Archwium > Numer 511 (03/2016) > Uwierz w ducha > OJCZE, TEN BOROK ZNOWU PRZYCHODZI

OJCZE, TEN BOROK ZNOWU PRZYCHODZI
Odkąd dotknęło nas zbawienie, jesteśmy w świecie przestrzenią sacrum. I jesteśmy nią tym bardziej, im bardziej Duch Święty nas przenika.

FOT. JEREMY THOMAS


Anna Sosnowska: Pierwszą Osobę Trójcy nazywamy Ojcem, drugą – Synem. A z trzecią – z Duchem Świętym, mamy kłopot…

ks. Grzegorz Strzelczyk: Pójdźmy po linii może nie najbardziej eleganckiej metafory wodociągowej: Ojciec jest jak źródło wody, Syn wcielony to rura łącząca nas z Ojcem, a Duch Święty to woda, która się w nas wlewa i z której mamy życie. Oczywiście na każdym etapie jest to ten sam Bóg. Ale konkretne działania w historii łączymy z poszczególnymi Osobami boskimi. Dzięki wcieleniu Syna i Jego wejściu w ludzką historię jesteśmy już na zawsze połączeni z Ojcem. Natomiast działanie Ducha jest najbardziej wewnętrzne – On działa w nas – i dlatego łatwo je przeoczyć. Jego działanie jest przede wszystkim współbieżne ze wszystkim, co robimy, ono raczej rzadkobywa gwałtowne i niezwykłe. Problem z niektórymi „charyzmatykami” polega na tym, że uważają, iż bez nadzwyczajnych znaków nie ma przyjścia Ducha.

Na przykład bez modlitwy w językach czy proroctw.

Otóż nie. To są tzw. charyzmaty nadzwyczajne, czyli te, które się ujawniają w sposób postrzegany jako nadzwyczajny. Natomiast zwyczajne działanie Ducha Świętego ma miejsce w codzienności, w nienadzwyczajnych decyzjach, których podejmujemy dziesiątki. Czasami nawet trudno odróżnić, czy coś mamy z Ducha, czy z naturalnych zdolności. A może być i tak, że jakaś umiejętność pochodzi z naturalnych zdolności, jednak została wzmocniona przez Ducha.

A jaśniej?

Jeżeli człowiek ma zdolność do empatii, to pytanie brzmi, czy ta zdolność wypływa tylko z jego natury, czy też została w którymś momencie wsparta inspirującym działaniem Ducha. Bo mogła na przykład zostać wzmocniona relacyjnie, to znaczy, że w danym momencie odczuwam empatię bardziej wobec niektórych ludzi, bo Duch oczekuje ode mnie, żebym właśnie im pomógł. Nie jesteśmy w stanie ani tego wyraźnie dostrzec, ani rozdzielić. Prawdopodobnie dopiero na sądzie ostatecznym zobaczymy, w którym miejscu byliśmy poruszani przez Ducha.

Ale jakiś sposób na zidentyfikowanie Jego działania istnieje?

Myślę, że kiedy jesteśmy „kuszeni” do dobra. Duch Święty pomaga mi dostrzec, że coś jest dobre, że to jest dobre dla mnie, i ciągnie mnie do zrobienia tego. Następuje tu moment, który możemy nazwać przynagleniem. Nie ma się wtedy co oglądać na prawo i lewo, bo to ja jestem do tego dobra wezwany. Takie doświadczenie jest dość powszechnym i zwyczajnym działaniem Ducha Świętego. Więc ilekroć pojawia mi się przed oczami jakieś dobro, to oznacza, że to może być od Ducha Świętego i trzeba z Nim pogadać.

Dlaczego w Credo wymieniamy tylko te dwa tytuły Ducha – Pan i Ożywiciel?

Jeżeli spojrzymy choćby na początek Księgi Rodzaju (por. Rdz 1,2) czy na Ezechiela prorokującego nad kośćmi (por. Ez 37,1–14), zobaczymy, że to Duch sprawia, iż życie się staje. Przypisanie Duchowi zdolności do dawania życia jest przypisaniem Mu własności ewidentnie boskiej. To samo dzieje się w przypadku określenia „Pan”, które wcześniej odegrało dużą rolę w rozpoznaniu boskości Chrystusa. Ojcowie soborowi obradujący w Konstantynopolu (381 r.) chcieli uniknąć dyskusji, która toczyła się po poprzednim soborze w Nicei (325 r.) wokół filozoficznego terminu „współistotny”, dlatego zachowali terminologię ściśle biblijną – stąd w Credo Pan i Ożywiciel.

Ale mamy tam jeszcze dalszy ciąg.

O Duchu, „który od Ojca i Syna pochodzi. Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę”.

To wszystko wyraźnie nawiązuje do sporów ariańskich z IV w. Ariusz negował bóstwo Chrystusa i Ducha Świętego, twierdząc, że są niżsi w godności względem Ojca. Stąd w Credo to podkreślenie: jeśli wspólna cześć, to i wspólna godność.

A po co jeszcze ten dopisek przy Duchu: „który mówił przez proroków”? Przecież to tylko mały wycinek Jego działalności.

To bardzo sprytny zabieg, bo w tych niewielu słowach mieści się bardzo wiele treści. Chodzi o pokazanie ciągłości – że Duch Boży, o którym mowa w Starym Testamencie, chociaż nie był jeszcze tam zidentyfikowany jako trzecia Osoba Trójcy, jest tym samym Duchem, którego my w Kościele udzielamy przez włożenie rąk. To nie są dwa różne Duchy.

Skąd właściwie wiemy, że On jest osobą? Przecież mówimy o Nim, że ożywia, porusza, daje natchnienie, a te działania łatwo przypisać jakiejś bezosobowej energii.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz (wszystkie teksty tego autora)

Anna Sosnowska - ur. 1979, absolwentka studiów dziennikarsko-teologicznych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, współautorka książki "Zioło-lecznictwo, czyli wywary na przywary", wcześniej związana z kanałem religia.tv, gdzie prowadziła programy "Kulturoskop" oraz "Motywacja jest kobietą". Redaktor naczelna portalu Aleteia. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

WIELKI DZIEŃ POWSZECHNEGO WSTYDU

TRZA RZYKAĆ

MICKIEWICZ VERSUS ORZESZKOWA

REQUIEM DLA ASCEZY

EKLEZJOLOGIA, GŁUPCZE!


komentarze



Facebook