DWA GARBY OBOK SIEBIE
Kościół nie powinien się angażować w wąsko pojętą politykę, ale nie może być pozbawiony głosu w sprawach publicznych. Zwłaszcza że tak, jak jedni boją się inwazji religijnej, tak drudzy czują się zagrożeni przez ateizację.

FOT. JACEK DYLAG / UNSPLASH.COM


Włodzimierz Bogaczyk: Czy ojciec chodzi w niedzielę na zakupy?

Maciej Zięba OP: Staram się unikać takich sytuacji, jednak gdy to konieczne albo jeśli jestem w podróży, to mi się zdarza.

Do niedawna decyzję o tym, czy pójść w niedzielę do sklepu, czy na spacer mógł ojciec podjąć sam. Ostatnio w Polsce prawo do spędzania wolnego czasu w sposób, jaki każdy uzna za właściwy, ustawowo ograniczono. Kościół popierał te rozwiązania.

I dobrze robił.

Dlaczego?

W dyskusji o zakazie handlu w niedzielę ścierały się ze sobą dwa ważne, bardzo od siebie różne sposoby patrzenia na tę sprawę.

Jeden mówi tak: mamy jednostkę i ona wybiera to, co chce, jak chce i kiedy chce. Jest autonomiczna, a świat powinien być tak skonstruowany, by miała maksymalne możliwości wyboru i robiła to, co uzna za właściwe.

A drugi sposób postrzegania świata odkrywa, że w świecie istnieją realne więzi międzyludzkie, cenne i potrzebne, które domagają się pielęgnacji, i taka wizja jednostkowa je osłabia, a często zrywa.

O to tak naprawdę toczy się gra – który z tych sposobów postrzegania rzeczywistości społecznej jest lepszy dla nas wszystkich.

Ta pierwsza wizja świata mi się nie podoba. Także dlatego, że jest fałszywa – wiele mówi o wolności, a nie wszystko jest w niej dobrowolne. Jednostki mają pełne prawo do swojego czasu? A przecież miliony ludzi pracujących w handlu i jego otoczeniu nie miały prawa do wolnej niedzieli.

I wcale nie jest tak, że mogły sobie wybrać, czy chcą, czy nie chcą pracować. To legenda, że jeśli ktoś nie chce, to nie musi pracować w niedzielę. Na rynku pracy jest nadwyżka, pracodawca może sobie wybrać pracowników, którzy chętnie zastąpią tych, którzy w niedzielę wolą odpoczywać. Widać tutaj przymus, także w odniesieniu do małych firm. Jeśli jeden sklep jest otwarty, to sąsiedni też musi się otworzyć, bo inaczej wypadnie z rynku.

Ograniczenie handlu w niedzielę sprzyja wizji bardziej wspólnotowej, także wzmacniając więzi rodzinne. Nie ma rodzicielstwa bez poświęcenia czasu dzieciom. Zgadzamy się?

Jako ojciec się zgadzam.

A kiedy ci rodzice mają być z dziećmi, skoro od rana do wieczora są w pracy? Z triumfem prezentowano badania, z których wynikało, że w niedzielę bez handlu wcale więcej Polaków nie poszło do kościoła. A przecież nie taki cel przyświecał tej ustawie.

Na pewno?

Do kościoła idą ludzie, którzy tego chcą. Sakramenty muszą być przyjmowane dobrowolnie. Ale jeśli wielu innych poszło na spacer, wyjechało z rodziną na piknik, czy wybrało się z dziećmi do kina, to też ma pozytywną wartość społeczną. I należy się z tego cieszyć.

Czyli nie uważa ojciec, że w tej sprawie Kościół zamiast przekonywać wierzących przez katechezę czy nauczanie próbuje przy użyciu aparatu państwowego zmuszać ludzi, by przestrzegali dekalogu?

Tu nie chodzi o przestrzeganie dekalogu.

No jak to? Przecież trzecie przykazanie mówi „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”.

Święcić dzień święty to znacznie więcej niż wypoczywać. Chrześcijanie wiedzą, że tego dnia powinni świętować zmartwychwstanie Chrystusa i pójść na Eucharystię. Ale przecież nikt tego nie wymusza! Mają taką możliwość. Mamy prawo, żeby święcić dzień święty, a nie być przymuszanym do nieświęcenia. I bez zakazu handlowania wiele osób pójdzie w ten dzień do pracy – pracownicy szpitali, kolejarze, taksówkarze, kierowcy autobusów, tramwajarze.

To ciekawe, że zwolennicy handlowania przez cały tydzień odwołują się do Europy. A przecież niedziele niehandlowe są w większości krajów europejskich, także w tych, które wcale nie są specjalnie przywiązane do Kościoła katolickiego.

Tak radykalne ograniczenia, jakie docelowo wprowadza ustawa przyjęta przez polski sejm, są tylko w czterech krajach – w Niemczech, Austrii, Szwajcarii i Norwegii.

Właśnie wróciłem z Brukseli – w niedzielę nic się nie da tam kupić. Polska jest dziś raczej wyjątkiem w Europie.

W przyjętej przez sejm ustawie jest zapis, że sklepy z dewocjonaliami są z niej wyłączone. Popieranie zakazu handlowania w niedzielę z powodów, o których ojciec mówił, i jednoczesna zgoda na ten wyjątek wygląda na hipokryzję.

Sklepy z dewocjonaliami to najczęściej małe lokalne sklepiki przy parafii. Funkcjonują wyłącznie w niedzielę, bo dają szansę ludziom, którzy chcą kupić książkę religijną, różaniec czy ikonę. Mówienie, że takie zakupy można zrobić w inny dzień i niekoniecznie przy parafii, oznacza patrzenie na to z perspektywy wielkiego miasta. Na wsiach i w małych miasteczkach, a ludzie w większości żyją właśnie tam, nie ma takiej możliwości. Dlatego, aby kupić dziecku obrazek na pierwszą komunię czy świecę na chrzciny, ktoś musiałby brać dzień wolny i jechać do miasta.

A czy wolność w ogóle jest wartością dla Kościoła?

Zabawne pytanie. Przecież to chrześcijaństwo wprowadziło z taką mocą temat wolności w ludzkie dzieje.

Wszystkie przedchrześcijańskie ustroje, czy to był Rzym, czy Chiny, czy Japonia, łączyły władzę polityczną z władzą religijną. Władca był emanacją bóstwa – cezar był bogiem, faraon był bogiem, tak samo cesarz chiński czy japoński. Trzeba było im składać ofiary, należało się im posłuszeństwo boskie. A Pan Jezus mówi – i to jest fundament demokracji liberalnej – „Co cesarskie cesarzowi, co boskie Bogu”. Bo cesarz nie jest bogiem, jest władcą w porządku ludzkim. Dlatego pierwsi chrześcijanie zamiast złożyć ofiarę cezarowi woleli ponieść śmierć.

Świat przedchrześcijański był światem skolektywizowanym, liczyła się grupa, nie jednostka. I zdeterminowanym – wszystkim rządzili bogowie. Helleńskie Mojry, rzymskie Parki, normandzkie Norny czy słowiańskie Rodzanice przędły nić ludzkiego żywota, decydując o jego przebiegu. Tu nie było wolności jednostki. A spora część ludzkości była po prostu wykluczona z człowieczeństwa. Niewolnik nie był przecież człowiekiem, tylko res mobilis, sprzętem domowym, jak stół czy ława. To chrześcijaństwo mówi o godności człowieka, która bierze się z wolności. Homo est naturaliter liber, człowiek z natury swojej jest wolny, jak to później ujął św. Tomasz.

Święty Tomasz definiuje wolność jako możliwość wyboru i jasno pisze, że przymus wyklucza wolność. Czy działania, które Kościół w Polsce podejmuje w ostatnim czasie, żeby wolność wyboru zastąpiły regulacje prawne, ograniczające możliwość złego wyboru, nie pozostają w sprzeczności z tą Tomaszową definicją?

W społeczeństwie regulacje prawne są niezbędne. Każdy znak drogowy, każdy regulamin, każda instrukcja ograniczają panu możliwości wyboru.

I Kościół powinien umieszczać takie znaki drogowe w przestrzeni prawnej?

Tylko tam, gdzie jest wyraźne zło. Czym innym jest sprawa handlu w niedzielę, chociaż, jak mówiłem, to ważny temat, a czym innym na przykład obrona prawa do życia. To błąd, że robimy z tego temat światopoglądowy. Ewangelia uwrażliwia nas na godność życia, na to, że jest ono Bożym darem. Ale prawo do życia to podstawowe prawo człowieka. Byłem kiedyś na marszu życia w Waszyngtonie. Brali w nim udział muzułmanie, żydzi, protestanci. Szli katolicy, ale też feministki, bo są wśród nich i takie, które bronią życia. Byli nawet wolnomyśliciele i krisznowcy z transparentem „Abortion is a bad karma”. (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Maciej Zięba OP - ur. 1954, dominikanin, znawca i popularyzator myśli Jana Pawła II, autor kilkuset publikacji w prasie krajowej i zagranicznej oraz kilku książek, m.in. "Kłopot za kłopotem. Katolik w dryfującej Europie" (Poznań 2015), "Papieska ekonomia. Kościół-rynek-demokracja" (Kraków 2016), w latach 1998-2006 prowincjał Polskiej Prowincji Dominikanów. Mieszka we Wrocławiu. (wszystkie teksty tego autora)

Włodzimierz Bogaczyk - przez 29 lat pracownik ?Gazety Wyborczej? jako dziennikarz i wydawca regionalny. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Kościół w ćwierćwiecze pontyfikatu Jana Pawła II (cz. 2)

KOŚCIÓŁ WOBEC POLSKICH PROBLEMÓW

List

Mistrz

Demokracja i białe skarpetki


komentarze



Facebook