ROWERZYSTOM CHCE SIĘ ŻYĆ
Moja mądra terapeutka mawiała, że człowiek żyje, dopóki czuje głód i niespełnienie. A święty spokój zalecała mi dopiero po śmierci.

W książce Miasto szczęśliwe Charles Montgomery – kanadyjski badacz, który podróżuje po świecie i sprawdza, w jaki sposób można ulepszać ludzkie życie – wykazał prostą i fascynującą tendencję. Oto mieszkańcy Stanów Zjednoczonycyh, mający wielkie domy na luksusowych przedmieściach, są znacznie mniej zadowoleni z życia niż ludzie mieszkający w centrum – w zgiełku, ciasno otoczeni sprawami innych. Ci pierwsi spędzają na dojazdach kilka godzin dziennie, przemieszczając się wygodnymi samochodami po autostradach. Uwięzieni w jadących pudełkach, docierają z obolałymi kręgosłupami do swych rezydencji położonych przy wypielęgnowanych trawnikach i ślepych uliczkach. Ci drudzy zasypiają, słysząc szum miasta, syreny i krzyki sąsiadów, a rano przeciskają się w tłumie, maszerują spoceni do stacji metra albo zdyszani zajeżdżają do biur rowerami, które pozwalają pokonać zakorkowane miasto szybciej i taniej. Ci pierwsi zapisują się na siłownie i do klubów fitness, ci drudzy – wystarczająco dużo chodzą, by ich serca i kręgosłupy miały się dobrze. Okazuje się, że szczęście i radość życia dużo częściej deklarują osoby pozbawione tego, co powszechnie uważa się za komfort – dużej przestrzeni, ciszy, spokoju. Lepiej swoje życie oceniają ci, którzy są w nieustannym ruchu i tyglu spraw, zmęczeni i bezpośrednio powiązani z życiem miasta, które nie daje wygody i ciągle się zmienia, ale zapewnia nieskończenie wiele wyborów i możliwości. Luksusowe, społecznie martwe przedmieścia okazały się fałszywą obietnicą. Natomiast intensywne śródmieście, przysparzające tyle samo kłopotów, ile sposobów ich rozwiązania, daje witalność.

Ogólne zadowolenie z życia mierzone w badaniach społecznych jest tym samym, co potocznie określamy jako szczęście. W nowożytnej filozofii jest ono definiowane najczęściej jako poczucie związane z całościowym bilansem życia, a więc nie jako chwilowe doznanie, moment szczęśliwości, tylko jako rachunek z wielu lat. I, co ważne, współcześnie nie wiąże się ono z realnym nagromadzeniem dóbr, wartości czy cnót. Nie zależy więc od obiektywnych wskaźników, np. posiadania dużej rodziny, majątku, autorytetu czy prestiżu. Szczęście nie należy już do dziedziny faktów – jest subiektywnym odczuciem. A więc można je przeżywać, pędząc w ciemny listopadowy poranek rowerem przez wilgotny Sztokholm. I można za nim tęsknić we własnym apartamencie w słonecznym Miami.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Paulina Wilk - pisarka i publicystka, autorka książek "Lalki w ogniu. Opowieści z Indii", "Znaki szczególne" oraz serii bajek o misiu Kazimierzu i nowej opowieści "Pojutrze. O miastach przyszłości". Pisze dla "W drodze", "Przekroju" i "Polityki". Razem z Anną Król i zespołem Fundacji "Kultura nie boli" prowadzi Big Book Cafe i organizuje Big Book Festival. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

JUTRO NIE UMIERA NIGDY?

GRUBA PRZESADA

OD ŚWITU DO ZMIERZCHU

NIEWIDZIALNA NIĆ

ŁAGODNY SPOWIEDNIK


komentarze



Facebook