RELIGIA NAS URATUJE
Wiele muzułmańskich kobiet w Wielkiej Brytanii nosi nikab, czyli pełną zasłonę twarzy, nie dlatego, że ktoś im każe, tylko dlatego, że zasłanianie twarzy staje się zakazane. One uważają się za odpowiedniczki punków z lat 70.

FOT. IZUDDIN HELMI ADNAN / UNSPLASH.COM


Dariusz Rosiak: Co jest istotą islamu?

Ziauddin Sardar: To samo, co jest istotą wszystkich religii: współczucie i miłość. Wiem, że trudno to przyjąć w świecie, w którym islam przedstawia ny jest jako źródło przemocy i terroru, ale muzułmanin rozpoczyna każdą czynność frazą: „Bismillah, ar-Rahman, ar-Rahim” (W imię Boga miłosiernego, litościwego), i w tym momencie miłość i współczucie wkraczają do jego życia.

Czy pana zdaniem sprowadzanie islamu do przemocy, wykluczenia, zamknięcia na debatę to wina lenistwa intelektualnego ludzi Zachodu, czy jednak coś jest na rzeczy?

I jedno, i drugie. Po pierwsze, zapominamy, że muzułmanie to ludzka społeczność. A w każdej wspólnocie znajdą się opinie i zachowania skrajne. Są więc muzułmanie ekstremiści, a na przeciwnym biegunie muzułmanie liberałowie, są muzułmańscy myśliciele i imitatorzy, są mądrzy i głupi. Niestety, w tej chwili najbardziej słyszalni są właśnie ekstremiści. Tak po prostu działa współczesny system mediów. Jeśli zrobisz coś dobrego, nikt nie zwróci na ciebie uwagi, ale jeśli spalisz komuś dom albo kogoś zabijesz, to stajesz się bohaterem mediów.

No tak, ale nie wszystkiemu są winne media, przyjrzyjmy się faktom. W większości krajów muzułmańskich – od Egiptu do Malezji – dochodzi do aktów przemocy i terroryzmu, sam pan o tym wielokrotnie pisał. Czy pańskim zdaniem istnieje coś takiego jak terroryzm muzułmański i czy muzułmanie powinni wziąć odpowiedzialność za akty terroru dokonywane w imię islamu?

Najpierw odpowiem na drugie pytanie: muzułmanie powinni wziąć odpowiedzialność za akty przemocy popełniane w imię ich religii. Tu nie może być żadnych niedomówień: musimy potępiać ludzi, którzy pochodzą z naszej społeczności i dopuszczają się aktów terroru, oraz zwalczać tego typu działania wszystkimi demokratycznymi, pokojowymi metodami. Jednocześnie trzeba jasno powiedzieć, że terroryzm nie ma nic wspólnego z islamem jako religią. Podam przykład. Jednym z najczęstszych przypadków terroryzmu są zamachy samobójcze. Każdy, kto ma choćby minimalne pojęcie o islamie, wie, że samobójstwo jest najcięższym grzechem, jaki może popełnić człowiek. Samobójstwo oznacza, że odrzucasz największy dar Boga, jakim jest życie. W islamie Bóg może wybaczyć wszystko z wyjątkiem samobójstwa. Pomysł, że zamachowiec samobójca zabije siebie i innych ludzi i w nagrodę pójdzie do nieba, jest czystym absurdem z punktu widzenia teologii islamskiej. Druga rzecz to samo słowo „dżihad”. W teologii islamskiej istnieje wiele jego znaczeń, ale przede wszystkim jest to walka z własnym ego, ze słabościami, grzechami, zaniedbaniami, skrajnościami, a nie z niewiernymi.

Odnosi się pan do teologii islamskiej, ale przecież nie ma czegoś takiego jak jedna teologia islamska. Jest wielu nauczycieli islamu, którzy twierdzą, że kiedy przepaszesz się materiałami wybuchowymi i odpalisz bombę na szyickim targu, to poślesz do piekła dziesiątki pogan, a sam pójdziesz do nieba, gdzie czekać będą na ciebie 72 dziewice. Z czego wynika obecność takich nauczycieli w islamie? Pamiętamy, że kiedyś wielu chrześcijan również wierzyło, że przemoc w imię nawracania jest dopuszczalna, a nawet godna pochwały. Jednak chrześcijaństwo przeszło ewolucję nazywaną czasem oświeceniową, pozbywając się tego typu ideologii. Może islamowi też potrzebna jest taka przemiana, dzięki której wyzbyłby się przywiązania do przemocy?

To skomplikowana sprawa. Można dowieść, że islam przeszedł własną rewolucję oświeceniową znacznie wcześniej niż Europa – w IX, X wieku. To były czasy niezwykłego rozwoju społecznego i intelektualnego takich miast jak Bagdad czy Damaszek. Ale zostawmy to. Rzeczywiście są muzułmanie, którzy uczą nienawiści i przemocy wobec innych. Nie ma co do tego wątpliwości, można znaleźć liczne przykłady na YouTube czy w innych miejscach w internecie. Ale proszę zwrócić uwagę na jedną rzecz: większość tego typu ludzi pochodzi z Arabii Saudyjskiej i reprezentuje wahabicki odłam islamu, czyli skrajny tradycjonalizm. Chcą zmusić innych, by żyli tak, jak muzułmanie w VII czy VIII wieku. Jeszcze sto lat temu większość muzułmanów uważała wahabitów za niegroźnych sekciarskich fanatyków. W książce Mekka. Święte miasto piszę o tym, jak mieszkańcy Mekki pierwszy raz spotkali wahabitów. Oni nie rozumieli, skąd się wzięli ci fanatycy, jacyś analfabeci – w islamie w ogóle nie było takiej tradycji. Tragedia polega na tym, że ta obłąkana wersja islamu stała się w ciągu kilkudziesięciu lat dla milionów ludzi ortodoksją.

Jak to możliwe?

Dzięki globalizacji. Wahabicka myśl rozeszła się na wspólnoty muzułmanów na całym świecie.

Można spytać, dlaczego wskutek globalizacji nie rozpowszechniła się pokojowa wersja islamu, o której mówił pan na początku rozmowy. Dlaczego na przykład muzułmanie odeszli od głoszonej przez Proroka idei ummy jako wspólnoty wszystkich ludzi – nie tylko muzułmanów, chrześcijan i żydów, ale również pogan? Bo przecież tak nauczał Mahomet na początku.

Jedną z pierwszych decyzji Proroka po jego wyjeździe z Mekki do Medyny było ustanowienie konstytucji Medyny. Był to akt prawny, którym objęto wszystkie wspólnoty miasta – w jego opracowaniu uczestniczyli muzułmanie, żydzi, sabejczycy, chrześcijanie i poganie. Innym przykładem islamskiego pluralizmu jest historia Andaluzji, gdzie muzułmanie, chrześcijanie i żydzi stworzyli wspaniałą cywilizację, która nie trwała pięćdziesiąt czy sto lat, tylko osiemset. Jednak trzeba przyznać, że przez wieki horyzonty myśli muzułmańskiej uległy skarleniu. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Ziauddin Sardar - ur. 1951, pisarz, publicysta, felietonista "The Times", znawca islamu, wierzący muzułmanin, urodzony w Pakistanie, napisał wiele książek poświęconych islamowi, między innymi Mekka. Święte miasto. W czerwcu br. przyjechał do Polski, by wziąć udział w warszawskim Big Book Festivalu, nad którym patronat miał także miesięcznik "W drodze". Mieszka w Wielkiej Brytanii. (wszystkie teksty tego autora)

Dariusz Rosiak - ur. 1962, dziennikarz radiowy i prasowy. Przez wiele lat był związany z "Rzeczpospolitą", gdzie publikował w dodatku "Plus Minus". Autor książek: "Wielka odmowa. Agent, filozof, antykomunista"; "Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan"; "Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha"; "Oblicza Wielkiej Brytanii. Skąd wziął się brexit i inne historie o wyspiarzach". (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

ANTYKOMUNISTA, AGENT I FILOZOF

POTOP MOŻE WZRUSZAĆ

COŚ KOJARZĘ

SPONTANICZNIE, CZYLI ZE STRACHU

RACJA, CZYLI TO, CO MAM JA


komentarze



Facebook