ŚWINIE I GAZELE
Nieodmawianie litanii czy różańca wcale nie oznacza słabej wiary. Wszystko zależy od tego, na jakim etapie życia duchowego aktualnie jestem. Nie wszyscy i nie od razu czytają Pismo Święte. Czy to znaczy, że mają słabą wiarę?

FOT. IAN DOOLEY / UNSPLASH.COM


 Roman Bielecki OP: Mówimy: Mam słabą wiarę albo małą wiarę, albo nie mam jej wcale. Nie znam nikogo, kto by powiedział, że ma wiarę mocną i pewną. Można tak mówić? Wiarę da się mierzyć?

ks. Grzegorz Strzelczyk: Jako takiej – w sensie jakiejś abstrakcyjnej rzeczywistości – pewnie nie. Podobnie jak miłości czy nadziei. Można natomiast mówić o wskaźniku wiary, jakim jest wpływ motywacji z nią związanych na moje życiowe decyzje. Dobrze to widać, kiedy się przeanalizuje swoją osobistą historię.

To znaczy?

Mniej więcej wiem, czym się kierowałem, podejmując decyzję pięć lat temu, a czym kieruję się dzisiaj. Mogę również określić, na ile przy podejmowaniu decyzji biorę pod uwagę wskazania Ewangelii. Także to, w jakiej mierze na moje wybory ma wpływ moja więź z Bogiem. Czy w ogóle pytam Boga przed podjęciem decyzji o to, czego On chce. Takie rzeczy jestem w stanie porównać. Jak było kiedyś, a jak jest teraz. Natomiast bałbym się porównywania między ludźmi, że ktoś ma wiarę większą albo mniejszą od mojej.

Wiara jest czymś, co się dzieje we mnie – jest związana z różnymi życiowymi doświadczeniami i działaniem Bożej łaski. To jest nieporównywalne. Bo w grę wchodzi i mój charakter, i moja historia życia, i rodzina, i moje przeżycia osobiste. I do tego jeszcze Boże obdarowanie.

Mówisz o tym, żeby się nie porównywać, ale przecież tak się nie da. Bo w ławce obok siedzi ktoś z pobożną miną, a koło mnie do komunii idzie ktoś, kto równie nabożnie wygląda. A ja…

Z porównań rodzi się zazdrość, bardzo często nieuzasadniona, bo nie wiemy, co siedzi w drugim człowieku. Albo oskarżanie się i wbijanie w poczucie winy. Albo pycha. Nie tędy droga. Poza tym, do czego miałoby prowadzić takie porównywanie? Ktoś jest ode mnie lepszy lub gorszy w pobożności. No i co z tego?

Żyjemy obok siebie, nie da się na siebie nie patrzeć.

Jedyny sens takiego patrzenia na czyjeś zachowanie to wstawiennictwo za grzesznika albo podpatrywanie przykładu życia świętego. Czy nie po to właśnie mamy świętych? Ludzi, którzy w sposób ponadprzeciętny pokazują jakiś element chrześcijaństwa. Patrzę na kogoś takiego, wiedząc, że sam, dajmy na to w dziedzinie cierpliwości czy miłosierdzia, nie jestem dobry. A on mi pokazuje, że można być lepszym.

Jak święty, to wiadomo – ma lepszą wiarę.

Nie, po prostu lepiej i bardziej wyraziście realizuje jakiś wymiar chrześcijaństwa, który i ja chciałbym naśladować.

Może właśnie to jest miernikiem wiary. Widzimy, że ktoś się modli, ktoś czyta Pismo Święte, ktoś się angażuje w pomoc ubogim. Ja tego nie robię, więc?

Nie, to pokazuje tylko jeden wymiar czyjegoś życia wiary. Przecież może być tak, że ktoś się dużo modli, a jednocześnie nie jest w stanie wyjść z jakiegoś grzechu. Albo dużo się udziela charytatywnie, a jednocześnie jest niepunktualny.

Trudno jednak zaprzeczyć, że element pobożnościowy jest dla wiary konieczny.

Oczywiście. Tylko czym innym jest porównywanie poziomu wiary, a czym innym stwierdzenie, że ktoś robi coś lepiej albo gorzej. To nie jest to samo.

Ale to są dostępne nam narzędzia. Odmawiam koronkę do Bożego Miłosierdzia albo nie odmawiam, odmawiam różaniec albo nie.

Być może jeszcze nie pomyślałem o tym, żeby odmawiać. Nieodmawianie litanii czy różańca wcale nie oznacza słabej wiary. Wszystko zależy od tego, na jakim etapie życia duchowego aktualnie jestem. Nie wszyscy i nie od razu czytają dzieła św. Tomasza z Akwinu albo św. Jana od Krzyża. Albo nawet Pismo Święte. Czy to znaczy, że mają słabą wiarę?

To nie zmienia faktu, że nadzwyczaj często można usłyszeć zdanie: Chciałbym mieć mocniejszą wiarę.

W porządku, ale teraz ja zadam pytanie. Czy kiedy ktoś mówi, że chciałby mieć wiarę mocniejszą, to ma na myśli mocniejszą niż ktoś inny ją ma, czy mocniejszą niż sam ma w tej chwili? Bo wydaje się, że zwykle chodzi o ten drugi przypadek. Czyli na przykład widzę, że grzeszę, że nie potrafię się zebrać do modlitwy, że moja motywacja zatrzymuje się w pół kroku i nie jestem konsekwentny w działaniu. I chciałbym mieć większą wiarę, to znaczy chciałbym mieć silniejszą motywację, większe otwarcie na Boże działanie. To jest jak najbardziej naturalne i nie ma w tym nic złego, żeby prosić Pana Boga w takim wypadku o silniejszą wiarę.

Spójrzmy jednak od innej strony. Ktoś mówi, że chciałby mieć mocniejszą wiarę, to znaczy chciałby umieć odpowiadać na zarzuty, które słyszy w pracy, a które są stawiane pod adresem Kościoła i ludzi wierzących. Mówi: Moja wiara jest słaba, bo nie umiem na nie odpowiadać.

To znowu dwa aspekty wiary. Jeden jest bardziej intelektualny i związany jest z treścią wiary, czyli z tym, w co wierzymy. A drugi dotyczy zaufania.

Człowiek, który głęboko ufa Bogu, niekoniecznie potrafi wyjaśnić to, w co wierzy. Bo to jednak kwestia pewnego ćwiczenia intelektualnego, które może być pomocne do głębokiego wierzenia, ale nie jest do niego konieczne. Ludzie, którzy nie mają porządnego wykształcenia teologicznego, mogą żyć niezwykle głęboką relacją do Boga, a jednocześnie mieć problem z uzasadnieniem nadziei, która w nich jest – jak to mówi w swoim liście św. Piotr (1 P 3,15) – są bezradni, bo nie zainwestowali w wymiar intelektualny albo zwyczajnie nie mają zdolności, żeby w niego zainwestować.

I nie powinni sobie z tego powodu robić wyrzutów?

To zależy, czy nie mają narzędzi, czy im się nie chciało. Jeśli im się nie chciało, to powinni się nawrócić.

A jeśli nie mają narzędzi?

Wtedy powinni się modlić za tych, którym nie potrafią wyjaśnić własnej wiary.

No dobrze. To był element zaufania. A co z elementem intelektualnym?

On jest jednak mniej ważny.

Dlaczego?

Bo najpierw jest przylgnięcie sercem i zaufanie Bogu, a dopiero potem umiejętność wytłumaczenia, dlaczego ufam. Ufam Osobie, niekoniecznie mając gotową teorię na temat powodów tego zaufania. Bogu chodzi raczej o nasze zaufanie lub, innymi słowy, o wiarę ufającą, która działa przez miłość, niż o wiarę uzasadniającą. Ta druga jest przydatna i pomocna w Kościele, ale naprawdę nie jest najważniejsza.

No ale wiara bierze się ze słuchania.

To prawda, ale ze słuchania o czym? Uzasadnień czy świadectwa o tym, czego doświadczyłem? Najczęściej, kiedy ktoś jest atakowany i nie potrafi odeprzeć zarzutów, to jeszcze nie znaczy, że nie potrafi opowiedzieć o swoim wewnętrznym doświadczeniu Boga. Obawiam się, że łatwiej włącza nam się odruch obronny, a lepiej by było, żeby dominowało świadectwo…

Wiara rodzi się ze świadectwa. Apologia i głoszenie to nie to samo. Obrona wiary to wymiar konieczny w życiu Kościoła, ale nie każdy musi się tym sprawnie zajmować. Natomiast świadectwo to jest coś, co powinno wychodzić od każdego i nie wymaga oprzyrządowania intelektualnego.

Ale wymaga doświadczenia. I to też jest aspekt mierzenia wiary. Co z tymi, którzy nie mają doświadczenia Boga?

Są jeszcze przed tym bonusem, czyli czymś, co jest dopalaczem wiary.

Co przez to rozumiesz?

Chociażby sytuację z życia św. Pawła pod Damaszkiem. Ta scena pokazuje, że czasem Bóg musi dotknąć człowieka, żeby on zaczął żywo wierzyć. To może przyjść na różne sposoby. Normalna droga prowadzi przez uszy, czyli ktoś mi opowiada wiarę i to porusza we mnie strunę, dzięki której ja zaczynam wierzyć. Ale to może być też doświadczenie wewnętrzne. A nawet połączone, w tym sensie, że mam jakieś wewnętrzne pragnienie, a ktoś poprzez opowiadanie naświetla mi, co się we mnie dzieje.

Przykładem niech będzie biblijna historia (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz (wszystkie teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

WYNOKWIANIE

EKLEZJOLOGIA, GŁUPCZE!

FUSBALORZE

BAJLAGA

MANIFESTOWAĆ CZY GŁOSIĆ?


komentarze



Facebook