NIE UDAWAĆ BOGA

Czy to prawda, że Kościół złagodził swoją negatywną moralną ocenę samobójstwa?­ – zapytał jeden z czytelników. Odpowiedź jest krótka: Nie. Kościół nie zmienił swojej nauki na temat moralnego zła samobójstwa. Jego pogląd na ten temat jest trwały i niezmienny.

W Evangelium vitae Jan Paweł II pisał: „Samobójstwo jest zawsze moralnie niedopuszczalne w takiej mierze, jak zabójstwo. Tradycja Kościoła zdecydowanie je odrzucała jako czyn zdecydowanie zły […] z obiektywnego punktu widzenia samobójstwo jest aktem głęboko niemoralnym, ponieważ oznacza odrzucenie miłości do siebie i uchylenie się od obowiązku sprawiedliwości i miłości wobec bliźniego, wobec różnych wspólnot, do których się należy i wobec społeczeństwa jako całości”1.

Zmiana nauczania?

Katechizm Kościoła katolickiego uczy: „Samobójstwo zaprzecza naturalnemu dążeniu istoty ludzkiej do zachowania i przedłużenia swojego życia. Pozostaje ono w głębokiej sprzeczności z należytą miłością siebie. Jest także zniewagą miłości bliźniego, ponieważ w sposób nieuzasadniony zrywa więzy solidarności ze społecznością rodzinną, narodową i ludzką, wobec których mamy zobowiązania. Samobójstwo sprzeciwia się miłości Boga żywego”2.

Widzimy więc, że nauczanie Kościoła jest absolutnie jasne i nie pozostawia wątpliwości – czyn samobójczy jest zawsze moralnie niedopuszczalny. Skąd więc się wzięło przeświadczenie, że Kościół zmienił zdanie w sprawie tak wielkiej wagi? Myślę, że ta błędna opinia wynika z nieporozumienia, które polega na pomieszaniu dwóch porządków: obiektywnego i subiektywnego. Otóż, jest niewątpliwie prawdą, że Kościół dostrzegł złożoność subiektywnych uwarunkowań samobójczych czynów. To pociągnęło za sobą przekonanie, że – cytując jeszcze raz Katechizm Kościoła katolickiego – „ciężkie zaburzenia psychiczne, strach lub poważna obawa przed próbą, cierpieniem lub torturami mogą zmniejszyć odpowiedzialność samobójcy”3. Jan Paweł II uczy zaś, że: „określone uwarunkowania psychologiczne, kulturowe i społeczne mogą skłonić do popełnienia czynu tak radykalnie sprzecznego z wrodzoną skłonnością każdego człowieka do zachowania życia, łagodząc lub eliminując odpowiedzialność subiektywną”4.

Czym innym jest jednak obiektywna ocena jakiegoś czynu, czym innym subiektywna odpowiedzialność popełniającego ten czyn. Zwróćmy uwagę, że do sfery subiektywnej, a więc do rozmaitych sił i ciśnień, które oddziałują na psychikę samobójcy, nasz poznawczy dostęp jest dalece ograniczony. Jedynie Bóg – Sprawiedliwy Sędzia ma wgląd we wszystkie subiektywne uwarunkowania i jedynie On może wydać ostateczny wyrok, biorąc pod uwagę całą plątaninę motywów i przyczyn. Ponieważ nie mamy wyczerpującego poznawczego dostępu do tego wewnętrznego świata, nie wolno nam udawać Pana Boga i wydawać wyroków w taki sposób, jakbyśmy byli zdolni do rzetelnej oceny konkretnych przypadków. Nie wolno nam więc mówić: „W tym konkretnym przypadku samobójstwo jest zrozumiałe, a nawet pożyteczne, ponieważ Kościół uczy, że przy niektórych splotach wydarzeń i zejścia się określonych uwarunkowań odpowiedzialność za ten czyn została całkowicie zniesiona. W tym konkretnym przypadku nie ma wątpliwości, że te uwarunkowania były właśnie takie, dlatego samobójstwo było czymś wprawdzie tragicznym, ale uzasadnionym i w ostatecznym rozrachunku dobrym”. Tego rodzaju myślenie świadczy o całkowicie nieuprawnionym i wręcz uzurpatorskim przekroczeniu granicy pomiędzy obiektywną oceną moralnej wartości czynu a oceną jego subiektywnych uwarunkowań. Prościej mówiąc, Kościół uczy, że samobójstwo jest zawsze czynem moralnie złym, ale osobista odpowiedzialność za podjęcie tego desperackiego kroku może być różna i zależy od rozmaitych czynników. Kościół wzbrania się jednak przed uznaniem, że jakieś okoliczności mogą sprawić, że samobójstwo stanie się czynem dobrym.

Zauważmy, że takie postawienie sprawy pozwala Kościołowi z jednej strony w bardzo ostrych słowach potępiać samobójstwo, z drugiej zaś nie tracić nadziei na wieczne zbawienie tych, którzy odebrali sobie życie. Ta nadzieja może być niesłychanie ważna na przykład dla rodzin, które dotknął dramat samobójstwa. Kościół przypomina więc o łagodzących lub nawet eliminujących odpowiedzialność za samobójstwo czynnikach nie po to, by w czymkolwiek relatywizować jego moralne zło, ale w tym celu, by nieść pociechę tym, którzy utracili kogoś, kogo kochali. Nie trzeba przypominać, jak wielki i długotrwały jest ból tych, którym samobójstwo odebrało kogoś bliskiego. Niekiedy samobójstwo naznacza piętnem cierpienia życie całej rodziny na długie lata. U ludzi wierzących jednym z ważnych elementów tego cierpienia jest troska o pośmiertny los utraconego człowieka. Co z nim będzie? Czy nie ma dla niego przebaczenia i na pewno zostanie potępiony? Kościół może odpowiedzieć: „Nie traćcie nadziei. Bóg zna wszystkie okoliczności i wewnętrzne poruszenia ludzkiego serca. W swoim nieskończonym miłosierdziu weźmie pod uwagę wszystkie łagodzące okoliczności, nawet te, o których nie możemy mieć najmniejszego pojęcia”. W tym duchu uczy Katechizm:

„Nie powinno się tracić nadziei dotyczącej wiecznego zbawienia osób, które odebrały sobie życie. Bóg w sobie wiadomy sposób może dać im możliwość zbawiennego żalu. Kościół modli się za ludzi, którzy odebrali sobie życie”5.

Niebezpieczeństwa niejasności

Chciałbym zwrócić uwagę na trzy główne przyczyny, dla których relatywizowanie nauki o moralnym złu samobójstwa jest szczególnie niewłaściwe:

1. Są wśród ludzi wierzących tacy, którym myśl o zakończeniu swojego życia przez samobójstwo towarzyszy nieustannie albo pojawia się co jakiś czas. Myśl ta czasami jest bardzo intensywna i stanowi źródło wielkiego cierpienia. Niektórych chrześcijan, na przykład zmagających się z depresją, opieranie się tym pokusom kosztuje niesłychanie dużo trudu. Jak muszą się czuć niosący ten krzyż, słysząc z ust swoich braci w wierze wypowiedzi relatywizujące zło samobójstwa? Czym innym jest gawędzenie o samobójstwie przez ludzi, którzy dobrze się czują w swojej skórze i traktują samobójstwo jako problem teoretyczny, a czym innym dla kogoś, dla kogo odebranie sobie życia jest realną, niosącą udrękę pokusą. Z całą pewnością nieodpowiedzialne dywagacje na temat samobójstwa nie przyczyniają się do umocnienia takich ludzi w ich walce. Jeśli słyszą od osób wierzących, że samobójstwo może być objawem odwagi, a nawet heroizmu, to co mają myśleć, skoro dotąd sądzili, że okazują męstwo wtedy, gdy się nie poddają i wybierają życie? Czy męstwem ma być więc rezygnacja z walki o życie? Chrześcijanom zmagającym się z pokusą odebrania sobie życia z całą pewnością nie pomagają więc stwierdzenia w stylu: „Samobójstwo wprawdzie nie jest dobrym rozwiązaniem, ale można sobie wyobrazić, że…”.

2. Powinniśmy chronić „absolutności”. Przypominajmy sobie nieustannie, że są takie rzeczy, których nigdy, a więc w żadnych okolicznościach, nie powinniśmy robić. Kościół jest bardzo przywiązany do przekonania, że istnieją takie złe uczynki, które nigdy nie mogą się stać dobre ze względu na towarzyszące im okoliczności. To są właśnie „absolutności”, a więc trwałe i niezmienne zasady postępowania. Świat, w którym nie ma „absolutności”, staje się światem płynnym, na przemian nudnym albo zbrodniczym, albo jednym i drugim równocześnie. Świat bez „absolutności” staje się nadto miejscem bezsensownym, w którym ludzie nie mogą znaleźć dla swojego życia żadnego oparcia i nie dążą do żadnego celu, który przerastałby ich samych. O dobru i złu zaczyna decydować bowiem ich własna – zmienna i słaba – wola. Relatywizowanie moralnego zła samobójstwa, zwłaszcza jeśli pochodzi od chrześcijan, jest szczególnie niepokojące, gdyż właśnie oni powinni przypominać światu o istnieniu „absolutności”.

3. Wagę jasnego komunikowania nauki Kościoła na temat zła samobójstwa można zobaczyć też z szerszej perspektywy. Wzrasta w Europie przyzwolenie na coś, co określa się mianem „samobójstwa wspomaganego”. Dostępność aborcji, wspomniane „samobójstwo wspomagane”, wreszcie eutanazja w sensie ścisłym tworzą na naszym kontynencie coraz mocniejszy klimat braku szacunku dla ludzkiego życia. Zaczyna być ono postrzegane jako „warte życia” tylko wtedy, gdy spełnia określone kwalifikacje. W tej otaczającej nas atmosferze katolicy powinni bronić życia i jasno wyrażać swoje stanowisko, w przeciwnym wypadku przez swoją bierność przyczynią się do umocnienia tych tendencji.



1  EV, nr 66.
 
2  KKK, nr 2281.
 
3  KKK, nr 2282.
 
4  EV, nr 66. Nauka ta znajduje się także w Katechizmie Kościoła katolickiego (nr 1735): „Poczytalność i odpowiedzialność za działanie mogą zostać zmniejszone, a nawet zniesione, na skutek niewiedzy, nieuwagi, przymusu, strachu, przyzwyczajeń, nieopanowanych uczuć oraz innych czynników psychicznych lub społecznych”.
 
5  KKK, nr 2283.
 

 


Mateusz Przanowski OP - ur. 1974, dominikanin, doktor teologii UKSW, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów w Krakowie, założyciel Dominikańskiego Studium Filozofii i Teologii, dyrektor Instytutu Tomistycznego. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

DOSKONAŁA MIŁOŚĆ USUWA LĘK

KŁOPOTY Z "OJCZE NASZ"

OSZUKAĆ BOGA

"ZŁO DOBREM ZWYCIĘŻAJ"

Większe dzieło


komentarze



Facebook