MOJA BARDZO WIELKA WINA
Pogodzenie się z faktem, że zraniliśmy bliskie nam osoby, może doprowadzić do tego, że stawimy temu czoło razem. Taka wina jest wspaniałą rzeczą! Jest czymś twórczym, co wymusza naprawę.

Łukasz Kubiak OP: Zacznijmy od podstawowego pytania: jaka jest różnica między winą a poczuciem winy? W potocznym rozumieniu używamy tych słów zamiennie.

Jon Frederickson: Ludzie często mylą te dwa pojęcia. Zacznijmy może od poczucia winy. Wyobraźmy sobie, że ktoś zdefraudował pieniądze firmy albo zdradził współmałżonka. Oczywiście, ten ktoś ma poczucie winy, które bardzo często wyraża w słowach: „Tak mi przykro! Jestem taki okropny!”. O swoich przewinieniach potrafi rozmawiać z psychoterapeutą, z księdzem, ale czy poszedł przeprosić osobę, którą zranił? Czy mężczyzna, który zdradził żonę, próbował w jakiś sposób naprawić winę? Albo czy oszust poszedł do szefa, przeprosił i zaoferował zwrot pieniędzy?

Dlaczego to takie ważne?

Bo jeśli tego nie zrobimy – a przychodzi nam to z trudem, ponieważ mamy świadomość, że ludzie przez nas skrzywdzeni będą nas oceniać i rozliczać z wyrządzonych im szkód – to pozbawiamy się relacji i wybieramy drogę samokarania.

Poczucie winy bardzo często jest przykrywką dla samokarania, czyli obwiniania siebie, poniżania, odbierania sobie nadziei. Natomiast przeciwieństwem samokarania jest prawdziwa wina. Jeśli bowiem zraniłem kogoś, na kim mi zależy, kogo kocham, to czuję się z tego powodu winny. Ta wina mobilizuje mnie do naprawy wyrządzonych krzywd, do zadośćuczynienia, a więc również do naprawy relacji. Jedynie zmierzenie się z winą, pogodzenie się z faktem, że zraniliśmy bliskie nam osoby, o czym zresztą one same nas informują, może doprowadzić do tego, że stawimy temu czoło razem. Taka wina jest wspaniałą rzeczą! Jest czymś twórczym, co wymusza naprawę.

A poczucie winy?

Ono nas paraliżuje. Zamiast zmierzyć się z tym, że kogoś skrzywdziliśmy, unikamy konfrontacji i prawdy. Nie chcemy dopuścić do sytuacji, w której będziemy musieli przeprosić za nasze przewinienia. W psychologii nazywa się to narcystycznym wycofaniem. A przecież każdy z nas został kiedyś skrzywdzony i wie, jak to pomaga, gdy druga osoba nas przeprosi. W ten sposób pokazuje nam, że jej zależy na nas i na naszym związku. Natomiast brak przeprosin odbieramy jako sygnał, że ktoś, kto nas zranił, nie ceni sobie szczególnie naszej relacji, skoro nie chce naprawić wyrządzonej szkody. Jak widać, istnieje ogromna różnica między winą a jałowym poczuciem winy. Wina prowadzi do naprawy szkód, czyli zadośćuczynienia. Poczucie winy zaś wiąże się z samokaraniem.

Za co właściwie wymierzamy sobie karę?

Często okazuje się, że powodem samokarania jest głęboko ukryta wina. Chłopak może mówić, że ma poczucie winy, bo rzucił studia medyczne, jednak w trakcie terapii odkrywamy, że tak naprawdę problem leży gdzieś indziej. Okazuje się, że nieświadomym powodem przerwania studiów była chęć zemsty na ojcu, który zawsze chciał, by syn poszedł na takie studia. Uderzył w najczulszy punkt ojca. Chłopak nie czuł się tak naprawdę winny tego, że rzucił studia, ale że przez swoją zemstę zranił ojca i jego uczucia. Ludzie akceptują winę za „mniejsze zbrodnie”, jeśli mogą przy tym żyć w nieświadomości większych krzywd, które wyrządzają.

Zatem chodzi tutaj o nieświadomą winę, którą w jakiś sposób chowamy sami przed sobą?

Tak, bardzo często właśnie ta nieświadoma wina jest powodem cierpienia ludzi. Niektórzy całe lata żyją jak więźniowie własnej winy, zupełnie nie wiedząc, z czego to wynika.

Wiele osób myli samokaranie z winą. Takie osoby będą mówiły, że zasługują na cierpienie, na złe życie, że nie zasługują na nic dobrego. To nie jest wina.

Bo paraliżuje, a nie mobilizuje do naprawy?

I jeszcze prowadzi do zadawania sobie dodatkowego bólu. Gdy potępiamy siebie, gdy skupiamy się na sobie – a nie na zadośćuczynieniu za popełnione winy – to w końcu stajemy się więźniami samokarania, co może prowadzić nawet do depresji. Za to doświadczenie zdrowej winy uwalnia i oczyszcza.

Niedawno miałem pacjentkę, która musiała stawić czoło ogromnej winie i strasznemu cierpieniu, spowodowanemu poważnym konfliktem z rodziną. Uczucia wywołane przez tę sytuację były dla niej nieznośne. Początkowo uważała, że cała rodzina się myli i jest przeciwko niej. Jednak gdy zmierzyła się ze swoimi bolesnymi uczuciami, uznała, że to ona była arogancką kobietą, która wszystko wie najlepiej i wszystko najlepiej rozumie. Kiedy pozwoliła sobie na głębokie przeżycie winy, arogancja gdzieś uleciała. A ta kobieta mogła już bez uprzedzeń spojrzeć na samą siebie i swoją rodzinę.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Jon Frederickson - superwizor, psychoterapeuta i wykładowca uniwersytecki, autor ponad 20 publikacji z zakresu psychoterapii psychoanalitycznej i krótkoterminowej psychoterapii psychodynamicznej. Kierownik programu szkolenia ISTDP w Washington School of Psychiatry oraz szkolenia w Norweskim Towarzystwie ISTDP. Członek Włoskiego Stowarzyszenia Doświadczalnej Terapii Dynamicznej oraz Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. Mieszka w Waszyngtonie. (wszystkie teksty tego autora)

Łukasz Kubiak OP - ur. 1975, dominikanin, psychoterapeuta, duszpasterz akademicki, mieszka w Warszawie. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Jak Bóg łagodni i cierpliwi

Foch nasz powszedni

JAK SIĘ MĄDRZE RÓŻNIĆ

Jego drogi nie są naszymi

ODŁOŻYĆ SIEBIE NA PÓŹNIEJ


komentarze



Facebook