Archwium > Numer 512 (04/2016) > Rozmowa w drodze > EKOLOGIA W ŚWIECIE NA OPAK

EKOLOGIA W ŚWIECIE NA OPAK
Jeśli ktoś uważa, że natura - ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami - jest dobra, to niech ją uszanuje we wszystkich dziedzinach. A nie tylko, gdy chodzi o ochronę ptaków.

FOT. MATTHEW WIEBE/UNSPLASH.COM


Dominik Jarczewski OP: Ekolodzy kojarzą się niejednokrotnie z narwanymi hippisami, którzy przywiązują się do drzew w lasach, dadzą się pokroić, żeby uratować zwierzęta futerkowe. Przede mną zaś siedzi młody, elegancki człowiek, ekolog, katolik – konserwatysta…

Gaultier Bès: Nie wszystkim taki wizerunek ekologa się podoba. Kiedy w 2013 roku z grupą znajomych chciałem dołączyć się do protestu przeciw budowie lotniska w Notre-Dame-des-Landes, na spotkanie wyszła nam grupa agresywnych anarchistów, z którymi nie było żadnego dialogu. Jako katolicy byliśmy dla nich „nazistami”, których trzeba zbić na kwaśne jabłko. Straciłem okulary, komórkę i zostało mi po tym spotkaniu parę siniaków. Ale co najlepsze, anarchiści prosili policję o wsparcie, żeby wyrzuciła nas z bractwa zielonych. Świat stanął na głowie!

Dlaczego ekologię kojarzymy z lewicą?

Bo w ekologii jest coś rewolucyjnego. Jeśli ktoś chce się zajmować ekologią na poważnie, musi odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego środowisko naturalne jest tak niszczone? Dlaczego świat człowieka – w jego obecnym kształcie – stoi w opozycji do świata natury? Przecież nie musi tak być. To „nie musi” wyraża się w zakwestionowaniu aktualnego systemu społeczno-politycznego, opartego na technokracji i dyktaturze niczym nieskrępowanego postępu. Gdybyśmy żyli w Rosji Radzieckiej, systemem, który należałoby podważyć, byłby komunizm w wydaniu stalinowskim. Ten system też wyrządził nieodwracalne szkody środowisku. A że dzisiaj, przynajmniej w znacznej części świata, rządzi brutalny kapitalizm, nic dziwnego, że ruch ekologiczny zbliżył się do ruchu antykapitalistycznego, tradycyjnie ulokowanego po lewej stronie sceny politycznej.

Aż tu nagle pojawia się pan i pańscy koledzy, uczestnicy konserwatywnej Manif pour tous, akcji skierowanej przeciw legalizacji małżeństw homoseksualnych i przyznaniu im prawa do adopcji, i zaczynacie mówić o ekologii.

Próbujemy wyjść poza tradycyjny podział na prawicę i lewicę, który, naszym zdaniem, się nie sprawdza w wielu kwestiach. Lewicowe środowiska ekologiczne walczą w obronie natury, krytykując technikę, a z drugiej strony, ulegając całkowicie dyskursowi opcji postępowej, negują naturę w tym wszystkim, co dotyczy nas jako ludzi i naszego ciała. Partie ekologiczne będą protestować przeciw GMO, i w tym je popieramy, a równocześnie będą pierwsze w promowaniu in vitro i manipulacji ludzkim genomem. To głęboka niespójność! Jeśli ktoś uważa, że natura – ze wszystkimi swoimi niedoskonałościami – jest dobra, to niech ją uszanuje we wszystkich dziedzinach. A nie tylko, gdy chodzi o ochronę ptaków.

To raczej nie przysparza wam sympatii w gronie ekologów?

Łatwo nie jest. Kiedy we wrześniu ubiegłego roku ukazał się pierwszy numer naszego kwartalnika „Limite”, dostaliśmy bardzo dużo informacji zwrotnych, w tym niemało ostrej krytyki od ludzi, z którymi w większości spraw się zgadzamy, a dla których nasze poglądy bioetyczne były nie do zaakceptowania. Wyzywali nas od reakcjonistów. Pytali, dlaczego naszym zdaniem nie byłoby dobrze, gdybyśmy mogli produkować dzieci w laboratoriach. Z jednej strony krytykują ekonomię opartą na indywidualizmie, dążeniu do tego, żeby zawsze mieć więcej, szybciej, taniej, a z drugiej strony sami ulegają tej logice. Dla nas to jest wciąż ta sama żądza władzy, która popycha ludzi do niczym nieograniczonej eksploatacji natury, ale również – naszego ciała.

Poświęcona ekologii encyklika papieża Franciszka Laudato si’ została okrzyknięta mianem rewolucyjnej.

To, co papież mówi i pisze o ekologii, wcale nie jest takie rewolucyjne! Efekt nowości trzeba przypisać raczej osobowości Franciszka, który ma dużą siłę przebicia. Kiedy coś powie, czy to o miłosierdziu Bożym, czy o ekologii, wydaje się, że to jakaś wielka nowość. Tymczasem na początku przywołanej encykliki sam przyznaje, że zamierza jedynie przypomnieć i zaktualizować treści, o których mówili już jego poprzednicy – Jan XXIII, Jan Paweł II i Benedykt XVI. Nauczanie ekologiczne w Kościele było zawsze obecne. Wystarczy przywołać choćby św. Franciszka z Asyżu czy mniej znaną św. Hildegardę z Bingen – kanonizowaną i ogłoszoną doktorem Kościoła przez Benedykta XVI – która od dawna była dla ekologów ważnym punktem odniesienia, szczególnie w sprawach zdrowego żywienia. Jak widać, ekologia w Kościele nie jest niczym nowym ani rewolucyjnym.

To skąd przekonanie, że Kościół nie zajmuje się ekologią?

Ponieważ na pewnym etapie dziejów doszło do nieszczęśliwego powiązania opowiadania o stworzeniu świata z Księgi Rodzaju z ideologią produktywności i dominacji przemysłowej. Wynikało to z błędnej interpretacji biblijnego wersetu, gdy Bóg mówi do Adama i Ewy: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1,28). Niektórzy chrześcijanie znajdowali w tym (i niestety częściowo dalej znajdują) potwierdzenie prawa do eksploatacji ziemi w sposób nieograniczony. Myślę, że już od dłuższego czasu Kościół na tyle wyraźnie przypomina, że jest to błędna interpretacja, że nikt nie powinien mieć tu wątpliwości. Człowiek dostaje ziemię w zarząd – ma się o nią troszczyć, być za nią odpowiedzialny – taki jest sens tych słów. Co więcej, chrześcijaństwo wnosi do ekologii bardzo ważny wkład: mamy się troszczyć o ziemię nie tylko z pobudek czysto egoistycznych, bo od tego zależy nasze przetrwanie, ale przede wszystkim dlatego, że jest darem Bożym.

Tymczasem wśród zaangażowanych ekologów wciąż nie ma zbyt wielu chrześcijan...

To prawda, chociaż warto podkreślić, że ojciec myśli ekologicznej we Francji Jacques Ellul był teologiem protestanckim. Wtórował mu pochodzący z Austrii ksiądz katolicki Ivan Illich. Owszem, to postać o tyle kontrowersyjna, że w latach 70. wskutek konfliktu z hierarchią porzucił kapłaństwo, ale nie miało to nic wspólnego z zaangażowaniem w ruch ekologiczny. W końcu wiary nigdy się nie wyparł. Poza tym, jeśli spojrzymy na zagadnienia ekologiczne szerzej, to wśród tych, którzy krytykowali dyktaturę efektywności, przemysłu i pieniądza, stojącą u podstaw eksploatacji ziemi, byli Charles Péguy i George Bernanos – wielcy apologeci chrześcijaństwa. Jeśli szukam jakichś inspiracji dla siebie, to właśnie u nich

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Gaultier Bes - ur. 1988, absolwent lyońskiej École Normale Supérieure, nauczyciel literatury, współzałożyciel ruchu Les Veilleurs i współzałożyciel oraz redaktor naczelny kwartalnika "Limite", współautor "Nos limites. Pour une écologie intégrale" (2014), prywatnie mąż i ojciec, mieszka w podparyskim Dreux. (wszystkie teksty tego autora)

Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

NAGRODA DLA WYTRWAŁYCH

OPOWIEDZ MI O KUCHNI

KONSEKWENCJE

ISLAM, OPÓR, PRZEMOC

CO NALEŻY DO BOGA?


komentarze



Facebook