Archwium > Numer 541 (09/2018) > Jest mi to obojętne > "DOBRO, TERAZ I OSOBIŚCIE..."

"DOBRO, TERAZ I OSOBIŚCIE..."
Zbyt często podkreślamy: Nie zrobiłem nic złego, a zupełnie zapominamy, że przecież ważniejsze jest to, co zrobiłem dobrego. Nie na darmo liczni święci mówią, że będziemy przede wszystkim sądzeni z miłości.

FOT. JOHN WEBSTER / UNSPLASH.COM


Krzysztof Popławski OP

Wypowiadając słowa spowiedzi powszechnej, mówimy, że zgrzeszyliśmy myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. O ile podczas rachunku sumienia bez większego trudu potrafimy nazwać grzechy wyrządzone myślą, słowem i czynem, o tyle z zaniedbaniem mamy pewien problem: najczęściej nie traktujemy go jako grzech.

Zło zaniedbania rozpoznajemy zazwyczaj dopiero wtedy, gdy przychodzi nam się zmierzyć z jego konsekwencjami, zwłaszcza w naszych relacjach z Bogiem i drugim człowiekiem. Niedawno ktoś mi powiedział: Spieprzyłem coś w stosunku do żony i dzieci i teraz ponoszę tego konsekwencje. Sami też nieraz mówiliśmy: Gdybym wiedział, że to będzie miało takie skutki, zadbałbym o to wcześniej.

Grzech zaniedbania jest absolutnie codzienny, powszedni. Tylko że my tak o nim nie myślimy. Wolimy się usprawiedliwiać, mówiąc, że zaniedbanie to nie grzech, a jeśli już – to niewielki, bo przecież „nie zauważyłem”, „nie pomyślałem o tym”, „nie wiedziałem”. Oczywiście, żeby grzech był ciężki, musi być popełniony świadomie i dobrowolnie, ale to, że czegoś nie wiedzieliśmy, nie może być usprawiedliwieniem, bo przecież bywa także ignorancja zawiniona. Codziennie spotykamy się z takimi sytuacjami bądź słyszymy o nich, że zaniedbanie, czasem małe, na przykład pewnych procedur bądź praw, prowadzi do tragedii. W życiu duchowym zaniedbania, nawet te nierozpoznane, mają w sobie coś z raka, który niszczy zdrowe komórki, chociaż długo może być niewidoczny.

***

Myśląc o grzechu zaniedbania i chcąc się od niego uwolnić, warto się zastanowić, w jaki sposób troszczymy się o dobro, o nasze relacje, zwłaszcza z najbliższymi. To komplement, jeśli o kimś się mówi, że dba o relacje, czyli spotyka się, dzwoni, interesuje. Perspektywa rozwijania dobra pozwala również inaczej spojrzeć na życie duchowe. Nauka ojców pustyni o konieczności walki duchowej ze złem jest wciąż aktualna i potrzebna. Niemniej bliższa jest mi koncepcja myślenia o życiu duchowym jako o rozwijaniu dobra, które rozpychając się i rozwijając, wypycha zło oraz grzech, nie zostawiając im miejsca, w duchu słów św. Pawła: „Zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21).

Zapadły mi w pamięć słowa jednego z ojców, który podczas konferencji powiedział do braci studentów, że ważniejsze od walki ze złem jest rozwijanie dobra. Zło oraz grzech w różnej mierze mogą nas dotykać i możemy sobie z nimi nie radzić. Skupienie się na nich prowadzi czasami do rozpaczy (nie radzimy sobie z nimi indywidualnie i społecznie) bądź wręcz do pychy i okrucieństwa w zwalczaniu zła. Paradoksalnie potwierdzenie tej intuicji znalazłem u Friedricha Nietzschego, który korzystając z ewangelicznego wydarzenia wypędzenia demonów w stado świń (Mk 5,1–20; Łk 8,26–39), sformułował swoistą przypowieść: „I tę przypowieść daję wam jeszcze: niejeden, co diabła z siebie wypędzić pragnął, sam przy tym w świnię wstąpił” (Tako rzecze Zaratustra, 546). Czasem spotykamy ludzi, którzy tak walczą ze złem i je piętnują, że zapominają o drugim człowieku bądź, co gorsza, niszczą go.

Trzeba pamiętać, że w skupieniu się na dobru nie ma cienia lekceważenia dla grzechu i zła czy też naiwnego przekonania, że wszystko idzie w dobrą stronę. Zbyt często podkreślamy: Nie zrobiłem nic złego, a zupełnie zapominamy, że to tylko część naszego zadania życiowego, bo przecież ważniejsze jest to, co zrobiłem dobrego. Nie na darmo liczni święci – najwyraźniej św. Jan od Krzyża – mówią, że będziemy przede wszystkim sądzeni z miłości.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Krzysztof Popławski OP - ur. 1964, dominikanin, przez trzy lata misjonarz na Tajwanie i w Chinach, w latach 2006?2014 prowincjał polskich dominikanów, obecnie jest socjuszem generała zakonu ds. Europy Wschodniej i Środkowej, autor m.in. "Roku taty" i "Oczka. Miniatur (anty)klerykalnych". Mieszka w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Początek drogi

TELEFON ODBIERAM BEZ OBAW

Jezus, diabeł i nasze słabości

Znaki pamięci i nadziei

Ikona Dobrego Pasterza


komentarze



Facebook