WRACAJĄC Z ALEKSANDRII
Spowiedź generalna nie jest poprawianiem czegokolwiek, jest poszerzaniem horyzontów, jest pogłębianiem rozumienia, a przede wszystkim jest pomocą w tym, by inaczej patrząc na swoje grzechy, inaczej patrzeć na siebie i swoje relacje z Panem Bogiem.

FOT. YANG MIAO / UNSPLASH.COM


Wojciech Ziółek SJ

Byłem młodym, trzydziestotrzyletnim duszpasterzem akademickim, z trzyletnim stażem kapłaństwa, wielkimi pragnieniami w sercu (które już wtedy było „po przejściach”), z niedającymi się uczesać, sterczącymi we wszystkie strony włosami na głowie i takimi samymi myślami i pomysłami w tejże głowie. Na wielkopostne rekolekcje akademickie przyjechał do nas nasz współbrat, świętej i nieodżałowanej pamięci o. Piotr Lenartowicz – jezuita, lekarz, filozof, kapitan żeglugi jachtowej i wybitny rekolekcjonista. Duże życiowe doświadczenie, spokojna i nienarzucająca się mądrość, zadbana siwa broda i głęboki męski głos, którym bardzo cicho, niemal szeptem mówił prościuteńkie słowa, wnikające w serce jak rosa w mech – niezauważalnie, ale skutecznie. Jego rekolekcje zatytułowane „Rozmowy o Panu Bogu” były przepięknym opowiadaniem o Bożej przebaczającej miłości, wciąż szukającej słabego i kruchego, ale przecież tęskniącego za dobrem człowieka. O tym opowiadał w kościele i o tym rozmawiał podczas grupowych i indywidualnych spotkań ze studentami.

Któregoś dnia, pod koniec rekolekcji, siedzieliśmy razem w refektarzu, tylko my dwaj. Ojciec Piotr był po serii indywidualnych rozmów i spowiedzi z naszymi studentami. Siedząc za stołem, delikatnie – tak jak tylko on potrafił – zaczął: „Proszę ojca, nie wiem, czy się ojciec ze mną zgodzi i proszę nie odbierać tego, co powiem, jako zarzutu do sposobu, w jaki formujecie tutaj waszych studentów, ale po rozmowach z nimi odnoszę wrażenie, może mylne, że oni wciąż odbierają grzech w kategoriach jedynie negatywnych. A przecież grzech, dzięki Panu Bogu i Jego łasce…”. I tu nastąpił niezwykle piękny i głęboki Piotrowy miniwykład o tym, że Pan Bóg wykorzystuje nasz grzech do tego, by tym wyraźniej pokazać zwycięską siłę swej przebaczającej miłości. Słuchałem w ciszy. Po pierwsze dlatego, by jak najwięcej zapamiętać, bo mówił niezwykle interesująco, a po drugie, by nic mi nie umknęło, bo – jak zwykle o tym, co najważniejsze – mówił bardzo cicho. Po skończonym posiłku ani moje włosy, ani moje myśli nie stały się bardziej uczesane, ale brwi bardzo mi się podniosły ze zdziwienia i z zachwytu nad cudem odkupienia.

Mozaika z kawałków potłuczonej wazy

Wspominam tę rozmowę i piszę o niej, bo jako – niestety – doświadczony grzesznik wiem, jak ważne i jednocześnie jak trudne jest spojrzenie na własny grzech oczami Pana Boga. A bez tego spojrzenia nie ma (bo nie może być) mowy o żadnym nawróceniu. Bo nawrócenie to nie jest przyjście do Pana Boga z prośbą, by miłosiernie popatrzył na moje grzechy i przebaczył je. Nie. Nawrócenie to jest przyjście do Pana Boga z podziękowaniem za to, że spojrzawszy miłosiernie na moje grzechy, uwolnił mnie od tego, bym – nieustannie je rozpamiętując – wciąż do nich wracał, „jak pies do wymiocin” (por. Prz 26,11).

Nigdzie nie doświadczamy tego miłosiernego Bożego spojrzenia bardziej niż w sakramencie pokuty. To jest jego najgłębszy sens. Nie chodzi w nim przecież o swego rodzaju reset, który sprawia, że znów stajemy przed Panem Bogiem z czystym kontem i bez żadnych długów. Chodzi o tak bliskie spotkanie z przebaczającym Jezusem, że Jego wzruszająca czułość nie pozwala już na beznadziejne rozpaczanie nad swymi grzechami – do czego zawsze jesteśmy kuszeni przez Oskarżyciela – ale każe patrzeć na grzech jak na część mojej osobistej historii zbawienia, jak na rozbitą przez nas kosztowną wazę, z kawałków której Pan Bóg ułożył jednak tak śliczną mozaikę, że nie można od niej oczu oderwać. I nie można już dłużej – mimo że wciąż to kusi – postrzegać grzechu w kategoriach jedynie negatywnych. Bo choć nigdy nie przestanie on być tragicznym złem, to przecież dzięki Bożemu przebaczeniu otrzymanemu w sakramencie pokuty stać się on może miejscem kontemplacji. Ale nie kontemplacji naszej ludzkiej słabości i nędzy, tylko Bożej miłości i zwyciężającej wszystko łaski.

Głębsze poznanie swoich grzechów

Szczególnym środkiem pomagającym w takiej kontemplacji i w takim patrzeniu na własne grzechy może się stać spowiedź generalna, obejmująca albo całe dotychczasowe życie człowieka, albo czas od ostatniej spowiedzi generalnej. Piszę, że „może się stać”, bo spowiedź generalna to narzędzie duchowe, ważne i skuteczne, ale tylko narzędzie. Narzędzie, które powinno być używane jak wszystkie inne o tyle, o ile pomaga w osiągnięciu celu, czyli wdzięcznej kontemplacji działania Bożego w moim życiu. Do spowiedzi generalnej nigdy nie można zmuszać, czy nawet zbyt natarczywie do niej zachęcać. Ona musi się odbywać w absolutnej wolności. Nie tylko dlatego, że dotykamy spraw najdelikatniejszych, gdzie jakakolwiek presja może spowodować (i powoduje!) bolesne zranienia, ale też dlatego, że każdy jest inny i to, co służy jednemu, niekoniecznie może być dobre dla kogoś innego. Jak zwykł mawiać św. Ignacy, „jest rzeczą wielce niebezpieczną prowadzić wszystkich do doskonałości tą samą drogą; taki człowiek nie rozumie, jak różne i jak liczne są dary Ducha Świętego”.

Właśnie, Ignacy. Nie sposób mówić czy pisać o praktyce spowiedzi generalnej bez odniesienia się do Ignacego Loyoli, wielkiego propagatora tego duchowego narzędzia. W Ćwiczeniach duchownych pisze on, że „ten, co dobrowolnie chce odprawić spowiedź generalną, znajdzie w niej, między wieloma innymi korzyściami, te trzy tutaj podane”: po pierwsze będzie mógł odczuć większy żal za grzechy i za niegodziwości swego życia; po drugie będzie mógł uzyskać głębsze poznanie swoich grzechów i odnieść z tego większy pożytek; i po trzecie wreszcie (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Ziółek SJ - ur. 1963, jezuita, uratowany grzesznik, teolog biblijny, duszpasterz. W latach 2008-2014 prowincjał krakowskich jezuitów. Wcześniej wieloletni duszpasterz akademicki. Obecnie pracuje jako proboszcz w jezuickiej parafii w Tomsku na Syberii. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

... CZEKANIA NA NIKOGO

BO JEST W NIM PAN JEZUS

SMAK DOBRA

TWOJA KOLEJNA PORAŻKA

NA MOJE SZCZĘŚCIE


komentarze



Facebook