W STOLICY MORMONÓW
Krańcami świata, na których trzeba głosić Dobrą Nowinę, będą zarówno niedostępne brzegi Alaski, jak i prężnie rozwijające się nowoczesne miasto w środku Stanów Zjednoczonych.

FOT. PEDRO LASTRA / UNSPLASH.COM


Piotr Laskowski OP

Pierwsze skojarzenia związane z misjami i misjonarzami są dość stereotypowe: wyobrażamy sobie afrykański busz i księży, którzy odwiedzając kolejne wioski, nie tylko sprawują sakramenty, ale także przynoszą zdobycze cywilizacji: lekarstwa czy nowe technologie. Myślimy też o zakonnicach, które zajmują się biednymi, trędowatymi, prowadzą sierocińce, pracują w szpitalach. Robią to, czego nikt inny robić nie chce. Z pewnością mało kto by pomyślał, że misjonarze mogą pracować w nowoczesnym mieście w samym środku Stanów Zjednoczonych. A jednak… Katolicka diecezja Salt Lake City, obejmująca cały stan Utah, ma oficjalny status diecezji misyjnej. Wśród pracujących w niej około pięćdziesięciu księży siedmiu to Polacy, z czego trzej to dominikanie. Ojcowie Łukasz Miśko, Jacek Buda i Marcin Szymański prowadzą parafię i duszpasterstwo akademickie. Jak wygląda życie misjonarza w dynamicznie rozwijającym się mieście?

Zagubione plemię Izraela

Utah to pustynny, górzysty teren pełen pięknych widoków. Krajobraz zmienia się co kilkadziesiąt mil. Są tu i przypominające Alpy kurorty narciarskie, i księżycowe pustynie, i zielone pagórki, i czerwone kaniony okraszone fantazyjnymi formacjami skalnymi. Do połowy XIX wieku Utah było pustkowiem zamieszkanym tylko przez nielicznych Indian. Sytuacja się zmieniła wraz z przybyciem mormonów. Oparta na chrześcijaństwie religia powstała na Wschodnim Wybrzeżu Ameryki. Jej założyciel Joseph Smith głosił nauki wywodzące się rzekomo z pism pozostawionych przez zaginione plemię Izraela, które dawno temu miało przypłynąć do Ameryki i zbudować wielką cywilizację. Odwiedził je zmartwychwstały Jezus. Mormoni przywiązują ogromną wagę do rodziny i pracy. Kontrowersje budzi jednak akceptowana przez nich poligamia oraz przekonanie, że ich przywódcy – zwani prorokami – są jedynymi prawowitymi następcami dwunastu apostołów i otrzymują stale objawienia od Pana. Wyganiani ze swoich kolejnych siedzib wyruszyli w długą wędrówkę przez kontynent amerykański. W końcu dotarli do Utah i tam się osiedlili. Stolicę zbudowali nad Wielkim Słonym Jeziorem, od którego wzięła swoją nazwę: Salt Lake City.

Centrum miasta stanowi świątynia mormonów. Od niej liczy się kolejne ulice, układające się w regularną siatkę. Na przykład dominikański klasztor znajduje się przy skrzyżowaniu 1300 E i 200 S. To znaczy, że jesteśmy trzynaście przecznic na wschód i dwie na południe od wspomnianego przybytku. Przez wiele lat miasto zamieszkiwali w większości członkowie Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatecznych (tak brzmi oficjalna nazwa mormonów). Po olimpiadzie zimowej w 2002 roku dzięki bardzo niskim podatkom stanowym coraz więcej ludzi i firm przenosiło się do Salt Lake City. Miasto stało się więc bardziej zróżnicowane. Reszta stanu jest jednak wciąż zamieszkiwana niemal wyłącznie przez mormonów. Choć prawo Stanów Zjednoczonych tego zabrania, tajemnicą poliszynela jest, że wciąż niektórzy z nich żyją w związkach poligamicznych. Muszą sobie z tego dobrze zdawać sprawę listonosze oraz kurierzy i uważać, żeby dostarczać przesyłki właściwej żonie. Jeśli się pomylą, przesyłka zgłaszana jest po jakimś czasie przez odbiorcę jako skradziona. Najwyraźniej żony nie pałają do siebie szczególną miłością i niszczą paczki przesyłane do konkurentek.

Uwaga na kofeinę!

Mormońscy obywatele wybierają mormońskich przedstawicieli do władz samorządowych. W rezultacie Utah rządzone jest niemal wyłącznie przez mormonów. Religia zabrania picia alkoholu, a zatem przepisy regulujące jego sprzedaż są bardzo restrykcyjne. Wwożenie jakichkolwiek napojów procentowych spoza granic Utah jest zabronione. Na sprzedaż mocniejszych trunków monopol mają sklepy należące do stanu – nieczynne w niedzielę. Zakrystianie katolickich kościołów muszą pamiętać, by nie zabrakło wina na niedzielę, bo w promieniu kilkuset kilometrów nie można go kupić. Mormoni nie piją też napojów zawierających kofeinę. Tutaj na szczęście prawo nie wprowadza specjalnych regulacji, a postępująca kosmopolityzacja Salt Lake City sprawia, że znaleźć w nim można sporo kawiarni. Jedna z nich nosi nazwę „Jack Mormon”, co można przetłumaczyć jako „Niepraktykujący mormon”.

Po tym krótkim wstępie łatwiej zrozumieć misyjny status diecezji Salt Lake City. Katolicy stanowią tylko 5 procent mieszkańców stanu (średnia dla całych Stanów Zjednoczonych to niecałe 21 procent). Na co dzień nie prowadzi to do prześladowań. Mormoni są niezwykle miłymi i uprzejmymi ludźmi. Nasz dominikański kościół jest nawet miejscem corocznego ekumenicznego wydarzenia: parafianie spotykają się w okolicy świąt Bożego Narodzenia z wiernymi z sąsiedniej mormońskiej świątyni i razem śpiewają kolędy. Problemy pojawiają się w przypadku konwersji. Wspólnoty mormońskie są bardzo zżyte i decyzja o opuszczeniu takiej grupy skutkuje często odrzuceniem przez dotychczasowe środowisko, a nawet przez rodzinę. Dominującym motywem działania wśród konwertytów jest poszukiwanie prawdy i teologicznej głębi. Teologia mormonów, choć rozbudowana, dość szybko zatrzymuje się na zadawaniu pytań, a odkrycie prawdy sprowadza się często do „odczucia pokoju” w trakcie modlitwy do Ducha Świętego.

Hippis słucha rocka

Praca duszpasterska w Utah tak jak w całych Stanach Zjednoczonych napotyka na problemy zazwyczaj nieobecne w Polsce. Kościół amerykański jest mocno zraniony rewolucją obyczajową i falą liberalizmu, która przetoczyła się po Soborze Watykańskim II. Przykłady przemawiają głośniej niż ogólniki, niech więc wystarczą dwie historie. Podczas mszy młodzież, chcąc zaśpiewać coś przyjemnego, co spodoba się ludziom, zdecydowała się kiedyś na piosenkę… Linkin Park. 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Piotr Laskowski OP - ur. 1992, dominikanin, studiuje teologię w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów i filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Celibat i małżeństwo

Teletubisie a faryzejskie pułapki

Opowieści o swoich drogach

OBECNOŚĆ

Posługa Piotra i jedność Kościoła


komentarze



Facebook