takiego. Jest napisane: cudzołożnikowi, cudzołożnicy wymierzcie sto batów. Koniec. Kropka. To interpretatorzy Koranu zmieniają prawo, twierdząc, że Bóg jest dla ludzi zbyt łaskawy i dlatego tak delikatnie ich potraktował, a tak naprawdę należy im się znacznie surowsza kara. I stosuje się inne prawo. To robią ludzie, nie Koran.

W islamie ta różnorodność interpretacji Koranu jest bardzo duża. Bo zgodnie z doktryną muzułmańską nie ma w zasadzie kościołów. Nie powinno też być pośredników między Bogiem i człowiekiem. Ale… przecież my, zwykli ludzie, nie znamy się na świętych księgach, więc potrzebni są uczeni, którzy je czytają i studiują, oraz ci, którzy reprezentują nieobecnego potomka Mahometa na ziemi. Ci ostatni to właśnie imamowie. Oni są bardzo przydatni – politycznie. To oni często ratowali szyicki Iran (tam jest ich najwięcej) przed zakusami kolonializmu.

Informowanie w mediach o przypadkach ukamienowania cudzołożników ma wzbudzić strach?

I pokazać prymitywizm muzułmanów. A dotyczy to tak naprawdę dwóch, trzech państw: Arabii Saudyjskiej, Iranu i Sudanu. W pozostałych krajach stosuje się kary znane także w zachodnich państwach, np. więzienie.

Patrząc na to okrucieństwo, usankcjonowane jakoby Koranem, możemy sądzić, że islam to religia przemocy.

Ludzie doszukują się w Koranie wersetów nawołujących do dżihadu, który my nazywamy „świętą wojną”. A muzułmanie, broniąc się, mówią, że to nie święta wojna, tylko duchowe samodoskonalenie się. Po obu stronach jest tyle samo prawdy – zależy, jak chcemy to widzieć. W Biblii, w Starym Testamencie, okrucieństw jest pełno, i co z tego? Opieramy się na innych prawach, nie traktujemy biblijnych przypowieści dosłownie. Można się jednak opierać i na rudymentarnym islamie, z czasów Mahometa, choć nikt nie wie, jaki on naprawdę był za czasów Proroka, mimo że przyjmuje się, iż jest dokumentem jemu współczesnym. Interpretowanie Koranu rozwijało się, ta ewolucja jest niesamowicie skomplikowana i różnorodna. Nie można mówić o jednolitym systemie, bo już w samym sunnizmie istnieją cztery szkoły prawa oparte na interpretacji Koranu, a są przecież i szyickie szkoły prawa – wszystkie istnieją od X–XI wieku. Dzisiaj nie ma zresztą państwa muzułmańskiego, które mogłoby opierać się wyłącznie na prawie islamu. We współczesnym świecie musi obowiązywać prawo międzynarodowe, nie da rady inaczej.

Ale jednak to religia dość hermetyczna. Jako niewierna nie mogę pójść do meczetu.

To mit. Nie może pani pojechać do Mekki. Ale meczet? Na Bliskim Wschodzie byłem we wszystkich meczetach w Kairze, wielokrotnie w Arabii Saudyjskiej. W meczecie w Wilanowie mogłem nawet zamieszkać, gdy byłem w kłopotach lokalowych, bo muzułmanie są ludźmi, dla których czynienie dobra jest obowiązkiem.

Poza tym niewierni to wyłącznie politeiści. Wyznawcy chrześcijaństwa i judaizmu nie są niewiernymi, są innowiercami, którzy wierzą w tego samego Boga, co muzułmanie. Tyle że inaczej.

Czyli „wojna święta” nie była wymierzona w chrześcijan czy żydów, ale w ateistów?

Ona była wymierzona w Arabów, którzy byli poganami. Toczyła się w VII wieku. Nie dotyczyła chrześcijan i żydów – na Bliskim Wschodzie mieszkali jeszcze zoroastryjczycy, też bardzo szybko uznani za innowierców. Celem byli Arabowie, którzy nie przyjęli nowej wiary, zapoczątkowanej przez proroka Mahometa.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Janusz Danecki - ur. 1946, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, arabista i islamista, tłumacz klasycznej i współczesnej literatury arabskiej, pracownik Katedry Arabistyki i Islamistyki na Wydziale Orientalistyki UW; autor wielu artykułów dotyczących zagadnień kultury islamu, świata arabskiego oraz muzułmańskiej myśli politycznej; wydał m.in. książki: "Kultura i sztuka islamu" (Warszawa 2003), "Arabowie" (Warszawa 2001). (wszystkie teksty tego autora)

Mika Dunin - występująca pod pseudonimem polska pisarka i dziennikarka. Kulturoznawczyni, stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, od 2009 roku prowadzi blog o uzależnieniu od alkoholu: mikadunin.blogspot.com. Autorka książek "Alkoholiczka, Antyporadnik" oraz "Miłość i inne deliria". Laureatka nagrody "Pelikan". (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

JEŚLI KOGOŚ UGRYZIE DUŻY PIES

BEZ POWODU

ŻYCIE WARTE ŻYCIA


komentarze



Facebook