Archwium > Numer 539 (07/2018) > Zaufanie > JEZU - NIE UFAM TOBIE!

JEZU - NIE UFAM TOBIE!
Odpowiednia doza nieufności jest w życiu potrzebna, bo inaczej stalibyśmy się naiwnymi owieczkami, które może strzyc każdy, kto ma na to ochotę.

FOT. ARDIAN LUMI / UNSPLASH.COM


Stanisław Morgalla SJ

Dziwna sprawa to zaufanie. Wstajesz rano, parzysz kawę i popijając ją, snujesz plany na najbliższą przyszłość: skończysz pisanie artykułu, przygotujesz się do interesującego wyjazdu, zaplanujesz najbliższy rok. Życie jest piękne! Ale wystarczy, że rutynowa wizyta u lekarza skończy się nieoczekiwaną diagnozą – złośliwy nowotwór z przerzutami – a wszystko w jednej chwili weźmie w łeb. I to samo życie odsłoni się w zupełnie odmiennych barwach: nie możesz skończyć artykułu, bo już cię nie pasjonuje; interesujący wyjazd przestał być atrakcyjny, a najbliższy rok zionie przerażającą pustką. Jak żyć z taką perspektywą? Jak ufać sobie, innym, Bogu?

Proszę się nie martwić: nie mam raka, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Chciałem jednak, aby czytelnik tego krótkiego tekstu doświadczył na początku lekkiego wstrząsu. Przecież powyższy lub jemu podobny scenariusz mógłby się zdarzyć. I nasze zaufanie – do siebie czy też do otaczającego nas świata – w jednej chwili stanie pod znakiem zapytania. Co jednak szkodzi postawić ten znak zapytania już teraz, świadomie i z premedytacją? Tym bardziej że świat, w którym żyjemy, istotnie jest problematyczny i na nic się zda zamykanie oczu i powtarzanie magicznego zaklęcia Alicji z Krainy Czarów: „Potworze, nie ma cię!”.

Zasadniczy wstrząs

„Życie – stary sposób na zbieranie zdziwień / Kończy się dość jednak nieszczęśliwie – bowiem śmiercią. / I choć tyle miewa znaczeń... / Nie słyszałem, by skończyło się inaczej” – pisze z typową dla siebie ironią Andrzej Poniedzielski w wierszu „Życie”. To prawda: żyjemy w cieniu śmierci i nic tego nie zmieni. Nasze rozważania nad zaufaniem muszą więc uwzględniać ten złowrogi horyzont. Co prawda na co dzień staramy się o tym nie myśleć, bo przyzwyczailiśmy się traktować nasze życie i nasz świat jako rzeczy oczywiste. „My wszyscy żyjemy w świecie, który jest nam dany, jest dla nas otwarty i który traktujemy jako fakt. Ów fakt to coś takiego, co po prostu tutaj jest przyjmowane przez nas jako coś absolutnie oczywistego, jako swego rodzaju podstawa, po której bez trudu się poruszamy” – pisze w jednym ze swoich esejów Jan Patočka. Jako filozof przyjmuje to powszechne przekonanie o oczywistości świata za punkt wyjścia swoich rozważań i odwraca kota ogonem, a ściślej ów oczywisty świat. Dla filozofa bowiem świat nie jest czymś oczywistym, wprost przeciwnie: jest czymś, co zawodzi, co z natury jest narażone na rozczarowanie, co jest problematyczne. „Widzimy, że ludzie, z którymi współżyjemy, współdziałamy, współpracujemy, współmyślimy, wspólnie się uczymy, podobnie jak my sami są niekonsekwentni, że nie są jednolitą całością, że wchodzą w konflikty; widzimy, że się zdradzają, że ich życiowe plany zawodzą, że porzucają to, w co wierzyli. Lecz zdarzają się doświadczenia jeszcze straszniejsze. Takie doświadczenia jak nieoczekiwana śmierć, kres życia; zdarzają się doświadczenia załamywania się całych społeczeństw”.

Negatywność „świata odwróconego” – bo tak Patočka nazywa ten nowy, prawdziwszy świat – jego zdaniem jest początkiem życia duchowego. I choć na pierwszy rzut oka może nam się to wydawać absurdalne (bo czy można odwrócić po raz drugi tego samego kota ogonem?), to jest w tym niezwykła mądrość, choć podszyta nieco nihilizmem: „gdybyśmy to, co negatywne, co nagle się objawia, zaczęli naprawdę konsekwentnie obserwować i konsekwentnie za tym iść, okazałoby się, że nic nie będzie nam nic mówić, a także, że owo nic nie będzie nas wzywać do żadnego działania, do żadnej reakcji czy też czynności i że wskutek tego znajdziemy się w izolacji, tkwić będziemy w jakiejś próżni. A w niej nie da się żyć! A przecież w tym tutaj, w tym właśnie miejscu jest początek życia duchowego”.

Podstawowe zaufanie

Dopiero na tak radykalnie zarysowanym tle możemy się oddać nieco spokojniejszym, psychologicznym dywagacjom na temat zaufania. Kwestia zaufania to bowiem w psychologii problem numer jeden: od tworzenia atmosfery zaufania rozpoczyna się zarówno życie ludzkie (do tego zaraz wrócimy), jak i wszelka pomoc terapeutyczna, która w Polsce zaczyna być coraz bardziej modna. Na marginesie warto odnotować, że wcześniej zarysowany horyzont także i tę modę pozwoli ująć jako coś problematycznego: nie da się wyleczyć człowieka z lęku przed śmiercią, chyba że za cenę całkowitego jego odczłowieczenia.

W psychologii rozwojowej mówi się o tzw. podstawowym zaufaniu, tj. o kształtowaniu się na bardzo wczesnym etapie życia człowieka poczucia, że otaczający go świat jest przewidywalny i niezawodny. Erik Erikson, specjalista w tej dziedzinie, wykazał, że to podstawowe zaufanie rodzi się na bazie (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Stanisław Morgalla SJ - ur. 1967, jezuita, psycholog, kierownik duchowy, wykładowca Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, autor książek: "Dojrzałość osobowościowa i religijna"; "Miłość do kwadratu. Poradnik dla nieprzystosowanych"; "Duchowość daru z siebie"; "Przebaczenie ? bułka z masłem czy zakalec?"; "Miłość a narcyzm". Mieszka w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ŚWIĘTA CISZA

KOREK NA DRODZE I NATRĘTNA MUCHA

NIENASYCENIE

ŻYCIE JEST PROSTE

NIGDY NIE PRZEBACZĘ!


komentarze



Facebook