MATKA BOŻA JEDYNAKA
Bywają rodzice jednego dziecka z sercem otwartym na oścież dla innych; bywa wiele patologicznych rodzin wielodzietnych. A bywają i niepatologiczne, które dbają tylko o siebie, o własne dzieci, o własny status.

FOT. BRYTNY-COM / UNSPLASH.COM


Małgorzata Wałejko

Przeczytałam kiedyś zdanie: „Boże, daj nam odważnie przyjąć liczbę dzieci, jakiej dla nas chcesz”. Tak sformułowana prośba nasuwa pytanie o to, co jest wolą Bożą w życiu chrześcijanina i na ile człowiek może z Bogiem współpracować (na przykład) w kwestii decydowania o liczebności swojej rodziny. Czy Bóg ma szczegółowy plan naszego życia? Skąd możemy wiedzieć, że nasze decyzje prokreacyjne są słuszne?

Czy Bóg ma „plan”?

W trakcie zawierania sakramentu małżeństwa kapłan pyta narzeczonych, „czy chcą przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, jakim ich Bóg obdarzy”. Człowiekowi wierzącemu to, że nowe życie jest darem Boga jako Stwórcy, nie nastręcza trudności. Wielu z nas, rodziców, zastanawia się jednak, czy w Bożej woli jest też zawarta liczba naszych dzieci i czas ich poczęcia. Wszakże niegdyś mądrość ludowa wyrokowała: „Poczuła wolę Bożą”, gdy dziewczę wyrażało gotowość założenia rodziny.

Jeśli, hipotetycznie, odpowiemy: „Tak, Bożą wolą w odniesieniu do naszego małżeństwa jest pięcioro dzieci”, mamy podstawę sądzić, że Bóg ma – analogicznie – plany odnośnie do zbliżających się wakacji. Góry czy morze? Powinniśmy się więc starać odkryć Jego wolę i w tej sprawie. Konsekwentnie należy uznać, że On chce, byśmy z pewnymi ludźmi się przyjaźnili, a z innymi nie. Trzeba to rozeznać. Założyć własną firmę czy pracować w korporacji? Czego chce Pan Bóg? I wreszcie: Co na obiad?

Oczywiście, pozwalam sobie na nieco ironii, by stosując hiperbolę, pokazać absurd, do jakiego może zaprowadzić nas myślenie, że wola Pana Boga dotyczy konkretnych, szczegółowych wyborów. Jej „nieodgadnięcie” mogłoby skutkować wiecznym niespełnieniem! Tego się boją rzesze młodych katolików „odgadujących” wolę Boga odnośnie do ich życiowego wyboru (w ich gronie biedziłam się i ja). Wszakże nazywamy go „powołaniem” i usilnie się uczymy rozeznawać. Czy rzeczywiście nasza życiowa decyzja jest zapisana w gwiazdozbiorze Bożej woli?

Tylko pragnienie jest światłem

Odpowiadając na to pytanie, warto sięgnąć do zrębów antropologii chrześcijańskiej, gdzie obrazem i podobieństwem człowieka do Boga są władze duchowe, czyli rozum i wolna wola. Obraz Boga w człowieku realizuje się przez jego wolne wybory. Największym naszym darem jest więc wolność, tymczasem my niekiedy, nabożnie, pod sztandarem woli Boga, scedowujemy ją… na Niego!

Jedynie toksyczni rodzice planują w szczegółach przyszłość swoich dzieci. Bóg jako dobry Ojciec pragnie, by dziecko stawało się samodzielne, a nie chowało się za Nim. By wybierało, korzystając z tego zaiste boskiego daru. Ilekroć wybór jest nam dany – mamy wybierać. Bóg nie chce decydować za nas. Odkąd mamy wiedzę – w zasadzie już od lekcji biologii w podstawówce – w którym momencie cyklu może dojść do poczęcia i czym się płodność objawia, nie mówmy, że decyduje o tym Bóg!

Dotyczy to też kwestii powołania, ponieważ tak jak istnieje powołanie do małżeństwa czy do zakonu, tak istnieje powołanie do rodzicielstwa, także wielodzietnego. I to ja wybieram stan życia, nie On wybiera go dla mnie. Wybór ten wynika z mojego szczególnego daru, talentu, przejawiającego się pragnieniem. To niejako moja konstrukcja, zdolności otrzymane od Boga, ożywiane Duchem Bożym „powołują mnie” do jakichś zadań, zapraszają do misji. Tak, może podpowiadać, nakierowywać natchnieniami i dawaniem pragnień. Pewien linoskoczek, który rozpina linę między najwyższymi budynkami świata i po niej przechodzi, zapytany, dlaczego to robi, odpowiedział: „Kiedy widzę linę, po prostu muszę po niej przejść”. Dominikanin Krzysztof Pałys, odpowiedzialny w zakonie za powołania, uważa, że to znakomita definicja powołania (do czegokolwiek): pragnienie tak silne i uszczęśliwiające, połączone z wewnętrzną gotowością. Znam ten stan. Tak wzbierało we mnie za każdym razem pragnienie powiększenia rodziny. Po prostu musiałam po tej linie przejść. Bo chciałam!

Święte mamy jedynaków

Dane odnośnie do woli Boga, a zatem naszego szczęścia, mamy już od dawna – nie musimy ich odgadywać. To życie Ewangelią, czyli hojną miłością, przykazania oraz zadania wynikające ze stanu życia, takie jak brewiarz w wypadku kapłana i żywienie rodziny w wypadku rodzica. To wszystko. Kochać i mieć czyste serce! Naprawdę ważne rozeznawanie, które może nam spędzać sen z powiek, to pytanie, na ile kocham.

Reszta, czyli pomysły, jak w praktyce realizować to fundamentalne wezwanie, zależy od nas! A zatem inne wartości, w tym droga życiowa lub wielodzietność, są odkrywane i obierane indywidualnie.

Po śmierci będziemy sądzeni z miłości, a nie z liczby dzieci. Matka jedynaka może ów egzamin z miłości zdać lepiej niż matka sześciorga dzieci, forma realizacji jest bowiem dowolna. Wielu małżonków mających jedno dziecko rozdaje się na wielką skalę poza domem lub uświęca się inaczej – przez pomoc bliźnim, ubogim, pracę naukową, rozwijanie swoich talentów dla innych lub modlitwę (Matka Boża jest tu dobrym przykładem).

Płodność jako sprawa serca

Zbyt wiele mamy w Kościele schematycznego myślenia, sloganów i stereotypów, które nie odpowiadają prawdzie o Ewangelii. Wyrażają istotnie uproszczone, powinnościowe i zewnętrzne spojrzenie na poszczególne osoby i rodziny. Nie sięgają serca, które widzi i rozumie Bóg. Jednym z przykładów jest zgorszenie pojawiające się, gdy katolicy głosują na „niewłaściwą” partię, ćwiczą jogę, „podżegają” dzieci do czytania Harry’ego Pottera lub stwierdzają, że nie chcą należeć do żadnej parafialnej wspólnoty. I oczywiście – gdy poprzestają na jednym dziecku (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Małgorzata Wałejko - ur. 1977, żona i matka, teolog małżeństwa, dr pedagogiki, adiunkt w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Szczecińskiego, autorka wielu artykułów o tematyce teologicznej, filozoficznej i pedagogicznej, dominikanka świecka, mieszka w Szczecinie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Ocalić św. Mikołaja

Protokół rozbieżności i zbieżności

Mniejsza świętość? Większa świętość?

Tylko bądź

Razem czy osobno?


komentarze



Facebook