DONOS NA DOMINIKANINA
Żadna wspólnota, grupa, rodzina, czy to ta sprzed 600 lat, czy ta z XXI wieku, nie jest wolna od konfliktów i wzajemnych poranień. Jezus widział to nawet wśród swoich uczniów. Dlatego zostawił instrukcję rozwiązywania problemów międzyosobowych.

FOT. EDUARDO SANCHEZ / UNSPLASH.COM


 Maciej Muller: Denuncjacja. Ohydne słowo, które źle nam się kojarzy. A my mamy rozmawiać o denuncjacji jako narzędziu służącym nawróceniu…

Tomasz Gałuszka OP: Lubimy trudne tematy, więc zajmiemy się również donosem lub – bardziej elegancko – denuncjacją jako środkiem, który zalecał sam Jezus.

Jezus kazał donosić?

Denuncjacja ma swoje źródło w ewangelicznym nakazie upomnienia braterskiego (correctio fraterna). Według słów Chrystusa: „Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy (…). Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi!” (Mt 18,15–17). W doktrynie Kościoła correctio fraterna interpretowano jako wyraz miłości i sprawiedliwości wobec bliźniego. Tomasz z Akwinu poświęcił temu zagadnieniu osobną kwestię w swojej Sumie teologii, w której wyjaśnił, że napomnienie braterskie jako obowiązek nakazany przez przykazanie jest dwojakiego rodzaju. Pierwsze, rozumiane jako akt miłości, zmierza do poprawy grzesznika. Do takiego napomnienia wezwani są wszyscy chrześcijanie, bez względu na stan i sprawowane funkcje. Drugi typ napomnienia wynika nie tylko z miłości wobec grzesznika, ale również z chęci przywrócenia porządku we wspólnocie oraz naprawy krzywd wyrządzonych przez czyny grzesznika. W obu wypadkach napomnienie powinno się odbyć w porządku podanym przez Ewangelię, czyli najpierw w cztery oczy, a następnie w obecności kilku świadków. Dopiero gdyby te wysiłki okazały się nieskuteczne, należało się odwołać do denuncjacji. Gdyby zaś i ta nie przyniosła poprawy grzesznika, Tomasz zalecał pozostawienie sprawy osądowi samego Boga.

Czyli donosiciel średniowieczny to człowiek godny szacunku?

Dzisiaj określenie „donosiciel” ma jednoznacznie negatywne znaczenie, kojarzy się z krętactwem, tchórzostwem i cechą ludzi słabych. W średniowieczu donosiciel, w tym dobrym tego słowa znaczeniu, nie był człowiekiem słabym, lecz raczej konsekwentnym. Widzimy tu, jak bardzo nasze czasy się różnią od średniowiecza – epoki ludzi wychowywanych we wspólnocie. W społeczeństwie średniowiecznym wszyscy byli ze sobą powiązani, tworzyli jedno ciało Kościoła – i czuli się wzajemnie odpowiedzialni za swoje zbawienie. Jeżeli ktoś upadnie, pociągnie za sobą innych: dlatego ludzie średniowiecza patrzyli na siebie nawzajem uważnie i z troską. I wyrazem takiej troski, choć nieprzyjemnym i ostatecznym, był między innymi donos.

Średniowieczny donosiciel musiał znaleźć odpowiednią władzę, do której się należało zwrócić i liczyć się nawet z upublicznieniem swojego nazwiska.

O czym donoszono? O przestępstwie?

Nie, przestępstwom poświęcona była procedura skargowa lub inkwizycyjna. Denuncjacja dotyczyła czynów grzesznych, które nie były jednak wykroczeniami ani cięższymi przestępstwami. Musimy tu dokonać podziału na donosy sądowe i ewangeliczne. Jeżeli się dowiadujesz o przestępstwie pedofilii, jesteś zobowiązany donieść o nim właściwym organom, a jeśli tego nie uczynisz, sam obciążysz się odpowiedzialnością. To jest donos sądowy, który istniał także w średniowieczu. Święty Tomasz z Akwinu był przekonany, że w przypadku przestępstw, zdrady i tym podobnych spraw należy donieść – i wtedy można pominąć etapy correctio fraterna. W przypadku donosu ewangelicznego nie wolno było pominąć wspomnianych etapów ewangelicznego upomnienia braterskiego.

Nie było w tym hipokryzji? Kiedy dzisiaj komuś powiemy: „Doniosłem na ciebie dla twojego dobra” – z daleka zalatuje to obłudą.

Niewątpliwie. I w średniowieczu przytoczone przez ciebie zdanie także byłoby szokujące – o ile dotyczyłoby donosu ewangelicznego z pominięciem dwóch pierwszych kroków correctio fraterna. Jeśli widzisz czyjś grzech i zamiast mu o tym powiedzieć, biegniesz do jego przełożonego – sam zaciągasz winę. To znamienne, że akurat w tym fragmencie Ewangelii Chrystus wyraził się w sposób niezwykle konkretny, nie uciekając się do przypowieści i metafor. Pokazał jasno, że są sprawy, w których załatwianiu należy zachować ściśle określony porządek. To taka instrukcja postępowania w sytuacji kryzysowej. Denuncjacja może przynieść dobre skutki tylko wówczas, kiedy jest ostatnim etapem procedury. Jeżeli w bliskich nam czasach doszło do wypaczenia idei denuncjacji, to zdarzyło się to ze względu na zagubienie tego porządku. Obecnie ludzie często zaczynają rozwiązywanie spraw i problemów od końca, zamiast spokojnie zastosować choćby moją ulubioną zasadę z Alicji w Krainie Czarów: „Zacznij na początku, później idź aż do końca i tam się zatrzymaj”.

Czy osoba zadenuncjowana miała poczucie, że zrobiono to dla jej dobra?

Weźmy przykład osoby uwikłanej w jakiś nałóg, której choroba powoduje cierpienie całej rodziny. Tego człowieka wręcz należy przymusić do leczenia w zamkniętym ośrodku. Warto przypomnieć historię sparaliżowanego, którego czterej przyjaciele zanieśli do Chrystusa i na linach spuścili przez dach przed Jego oblicze (Mk 2,1–12). Nie wiemy, czy chory tego chciał. Dla przyjaciół było jasne, że trzeba mu pomóc wszelkimi dostępnymi środkami. Podobnie tłumaczono w średniowieczu motywację doniesienia inkwizycji na heretyka. Wypływała ona z troski o zbawienie tego człowieka i o dobro Kościoła jako całości – bo grzech tego człowieka zatruwa całą wspólnotę. Denuncjacja mogła stanowić ostatnią szansę na to, żeby kogoś ocalić, nawet wbrew niemu samemu. Co ważne, z procedury wskazanej przez Chrystusa jasno wynika, że (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Gałuszka OP - ur. 1978, dominikanin, dr hab. historii, dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wicedyrektor Instytutu Historii oraz kierownik Katedry Historii Starożytnej i Średniowiecznej UPJPII, sekretarz Międzynarodowej Komisji Studiów nad Chrześcijaństwem Polskiej Akademii Umiejętności, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów, autor kilku książek, m.in. Inkwizytor też człowiek i Badania nad Biblią w XIII wieku, oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

NIEBO ZA 9,99

MĘCZENNIK NAUKI

Magia jako herezja

SZAFRANOWY CHŁOPIEC

KIM NIE BYŁ ŚWIĘTY DOMINIK


komentarze



Facebook