Archwium > Numer 512 (04/2016) > Kaziu, zakochaj się > NIGDY NIE MOŻNA DOBRZE TRAFIĆ

NIGDY NIE MOŻNA DOBRZE TRAFIĆ
Chcielibyśmy żyć w przekonaniu, że składamy przysięgę raz na całe życie. Tymczasem ciągle musimy dokonywać wyboru. Rzeczywistość zmienia się bardzo dynamicznie, my się zmieniamy i stajemy przed sobą coraz bardziej prawdziwi.

FOT. PEXELS.COM


Anna Sosnowska: Skąd mamy wiedzieć, że to ten jedyny albo ta jedyna?

Lena Wojdan: Skąd mamy wiedzieć? Przecież pani już wie, niedługo będzie pani obchodzić pierwszą rocznicę ślubu, więc to ja mogłabym zapytać, po czym pani poznała, że pani mąż to właśnie ten facet?

Zamieniamy się rolami?

To może być ciekawe.

Zaczęło się od tego, że niespodziewanie, w okolicznościach, których nigdy byśmy sobie nie wymyślili, wpadliśmy na siebie. I od razu zwróciliśmy na siebie uwagę. Polubiliśmy się i do dziś bardzo się lubimy. Przeszliśmy razem próbę wielu dość poważnych życiowych kłopotów. W ten sposób nam wyszło, że mamy szansę na udaną wspólną przyszłość.

Czyli mieliście czas, mogliście pooglądać siebie w różnych sytuacjach, okazać sobie wierność i zaufanie. Ale jednak ten pierwszy impuls też był bardzo ważny, prawda? Rozmawiałam niedawno z młodym małżeństwem i oni opowiedzieli o swoim pierwszym spotkaniu, o tym, jak doświadczyli jakiejś dziwnej siły przyciągania, było to coś trochę poza nimi. Kiedy siebie pierwszy raz zobaczyli, poczuli wzajemne zaciekawienie i przymus bliższego poznania.

Na ile warto wierzyć takim intuicjom, poruszeniom serca, a na ile powinniśmy je kwestionować?

Te poruszenia serca mogą być prawdziwe, ale żeby to stwierdzić, potrzebujemy czasu i uważnego przyglądania się im, bo one bywają niekiedy naprawdę zagadkowe. To jest proces, na który powinniśmy sobie pozwolić. Dziewczyna z tego małżeństwa, o którym wspomniałam, powiedziała coś, co jest też moim doświadczeniem: Poczuła, że spotyka właśnie kogoś ważnego, ale on był tak kompletnie inny! I właściwie sama się sobie dziwiła, bo w pewnym sensie poszła za tym, czego nie chciała. Ten mężczyzna nie spełniał jej standardów – ideału przyszłego męża, a jednocześnie tak ją do niego ciągnęło! Powiedziała jeszcze: Miałam wrażenie, że ten człowiek, chociaż taki markotny i wycofany, szuka jakiejś prawdy, ma w sobie głębię. Wydaje mi się, że czasami zachowujemy się tak, jakbyśmy widzieli niewidzialne, jakby oczy naszej duszy sięgały trochę dalej. Przeczuwamy, że w tym kimś, kogo spotykamy, został złożony jakiś diament, coś, co nas przyciąga, co tak bardzo chcemy poznać, czego chcemy dotknąć, zbliżyć się do tego.

A zbliżając się, mamy szansę na weryfikację, czy to jest „to”, czy jednak nie?

Pierwsze poruszenie, pierwsza miłość są bardzo ważne i dobrze, żeby trwały jak najdłużej – chociażby jako dobre wspomnienie, które wciąż będzie stanowić pokarm dla związku. A jednocześnie powinniśmy dać sobie czas na sprawdzenie się w tej nowej, emocjonującej relacji. Niekiedy to się dzieje w zupełnie prozaicznych sytuacjach – np. nagle ktoś bierze mój ciężki plecak, co można też odczytywać symbolicznie. Związek jest przecież wyzwaniem, drogą, w którą wyruszamy, jeśli chcemy wchodzić w coraz głębszą relację. Napotkamy na tej drodze różne trudności, będziemy się zmagać każde ze sobą samym i ze sobą nawzajem. Dlatego warto odkryć wspólnie jakąś siłę napędową, która pomoże nam przejść kolejne etapy.

Co może nią być?

Kiedy ludzie są zakochani, wpatrują się w siebie. Kiedy miłość dojrzewa, są już w stanie razem patrzeć w tym samym kierunku i widzieć to coś, co ich łączy. Dla pary, o której mówiłam, była to tęsknota za tym, co nieprzemijające i prawdziwe. Tak to ładnie nazwali. Potem ci ludzie – wcześniej bardzo zaskoczeni tym, w ilu rzeczach są podobni – zaczęli też odkrywać między sobą różnice i musieli zmierzyć się z pytaniem, czy są w stanie przyjąć siebie z tymi różnicami. Okazało się, że mimo tych różnic ciągle ich coś łączy i nadal mają przed oczami „to coś” wspólnego. Różnice zaczęli postrzegać jako napęd do rozwoju – oparli się już nie tylko na tej początkowej sile przyciągania, ale także na sile napędzającej rozwój. I wciąż nie wiedzieli, skąd i dlaczego, ale wiedzieli, że to jest właśnie to, że chcą być razem i dalej siebie poznawać. W pewnym momencie poczuli coś bardzo ważnego – że mają także siłę, by w tym wytrwać. Akurat oni – wbrew swojemu środowisku – postawili bardzo mocno na sakrament.

Ciekawe, że pani, jako psycholog, nie przedstawia sprawy w ten sposób: jedna konstrukcja psychologiczna przyciągnęła adekwatną drugą konstrukcję psychologiczną, tylko zostawia pani sporo miejsca dla metafizyki.

Bo to wynika z mojego doświadczenia i życiowego, i zawodowego. 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Lena Wojdan - psycholog, absolwentka UW, certyfikowany psychoterapeuta Europejskiego Stowarzyszenia Psychoterapii (EAP) i Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich. Ukończyła czteroletnie szkolenie w zakresie psychoterapii w Laboratorium Psychoedukacji oraz w podejściu ISTDP (Krótkoterminowa Intensywna Psychoterapia Psychodynamiczna). Współpracuje z ośrodkiem "Odwaga" w Lublinie. Prowadzi psychoterapię indywidualną i grupową. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Anna Sosnowska - ur. 1979, absolwentka studiów dziennikarsko-teologicznych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, współautorka książki "Zioło-lecznictwo, czyli wywary na przywary", wcześniej związana z kanałem religia.tv, gdzie prowadziła programy "Kulturoskop" oraz "Motywacja jest kobietą". Redaktor naczelna portalu Aleteia. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

DROGA W NIEZNANE

DLACZEGO CHCEMY BYĆ ZE SOBĄ?

W BIAŁYCH RĘKAWICZKACH

KIEDYŚ CIĘ ZNAJDĘ

NAWRÓCENI NA SLOW LIFE


komentarze



Facebook