BARCZYŚCI ZESŁAŃCY
Obaj byli z Galicji. Tą galicyjskością się popisywali i tęsknili za nią, ale mieli na tyle rozumu, że interesy woleli prowadzić w Wielkopolsce.

Jubileusz 80. urodzin Romana Brandstaettera w kaplicy U Pana Boga za Piecem. W górnym rzędzie: Marcin Babraj OP, Roman Brandstaetter, Olgierd Łukaszewicz, Walenty Potworowski OP (drugi, trzeci, czwarty, piąty od lewej), Jan Góra OP (pierwszy od prawej), a pod nim Jan Grzegorczyk. FOT. MACIEJ KUSZELA


– Ojcze, co my w tym Poznaniu robimy? Tu się nic nie dzieje! Tu można tylko pracować, pracować… – narzekał Roman Brandstaetter.

– No to wracajmy na południe, proszę pana, wracajmy do swoich… – odpowiadał Jan Góra.

– Eeee, niee, tutaj bowiem jesteśmy obaj genialni, ojcze Janie, a tam na południu wszyscy tacy jak my…

W końcu jednak się namówili i poszli. Czy na południe, czy na zachód? Nie wiadomo, gdzie to niebo się znajduje. I dlaczego przestała im w końcu przeszkadzać konkurencja.

Jeden i drugi byli moimi mistrzami, chociaż głosili nieraz całkiem sprzeczne nauki. Brandstaetter powtarzał mi, że wątpliwości nie szkodzą wierze, że są jak szczepionka. Góra twierdził, że wątpliwości to choroba duszy. Często opowiadał, jak to pewien ksiądz zwierzał się z ambony wiernym, że ma takie same wątpliwości jak oni. – To po coś tam wylazł? – usłyszał.

Brandstaetter przepowiedział mi przyszłość. Oznajmił, że zostanę pisarzem, że mam głowę tak samo gorącą jak on w młodości i wkładam ją jak kij w mrowisko, ale zginę za to marnie, bo „żadne wonie Arabii nie zabiją smrodu z wrzodu, jakim dla każdego narodu jest ksiądz, pop i rabin”. Góra moją przyszłość pisarską sprowokował. Kiedyś przyjechały do niego siostry Jezusa Miłosiernego i namawiały, żeby napisał książkę o Faustynie i ich zgromadzeniu. Nie wiedziały jeszcze, że Góra może pisać tylko o sobie i o swoich dziełach – to znaczy dziełach Bożych. A że się akurat nawinąłem, to wskazał na mnie palcem i powiedział: Ale mam dla was świetną propozycję… Grzegorczyk to jest cynik jak cholera, on wam napisze bestseller.

I stało się. Wrobił mnie w miłosierdzie po wszystkie czasy. Obaj w niekonwencjonalny sposób poinformowali mnie, co mam w życiu robić.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Jan Grzegorczyk - pisarz, w latach 1982-2011 roku redaktor miesięcznika "W drodze". Wydał m.in. "Dziurawy kajak i Boże miłosierdzie", pięcioksiąg "Przypadki księdza Grosera", opowiadania "Niebo dla akrobaty", powieści "Chaszcze i Puszczyk". Jego ostatnią książką jest Święty i błazen, rozmowa z Janem Górą, która jest swoistym testamentem ojca Jana. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Marzenie

Who is who

Dzwonnik z Kołomorza

"Tata kupi mi auto..."

Słowo zasiane


komentarze



Facebook