ŚWIĘTY TOMASZ SIĘ GOTUJE
Najpierw stracił palec, potem odcięto mu głowę i rękę. Na koniec bracia wsadzili go do gara. Papież ostro zareagował i zakazał takich praktyk. Uznał, że jest to obrzydliwe dla żyjących i obraźliwe dla Boga.

FOT. WIKICOMMONS


Maciej Muller: W Imieniu róży Umberta Eco jest taki fragment, w którym stary brat Jorge z Burgos wspomina swojego opata, mówiąc: „Abbon był synem pana z okolicy, wyrósł w opactwie Fossanova, pacholęciem będąc asystował Świętemu Tomaszowi, kiedy ten tam marł, i czuwał nad przeniesieniem wielkiego ciała w dół po schodach wieży, bo nie udawało się znieść zwłok”. Tyle fikcja literacka. Czy Tomasz naprawdę był w opactwie cysterskim?

Tomasz Gałuszka OP: Tak. Poszedł tam umrzeć, po tym jak kilka miesięcy wcześniej, 6 grudnia 1273 roku namacalnie doświadczył obecności Boga.

To znaczy?

Tomasz nie był wylewny w opowieściach o swoich doznaniach wewnętrznych, więc do końca nie wiemy, jak to wyglądało. W końcu pochodził z rodu rycerskiego i był z natury powściągliwy. Jednak to, co się wydarzyło tamtego grudniowego dnia, musiało nim bardzo wstrząsnąć, bo oznajmił swoim sekretarzom, że nie jest w stanie już nic więcej napisać. Gdy jeden z nich zapytał go dlaczego, Tomasz miał powiedzieć, że w porównaniu z tym, co właśnie zostało mu objawione, wszystko, czego dokonał wcześniej, zdaje mu się niczym wymłócona słoma.

Rzeczywiście zaprzestał działalności?

Nie. Był znaną i cenioną osobą, cieszył się ogromnym szacunkiem jako teolog. Papież Grzegorz X poprosił go, by wystąpił jako ekspert na zbliżającym się Soborze Lyońskim II w 1274 roku w sporze pomiędzy Kościołem Wschodu i Zachodu o pochodzenie Ducha Świętego. Posłuszny papieżowi pojechał na sobór, choć podobno w kompletnym zamroczeniu. Niektórzy historycy mówią, że przeżył fizyczne załamanie z powodu przepracowania, co nie jest wykluczone. W końcu przez kilkanaście lat pisał lub dyktował około 25 stron maszynopisu dziennie!

Jadąc z Neapolu, zatrzymał się w Akwinie, w zamku swojej siostry Franciszki. Fizycznie miał się coraz gorzej i czuł, że nadchodzi koniec jego życia, dlatego powiedział, że wypada, by jako zakonnik nie umierał w zamku, tylko w jakiejś wspólnocie zakonnej. Najbliżej była Fossanova.

Cystersi to jednak nie dominikanie.

Ale rodzina zakonna. Święty Dominik był nimi zafascynowany, więc wybór Tomasza to nic niezwykłego. Poza tym do Rzymu czy Neapolu było dość daleko. Co więcej, sami cystersi bardzo cenili Tomasza i ucieszyli się, że mogą gościć u siebie tak wybitnego człowieka.

Tam więc właśnie Tomasz umiera 7 marca 1274 roku. I zaczyna się jego drugie życie.

W jakim sensie?

Bycia świętym. Niemal od razu za jego wstawiennictwem zdarza się pierwszy cud. Jeszcze zanim położono go na marach i rozpoczęto modlitwy, podczas mycia zwłok jeden z braci położył się na nim, w ten sposób, że jego oczy były na równi z oczami Tomasza, i doznał uzdrowienia wzroku. To był znak dla mnichów z Fossanovy, że Tomasz był nie tylko genialnym naukowcem, ale i świętym.

Zachowanie mnichów było jednak, delikatnie mówiąc, dość ekstrawaganckie. Dzisiaj nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby się kłaść na zwłokach.

To wynika z różnicy mentalności. Uważano, że świętość nie wyraża się tylko przez ducha i to, co wewnętrzne, ale przenika również materię. I poprzez kontakt z ciałem zmarłego można doświadczać świętości. Obserwowanie ciała po śmierci było w średniowieczu jednym z istotnych elementów rozpoznania, czy ktoś jest święty.

A jakie było ciało Tomasza?

To niezwykła historia, którą jednak co bardziej wrażliwi historycy i tomiści wolą omijać. Tak na przykład robi dominikanin Jean-Pierre Torrell z Fryburga, który pośmiertne losy Tomasza streszcza jednym zdaniem, mówiąc, że oszczędzi czytelnikom tych nieapetycznych momentów. I wcale mu się nie dziwię.

Dlaczego?

Musimy pamiętać, że do czasów Tomasza ciało traktowano jako element podporządkowany duchowi, drugorzędny i z natury słabszy. Było silnie poddawane ascezie, wszelkim formom umartwień, zaczynając od biczowania, a kończąc na metodzie św. Franciszka, czyli rzucaniu się w kolczaste krzaki, co traktowano jako „lekarstwo” na pożądliwość. W myśleniu Tomasza to się powoli zmienia, niemniej do odkrycia roli i wagi cielesności na przełomie XIII i XIV wieku jeszcze trochę brakuje. W związku z tym zaraz po śmierci mistrza, jeszcze przed pochowaniem zwłok, jeden z jego sekretarzy Reginald z Piperno bezceremonialnie odcina mu palec.

(...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Gałuszka OP - ur. 1978, dominikanin, dr hab. historii, dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wicedyrektor Instytutu Historii oraz kierownik Katedry Historii Starożytnej i Średniowiecznej UPJPII, sekretarz Międzynarodowej Komisji Studiów nad Chrześcijaństwem Polskiej Akademii Umiejętności, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów, autor kilku książek, m.in. Inkwizytor też człowiek i Badania nad Biblią w XIII wieku, oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

KOBIETA SPOWIEDNIKIEM

NIEBO ZA 9,99

JEZUS I BESTIE

Paszporty braci kaznodziejów

Magia jako herezja


komentarze



Facebook