Archwium > Numer 533 (01/2018) > Felietony > PRZYKRYWANIE LUTRA

PRZYKRYWANIE LUTRA

Rzecz dzieje się na pewnym śląskim uniwersytecie. W związku z pięćsetleciem wystąpienia Marcina Lutra zorganizowano konferencję naukową. Na plakacie ją zapowiadającym widnieje rzecz jasna podobizna reformatora. Któregoś dnia przyglądam mu się uważnie i mam wrażenie, że coś się nie zgadza. Po chwili wszystko jest jasne: czarno-białą podobiznę Lutra zaklejono kolorowym portretem Tomasza z Akwinu. Czuję, jak dopada mnie ambiwalencja…

Pierwsze skojarzenie było zdecydowanie radosne: duch inteligentnego happeningu w ludzie studenckim nie umarł! Ale drugie było już mniej radosne – a co, jeśli to nie jest niewinny happening, tylko przejaw integrystycznego wzmożenia katolickiego, któremu przeszkadza sam widok Marcina Lutra?

Pomyślałem, że jeszcze kilkanaście lat temu ta druga myśl pewnie by mi w ogóle nie zaświtała w głowie. Bo klimat był inny. Nie było mody na antyekumenizm. Nie było w polskim Kościele instytucji i mediów wspierających takie postawy.

Nie będę tu analizował, dlaczego klimat wokół ekumenizmu się zmienił. Przyczyn jest pewnie wiele. Ale nie można przejść obojętnie wobec tego, co w ostatnich miesiącach wyszło z ust, spod piór i z klawiatur niemałej rzeszy katolików i jeśli nie jest błądzeniem w nieświadomości, to stanowi grzech przeciwko jedności Kościoła – ubrany dla niepoznaki w pozór głoszenia „prawdy o Lutrze i reformacji”. Właśnie: w pozór głoszenia prawdy. Bo przytaczanie faktów kompromitujących reformatorów przy jednoczesnym przemilczaniu symptomów choroby, która toczyła łaciński Kościół w wiekach poprzedza (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Strzelczyk - prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog, proboszcz (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

I HAVE A DREAM

NIEDOBORY

PRZY BIGLOWANIU KOSZUL

NA GRUBIE

TROWA


komentarze



Facebook