Archwium > Numer 541 (09/2018) > Orientacje > ŻAŁOBA W TRZECH AKTACH

ŻAŁOBA W TRZECH AKTACH
"Fokstrot"; reżyseria: Samuel Maoz; występują: Lior Ashkenazi, Sarah Adler, Yonathan Shiray, Gefen Barkai, Itay Exlroad; Francja, Niemcy, Izrael 2017 dystrybucja: Aurora Films

fragment plakatu z filmu "Fokstrot" / FOT. AURORA FILMS


Magdalena Wojtaś

Ta historia zdarzyła się naprawdę. Pewnego dnia córka izraelskiego reżysera Samuela Maoza zaspała do szkoły. Poprosiła więc ojca, żeby dał jej pieniądze na taksówkę, ale on kategorycznie odmówił i kazał jej pojechać autobusem. Chwilę później w telewizji pojawiła się informacja, że doszło do ataku terrorystycznego, w wyniku którego wysadzono autobus. Dopiero po jakimś czasie się okazało, że córka reżysera do niego nie wsiadła i jest w szkole – cała i zdrowa. Trudno sobie wyobrazić, co czuje rodzic, który nie wie, co się dzieje z jego dzieckiem. Tym trudniej o tym opowiedzieć. A jednak właśnie ten temat pojawia się w nowym filmie Maoza Fokstrot, nasycając go autentyzmem i wywołując emocje, które na długo pozostaną w pamięci.

Akt pierwszy

Fokstrot jest dramatem podzielonym na trzy części. W pierwszej z nich małżeństwo Feldmanów dowiaduje się, że ich syn Jonathan zginął na służbie. To matka otwiera drzwi. Wystarczy jedno spojrzenie i już wie, że żołnierze na progu przynoszą ze sobą śmierć. Kiedy zemdlona osuwa się na podłogę, oni udzielają fachowej pomocy – dają zastrzyk, kładą na łóżku. Jej mąż Michael gapi się na tę scenę, jakby był przypadkowym obserwatorem albo widzem w teatrze. Ta teatralność pojawi się w filmie jeszcze nie raz. Gdy pierwszy szok mija, zaczyna się okres smutku i złości, co szczególnie widzimy po Michaelu. Lior Ashkenazi jest fenomenalny w tej roli, pokazując pełną gamę stanów – od otępienia, przez złość, aż do rozpaczy. Naturalnie pojawia się w głowie pytanie, jak wiele z tego pochodzi od przeżyć reżysera. Czy tak zachowywał się Maoz, kiedy się dowiedział o wybuchu autobusu, w którym miała być jego córka?

Kiedy Dafna śpi, Michael cierpi i opłakuje syna w samotności, nie chce nikogo widzieć, ale w domu szybko pojawiają się kolejni ludzie. Jego brat zaczyna organizować pogrzeb. Przychodzą znajomi. Każdy odgrywa swoją rolę. Ponownie pojawiają się żołnierze. Wcześniej okazywali troskę – zostawili tabletki, kazali pić dużo wody, chcieli powiadamiać bliskich. Tym razem jeden z nich wygodnie sadowi się na krześle i sprawnie referuje, jak będzie wyglądała ceremonia pogrzebowa. Wszystko sprowadza się do kwestii procedury. Ta smutna społeczna diagnoza dotycząca banalizacji i formalizacji śmierci wybrzmiewa mocno w starciu z żałobą ojca, który stracił dziecko.

Samuel Maoz ma oko do szczegółów i oprawy wizualnej. Wie, w jaki sposób zaaranżować scenę, by na długo pozostała w naszej pamięci. Pierwsza część filmu niemal w całości rozgrywa się w mieszkaniu. Jest to przestrzeń zamknięta, wrażenie klaustrofobii potęgują mocne zbliżenia twarzy bohaterów i ujęcia z góry nazywane przez filmowców widokiem z perspektywy Boga. Scena, w której Michael zamyka się w łazience i jak lew zamknięty w klatce chodzi po czarno-białej szachownicy, może spowodować zawrót głowy.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Magdalena Wojtaś - absolwentka filologii polskiej i germańskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ŻYCIE JEST NOWELĄ

TRAUMA OŻYWIONA

UWIĘZIENI W CZASIE

RECEPTA NA DOBRE ŻYCIE

MIŁOŚĆ JEST GDZIE INDZIEJ


komentarze



Facebook