PATRZĄC NA LWY

Opuściłem na chwilę śląską prowincję. Siedzę w British Museum przed asyryjskimi płaskorzeźbami z VII w. p.n.e. przedstawiającymi polowanie na lwy. To taki kącik w tej części ekspozycji, do którego dociera mniej oglądaczy. Można w zachwycie posiedzieć. Dwa metry przede mną sceny śmierci lwów. Zwłaszcza od jednego nie umiem oderwać oczu. Przebity trzema strzałami, z których jedna najwyraźniej tkwi w kręgosłupie, wlecze za sobą bezwładne tylne łapy. I ryczy. Nie wiem, czy jeszcze groźnie, czy już tylko z bezsilnej rozpaczy.

Ale to nie będzie felieton o wrażeniach estetycznych. Ani o tym, że Wielka Brytania może teraz przypominać trochę takiego lwa… Oprócz zachwytu natrętnie towarzyszy mi myśl o miejscach, z których te przepiękne rzeczy zostały zabrane. I o okolicznościach, które temu towarzyszyły.

Od miesięcy toczy się w Polsce debata o uchodźcach. O tym, czy, jak i których przyjmować. Jak się zabezpieczyć przed terroryzmem itd. Debata prowadzona zwykle z pozycji dobrych niewinnych Polaków – chrześcijan zagrożonych przez zły, drapieżny islam. Oczywiście – Polska przeszła przez fazę bezpośredniej walki z ekspansją muzułmańskich ludów. W głowach nam to siedzi, zwłaszcza w sienkiewiczowskiej wersji. Jeśli jednak przynależymy kulturowo do kręgu zachodniego chrześcijaństwa, to warto, żebyśmy zerknęli na drugi koniec kija.

Nie wiem, czy to głównie za sprawą chrześcijaństwa kultura europejska w pewnym momencie zyskała przewagę technologiczną nad innymi. Historycy kultury zapewne jeszcze długo będą się o to spierali. Niemniej prawdziwość chrześcijańskiego objawienia, a (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

CELEBROWANIE SZTYGARA

DO UMIŁOWANYCH ŚWIĘTYCH

BEZ CHECHRANIO

LAUDATO SI' I EZT

ŁONO


komentarze



Facebook