ŚWIĘTA NA DIECIE

Po czasie postu przychodzi czas radości, ale my coraz częściej zapominamy, że głównym tematem świąt jest zmartwychwstanie, a nie spotkanie rodzinno-towarzyskie, fajne filmy w telewizji czy uginający się pod naporem żurków i mazurków stół. Z tym stołem problem ma niemal każdy z nas. Po kilku dniach biesiady czujemy się ociężali, przejedzeni, męczy nas zgaga i niestrawność. Nic dziwnego. Tradycyjne polskie potrawy wielkanocne nie należą ani do najchudszych, ani do najbardziej lekkostrawnych.

Jajka – symbol nowego życia, zmartwychwstania, pomyślności – są bardzo zdrowe. Mają sporo białka, komplet witamin, potrzebnych nam aminokwasów egzogennych (czyli takich, których sami nie potrafimy sobie wytworzyć), do tego odmładzającą organizm lecytynę i kwasy omega-3 poprawiające odporność i pracę mózgu. Jednak nie tylko w Wielkanoc przykrywamy je kołdrą tłustego majonezu. Tak, wiem, majonez jest pyszny, ale chodzi o umiar.

Sałatki jarzynowe, krojone z gotowanych i świeżych warzyw, też zwykle pływają w majonezie. Nie, nie jestem zwolenniczką wszechobecnej dyktatury fit-kultury, według której jajek najlepiej w ogóle nie jeść, bo to produkt odzwierzęcy, a majonez należy zastąpić jogurtem naturalnym. Jak smakuje sałatka z jogurtem – można sobie wyobrazić, beznadziejnie, ale z pewnością można wrzucić do niej mniej majonezu, albo połączyć go pół na pół z jogurtem (taką podaję, jest bardzo smaczna).

Chleb wybieramy pełnoziarnisty, razowy, na prawdziwym zakwasie. Żadne tam kajzerki, bagietki, białe pieczywo. Nie dość, że razowiec będzie miał mniej kalorii, to jeszcze więcej błonnika, witamin z grupy B i składników mineralnych.

Na wielkanocnym stole królują wędliny. Najczęściej kupne. Pamiętam, że kiedy sześć lat temu pisałam pierwsze odcinki programu „Wiem, co jem”, naukowcy mieli wątpliwości co do zawartych w wędlinach azotynów – silnych konserwantów nadających szyneczce piękny różowy kolor i przede wszystkim zabezpieczających żywność przed rozwojem m.in. groźnych dla zdrowia bakterii (np. toksyny botulinowej, czyli jadu kiełbasianego). Dziś są pewni: najpopularniejszy wśród nich azotyn sodu E250 w połączeniu z innymi związkami chemicznymi w żołądku może tworzyć rakotwórcze nitrozaminy. Dzienne spożycie nie powinno przekroczyć 0,06 mg na kilogram masy ciała, a dzieciom do pierwszego roku życia nie powinien być podawany w ogóle. Pół roku temu Międzynarodowa Agencja Badania Raka, oddział Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), koordynujący badania nad nowotworami na całym świecie ogłosiła, że wędliny i wszelkie mocno przetworzone produkty mięsne są tak samo rakotwórcze jak alkohol czy palenie papierosów. Dlaczego więc azotynów nie można z polskich wędlin wyrzucić? Odpowiedź jest prosta – bo nie ma ich czym zastąpić, inne konserwanty nie są po prostu tak skuteczne. Wniosek? Lepiej wędlinę upiec samemu w domu. Schab bez tłuszczu będzie niskokaloryczny (174 kcal w 100 g), możemy doprawić go czosnkiem i majerankiem poprawiającymi trawienie. Pieczona pierś indyka podawana z żurawiną będzie miała jeszcze mniej kilokalorii (84 w 100 g). Można upiec pierś kurczaka, pierś gęsią, kaczą, można zrobić pasztet drobiowy. Drób jest zdrowszy – ma o wiele mniej tłuszczu niż czerwone mięso. Pieczenie jest banalne, nacieramy mięso ulubionymi przyprawami, po 24 godzinach wrzucamy do piekarnika, pieczemy najlepiej w kąpieli wodnej (dolewamy wodę do połowy mięsa), by było soczyste.

Biała kiełbasa i żurek to nieodłączny duet wielkanocny, niestety bardzo kaloryczny. 100 g zupy pomidorowej z makaronem ma 35 kcal, barszczu czerwonego zabielanego 33 kcal, a żurku z jajkiem i kiełbasą 122 kcal. Trudno jednak wyobrazić sobie Wielkanoc bez tradycyjnego duo, można więc spróbować je odchudzić. Żurku nie gotować na boczku, tylko na kurczaku i warzywach, wybrać 12-procentową śmietanę (słodką, nie zważy się w zupie) zamiast 30-procentowej, a jajka i kiełbasę, wcześniej wygotowaną w wodzie, by pozbyć się tłuszczu, dodać w ilościach symbolicznych.

Szukajmy na stole warzyw. Tak, wiem, na przednówku z nimi słabo, ale może da się chrupnąć jakąś rzodkiewkę czy ogórka kiszonego. Warzywa to jedyny składnik naszego pożywienia, który możemy jeść bez ograniczeń i to zawsze, nie tylko w święta.

Dla łasuchów nie mam dobrych informacji. Mazurki świąteczne, zwłaszcza kajmakowy – kruche ciasto, masa karmelowa, bakalie – to istne bomby kaloryczne. Jeśli ktoś nie chce przytyć w święta, ale pragnie zachować tradycję, niech lepiej sięgnie po kawałek baby drożdżowej albo sernika – tylko nie za duży, bo sernik swoje waży. Pascha też należy to tych mniej kalorycznych deserów, jeśli w ogóle o takich można mówić. Psychodietetycy przekonują, że wcale nie musimy zjeść całego deseru, by poprawić sobie humor. Podobno najlepiej smakują dwie pierwsze łyżki, potem nasze kubki smakowe stają się mniej wrażliwe.

Do tego ważna jest też technika jedzenia. Rano przed wyjściem do kościoła wielu z nas nic nie je. Do śniadania siada dopiero w okolicy południa, a to błąd. Wygłodzeni rzucamy się na świąteczne potrawy jak wilk na stado owieczek. Tłuste sałatki i wędliny popijamy mocnym alkoholem, a tymczasem, jak przekonują gastrolodzy, to łatwa droga do zapalenia trzustki i innych przypadłości gastrycznych. Zamiast iść na spacer, wylegujemy się przed telewizorem, często dojadając resztki ze śniadania. No ale święta są też i po to, by odpocząć, czego Państwu z całego serca życzę. Życzę też radosnego Alleluja! Uprzejmie donoszę, że w tę Wielkanoc nie rzucę wszystkich napisanych tu słów na wiatr. Od sześciu tygodni jestem na diecie odchudzającej, udało mi się zrzucić siedem kilogramów. Nie oznacza to, że będę pościć, ale z pewnością nie dopuszczę do tego, by moje świąteczne jedzenie zmieniło się w przejedzenie i zrujnowało mi żołądek.


Katarzyna Bosacka - z wykształcenia polonistka, z zawodu dziennikarka. Z dr Marią Noszczyk napisała książkę Cena urody. W telewizji TVN Style prowadzi program konsumencki "Wiem, co jem, i wiem, co kupuję" oraz talk-show kulinarny "Gwiazdy od kuchni". Jest mężatką, ma czworo dzieci. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

WIARA Z CZUBKA WIDELCA

POCHWAŁA OGÓRKA

Zacznijmy od kaszy i piwa

Masz siedem lat...

okładka


komentarze



Facebook